Gm. Chełm. Sprawa martwych ryb w Stańkowie umorzona. Prokuratura nie wyciągnęła konsekwencji

3 godzin temu
Nieumyślne zanieczyszczenie - to badali śledczyNa wstępie warto podkreślić, iż wszystkie czynności prowadzone były „w sprawie nieumyślnego zanieczyszczenia w dniach 10-11 lipca 2025 r. w Chełmie wody rzeki Uherka oraz zbiornika retencyjnego Stańków substancją, która spowodowała istotne obniżenie jakości wody, a także zniszczenie w świecie zwierzęcym o znacznych rozmiarach, poprzez dokonanie zrzutu nieprzetworzonych ścieków przez pracowników Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Chełmie do rzeki Uherka w związku z eksploatacją instalacji działającej w ramach zakładu, w zakresie korzystania ze środowiska, na które zakład posiadał pozwolenie wodnoprawne udzielone decyzją nr 290/D/ZUZ/2024/2024 wydaną przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie – Dyrektora Zarządu Zlewni w Białej Podlaskiej, do doprowadziło do śnięcia ryb o łącznej masie 3550 kg, na szkodę okręgu w Chełmie Polskiego Związku Wędkarskiego”.O tym pisaliśmy:Co stwierdzono w uzasadnieniu? Z pisma wynika, iż zawiadomienie działacz związku postanowił złożyć po stwierdzeniu, iż w okresie od 10 do 20 lipca doszło do masowego śnięcia ryb bytujących w zbiorniku wodnym Stanków. Śledczy ustalili również, iż ok. 14 lipca Adamczyk otrzymał informację od kierownika nadzoru wodnego w Chełmie Marka Kopieniaka, iż śluza na rzece Uherka została przez niego rozpiętrzona, ponieważ podejrzewał zakrojone na dużą skalę zanieczyszczenie wód rzeki. Postanowił więc odciąć ich dopływ do zbiornika. Pojedyncze sztuki śniętych ryb, jak zeznawano w czasie śledztwa, zauważono 16 lipca. Skala problemu rosła z dnia na dzień. Początkowo padały głównie sandacze, a w kolejnych dniach zauważono także inne gatunki. Działacze, którzy sprawują nadzór nad zbiornikiem, zostali poinformowani o tym, iż zanieczyszczenie rzeki Uherka (i w efekcie zbiornika) spowodowane mogło być zrzutem nieczystości przez Miejską Oczyszczalnię Bieławin w Chełmie – jednostkę, której pracę nadzoruje Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej w Chemie.Okazuje się jednak, iż już 10 lipca na zanieczyszczone wody Uherki i znaczne ilości śniętej ryby uwagę dyrektora Kopieniaka zwrócił wójt gminy Ruda-Huta Jarosław Walczuk. W uzasadnieniu do wydanego przez prokuraturę postanowienia stwierdzono, iż niepokojący sygnał pracownik Wód Polskich postanowił sprawdzić osobiście, dlatego tego samego dnia udał się, razem z Marcinem Łopackim, na zlokalizowany w okolicach Stańkowa rzeczny jaz oraz miejsce, gdzie przetworzone przez oczyszczalnię ścieki trafiają do wód rzeki. Oględziny miejsc nie pozostawiały żadnych wątpliwości – do rzeki spuszczano czarną, cuchnącą ciecz. Pracownicy MPGK poinformowali pracowników nadzoru wodnego o możliwości wystąpienia awarii urządzeń oczyszczalni.Postępowanie, co także opisano w uzasadnieniu, prokuratura wszczęła pod koniec lipca. W charakterze świadków zostali przesłuchani: Artur Ptaszyński, komendant społecznej straży rybackiej, wójt Jarosław Walczuk, pracownicy oczyszczalni, operator oczyszczalni ścieków, starszy specjalista do spraw ochrony i zagospodarowania wód chełmskiego okręgu PZW, specjalista Nadzoru Wodnego w Chełmie, Artur Kubacki – zastępca wójta gminy Chełm, kierownik laboratorium MPGK, a także Andrzej Wereszczyński - kierownik chełmskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Lublinie.Jak sekwencję zdarzeń przedstawili ich uczestnicy? Jakie fakty udało się ustalić w czasie zeznań? 10 lipca oczyszczalnię obsługiwało pięć osób. Jeden z pracowników zeznawał, iż we wczesnych godzinach popołudniowych otrzymał telefon od innego pracownika, iż ten poinformował go o niepokojących sygnałach dotyczących stanu wód rzeki. Obsługujący sterownię nie stwierdził jednak żadnych nieprawidłowości, które byłyby związane z przebiegiem procesu oczyszczania ścieków. Postanowił więc osobiście udać się na odpowiednie obiekty, aby zweryfikować doniesienia. Po zweryfikowaniu wszystkich parametrów stwierdził, iż stan oczyszczania ścieków był zadowalający i nie odbiegał od standardowych parametrów. Postanowił również sprawdzić poziom ścieków dopływających do oczyszczalni z kanalizacji miejskiej. we właściwym pomieszczeniu okazało się, iż poziom ścieków jest bardzo duży – zupełnie inny od tego, na jaki wskazywała w tym samym czasie sonda pomiarowa. Urządzenie działało nieprawidłowo, przesyłając do systemu błędny wynik. Pracownik postanowił więc otworzyć bardziej zasuwy, zwiększyć przepływ ścieków, co pozwoliło jednocześnie obniżyć ich poziom w jednej z komór i ustabilizować wszystkie parametry. Przepełnienie wspomnianej wcześniej komory doprowadziło, jak stwierdzono w uzasadnieniu, do zrzutu ścieków do rzeki. Nie został on, jak zeznali pracownicy oczyszczalni, wykonany automatycznie czy też w wyniku interwencji pracownika oczyszczalni, a spowodowany był zwiększoną ilością ścieków i opadami atmosferycznymi.Tę samą wersję zdarzeń przedstawił zresztą drugi z pracowników, którego poinformowano o awarii sondy. W efekcie doszło więc, jak zeznali obaj pracownicy, do przelania jednej z komór, które stanowią część infrastruktury oczyszczalni. Pracownicy stwierdzili, iż nic nie wskazywało na awarię urządzenia pomiarowego, dlatego też podjęcie stosownych kroków było początkowo niemożliwe.W podsumowaniu uzasadnienia podkreślono, iż „zachowanie pracownika MPGK po wystąpieniu awarii pozwoliło na doprowadzenie do prawidłowego stanu ścieków wypływających z oczyszczalni, czyli ograniczenia negatywnych skutków po stwierdzeniu awarii sondy”.Taki stan rzeczy nie satysfakcjonuje działaczy wędkarskiego związku, którzy chcą wykorzystać wszystkie dostępne narzędzia prawne i dalej walczyć o ustalenie, jakie czynniki stały za masowym śnięciem ryb. Okręg ustalił (dane te wykorzystano zresztą w czasie postępowania), iż łączną masę śniętych ryb, które usunięto ze zbiornika, obliczono na 3550 kg. Ich wartość szacowna jest na przeszło 75 tys. zł. Za ich zutylizowanie należało zapłacić niemal 8300 zł. Natomiast czynności związane z wapnowaniem zbiornika po katastrofie (które zalecił z kolei Powiatowy Inspektor Weterynarii w Chełmie) kosztowały ponad 3,5 tys. zł. Realnych strat w środowisku naturalnym nie oszacuje tak naprawdę nikt.Radny Marcin Łopacki: "To nie przypadek"- Byliśmy zdziwieni, iż tak się to wszystko potoczyło. Postanowiliśmy złożyć zażalenie. Ostatnie miesiące naprawdę nie były dla nas łatwe. Przeprowadziliśmy wapnowanie, zbiornik został ponownie otwarty dla wędkarzy, ale mamy poczucie, iż sytuacja nie wróciła do normy. Zgodnie z przyjętym wcześniej planem przeprowadziliśmy też jakieś pierwsze zarybienie. Nie trudno jednak stwierdzić, iż po tym incydencie ryba brała znacznie gorzej niż wcześniej. Trudno w istocie stwierdzić, ile ryb padło i pozostało gdzieś na dnie, ile wyjadły ptaki czy drapieżniki. Realne straty są naprawdę bardzo trudne do oszacowania. Fachowcy, z którymi konsultowaliśmy to zagadnienie, przekazali nam, iż z wody wyciągnęliśmy najpewniej tylko połowę padłych ryb. Tak więc ostatecznie mogło paść nie 3,5, a może i 7 ton. Oczywiście MPGK otrzymało mandat za zrzut tych nieczystości, ale tak naprawdę nikt nie poniósł odpowiedzialności za to, co się stało – uważa Adamczyk.Z postanowień organu nie jest również zadowolony Marcin Łopacki – radny powiatowy i jednocześnie zaangażowany od początku w cały proces pracownik Wód Polskich.- Jako radny powiatu chełmskiego i mieszkaniec gminy Chełm nie mogę milczeć wobec decyzji Prokuratury Rejonowej w Chełmie o umorzeniu postępowania w sprawie rażącego skażenia rzeki Uherki i zbiornika Stańków. To, co zobaczyłem w lipcu, było wstrząsające – zamiast czystej wody rzeką płynął czarny, cuchnący szlam, a na brzegach i w zbiorniku masowo ginęły ryby. Sprawa została udokumentowana zdjęciami, filmami i potwierdzona przez wielu świadków również z miejscowości przygranicznych. WIOŚ potwierdził naruszenie prawa, nakładając na oczyszczalnię maksymalny mandat. Mimo to prokuratura uznała, iż nie ma podstaw do dalszego postępowania karnego. Dla mnie – i dla wielu mieszkańców – to decyzja niezrozumiała i bulwersująca. Radny zauważa, iż rzeka Uherka nie jest kanałem ściekowym. To żywy ciek wodny, który przepływa przez Chełm i powiat chełmski, wpływając do rzeki granicznej Bug.- Skażenie na taką skalę to realne zagrożenie dla środowiska i zdrowia mieszkańców. Władze miasta powinny o nią dbać, a nie traktować jak część miejskiej oczyszczalni! Kto zatem podjął decyzję o zrzucie zanieczyszczeń do rzeki? Gdzie i kiedy pobrano próbki do badań? Dlaczego odpowiedzialność za zniszczenie ekosystemu kończy się tylko mandatem? Będę domagał się ponownego rozpatrzenia sprawy przez prokuraturę wyższej instancji, pełnej jawności ustaleń i realnej odpowiedzialności winnych – komentuje sprawę Łopacki. Czytaj także:Gmina Chełm domaga się od miasta Chełm prawie 5 mln. Odzyskała ziemie i upomina się o wywiązanie z porozumieniaGm. Chełm. Przyszły rok pod znakiem budżetowego rekordu. Władze chcą utrzymać wysoki poziom i tempo pracGm. Wojsławice. Z budynku cerkwi przesiadły się na ratusz. Gołębie dają się samorządowcom we znakiGm. Chełm. To był niezwykle owocny rok. Julian Suprun podsumował go w ministerstwie, w gronie najlepszych
Idź do oryginalnego materiału