Gm. Urszulin. Dziurawe asfalty i masa śmieci w rowach przy powiatówkach

10 godzin temu
Sygnał do dyskusji dała sołtys Łomnicy Anna Marcinkowska, która zaapelowała do władz gminy o wsparcie w naciskach na starostwo. Zgłaszała ona nie tylko problem niebezpiecznie zwisających nad jezdnią gałęzi dębów, ale przede wszystkim zapadających się przepustów wodnych, które od dłuższego czasu czekają na interwencję drogowców.Głos w sprawie infrastruktury zabrała również jedna z radnych, zwracając uwagę na katastrofalny stan trasy prowadzącej przez Sęków i Wielkopole w kierunku Chełma. Zaapelowała ona o podjęcie natychmiastowych działań zmierzających choćby do stworzenia dokumentacji projektowej dla tego odcinka.– o ile nie będziemy naciskać, żeby cokolwiek działo się z tą drogą, no to nie ma szans na to, iż w przyszłych latach cokolwiek w tej sprawie się ruszy i jeszcze przez wiele lat mieszkańcy nasi będą zdani na jazdę po tych dziurach – przestrzegała radna, zachęcając radę do przygotowania oficjalnej petycji do władz powiatu.Jak się jednak okazało, same dziury w asfalcie to zaledwie połowa drogowego problemu. Równie dużo frustracji wywołała kwestia utrzymania czystości wzdłuż szlaków komunikacyjnych. Sołtys Łomnicy alarmowała, iż na odcinkach niezabudowanych rowy pełne są nie tylko drobnych śmieci i szkła, ale choćby porzuconych opon i szyb samochodowych.Bezradność wobec braku reakcji Zarządu Dróg Powiatowych zobrazowała swoją osobistą historią radna z Sękowa Małgorzata Dąbrowska, która postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, gdy na lokalnym przystanku z powodu śmieci nie dało się już normalnie funkcjonować.– Był taki brud, iż bardzo raziło to w oczy. Wie pani, co ja zrobiłam? Wzięłam worki, wzięłam troje dzieci. Pozbieraliśmy to, posegregowaliśmy na podwórku. Dwa razy dzwoniłam do zarządu dróg, ale za każdym razem nic to nie dało. Przesegregowałam i oddałam jako moje własne odpady. w tej chwili wręcz rutynowo zabieram śmieci z przystanku, by zachować tam elementarny porządek.– relacjonowała radna Dąbrowska.Do tych zarzutów i problemów z pełnym zrozumieniem odniósł się wójt Adam Panasiuk. Tłumaczył, dlaczego gmina nie może po prostu wysłać swoich ludzi do kompleksowego posprzątania i naprawienia powiatowego mienia. Wyjaśnił, iż samorząd ma w tym roku z Powiatowego Urzędu Pracy we Włodawie zaledwie jednego pracownika interwencyjnego, choć zgłaszane było zapotrzebowanie na trzech, czyli tylu, ile było gmina miał do dyspozycji w poprzednich 12 miesiącach. Dodał, iż lokalny samorząd musi w pierwszej kolejności realizować własne, liczne zadania komunalne. Mimo to, urząd nie pozostaje całkowicie bierny wobec fali śmieci, która zalewa gminę, zwłaszcza w weekendy.– Zaczyna się sezon letni i u nas już jest stałą praktyką, iż każdego poniedziałku przejeżdżamy po tych przystankach, bo śmieci jest naprawdę bardzo dużo. Ludzie wracają z jezior i oczywiście gdzie lądują śmieci? Na przystanek. Objazd w taki poniedziałek po przystankach to jest cała przyczepka śmieci. Reagujemy, natomiast nie jesteśmy w stanie sprzątać pasów dróg powiatowych – tłumaczył Panasiuk. Włodarz zadeklarował jednocześnie pełną gotowość do wsparcia finansowego każdej powiatowej inwestycji drogowej na terenie gminy, pod warunkiem iż starostwo wykaże chęć jej realizacji.Obecny na sali radna powiatowa Marian Kupisz przyznała, iż postulaty mieszkańców są całkowicie słuszne, jednak na biurko starosty spływają dziesiątki podobnych petycji z całego regionu. Choć są one uznawane za zasadne, ich realizacja nieuchronnie rozbija się o puste kasy samorządowe. Tego typu urzędowe tłumaczenia rzadko jednak trafiają do mieszkańców, co trafnie podsumowała Małgorzata Dąbrowska, zamykając tym samym szeroką dyskusję o drogowych bolączkach Urszulina.– Ludzie z niezadowoleniem cały czas do nas, do radnych i do wójta zgłaszają potrzeby remontu. Ich nie obchodzi, kto jest zarządcą drogi, skupiają się na tych osobach, które są najbliżej – podsumowała gorzką rzeczywistość radna z Sękowa.
Idź do oryginalnego materiału