W czasie rządowych sporów wokół uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy pojawiła się propozycja zmiany podejścia do reformy rynku pracy. Jak ustaliło money.pl, 6 think tanków skierowało list do ministrów z apelem o wprowadzenie tzw. jednolitej daniny, która zastąpiłaby PIT i składki ZUS. Eksperci proponują zmianę kamienia milowego w Krajowym Planie Odbudowy.

Fot. Warszawa w Pigułce
Najbliższe tygodnie mogą zadecydować o przyszłości polskiego systemu podatkowego. Jednocześnie trwa wyścig z czasem – Polska musi rozliczyć się z Komisją Europejską z realizacji kamieni milowych w ramach KPO, w przeciwnym razie ryzykuje utratę choćby kilkunastu miliardów złotych.
Kto stoi za apelem o jednolitą daninę?
List trafił do szefów resortów rodziny, pracy i polityki społecznej, finansów i gospodarki, a także funduszy i polityki regionalnej. Pod dokumentem podpisało się 6 think tanków: Instytut Finansów Publicznych (prezes Paweł Wojciechowski), Warsaw Enterprise Institute (prezes Tomasz Wróblewski), Centrum Myśli Gospodarczej (prezes Michał Ciesielski), Fundacja INSTRAT (prezes Michał Hetmański), Narodowy Instytut Społeczny (prezes Damian Adamus) oraz Klub Jagielloński (prezes Paweł Musiałek).
Prezes Klubu Jagiellońskiego wyjaśnia w rozmowie z money.pl, iż moment pojawienia się apelu nie jest przypadkowy. Chodzi o wykorzystanie obecnego kryzysu wokół reformy PIP jako okazji do włączenia do debaty publicznej tematu, który łączy środowiska ponadpolityczne, ale z nieznanych przyczyn nie jest od lat realizowany.
Jak działałaby jednolita danina?
Autor najnowszej wersji koncepcji, Artur Krawczyk, były urzędnik Ministerstwa Finansów, przedstawia szczegóły rozwiązania. W obecnym systemie składki i podatki liczone są osobno – jednolita danina połączyłaby te mechanizmy w jeden spójny system. Ubezpieczony płaciłby najpierw składki o charakterze liniowym, a następnie podatek o charakterze progresywnym. Dzięki temu stawka rosłaby wraz z dochodem, zachowując jednocześnie zabezpieczenie w postaci składek emerytalnych i rentowych.
Ogólne obciążenie dla większości podatników pozostałoby zbliżone do obecnego poziomu, podobnie jak wpływy do budżetu państwa. Kluczową zmianą byłaby likwidacja składki zdrowotnej – Narodowy Fundusz Zdrowia byłby finansowany w całości z budżetu państwa. Przedsiębiorcy objęci systemem otrzymaliby dodatkowe ulgi.
Trzeba jednak zauważyć, iż jest grupa, która straciłaby krocie – są to najlepiej zarabiający Polacy. w tej chwili większość z nich jest na ryczałcie lub podatku liniowym wynoszącym 19 proc. Podatek progresywny oznacza, iż zapłaciliby dużo więcej.
Handel umowami ma się skończyć
Głównym celem reformy jest ograniczenie tzw. segmentacji rynku pracy. w tej chwili różne formy zatrudnienia – umowa o pracę, umowa zlecenie, działalność gospodarcza – podlegają odmiennym zasadom oskładkowania i opodatkowania. To prowadzi do sytuacji, w której część osób płaci niewielkie składki lub nie opłaca ich wcale, co skutkuje niskimi świadczeniami emerytalnymi lub całkowitym brakiem zabezpieczenia.
Reforma miałaby wyrównać kliny podatkowo-składkowe między różnymi formami zatrudnienia i ujednolicić zasady opodatkowania wszystkich typów pracy najemnej. To właśnie ten cel miały realizować kamienie milowe z polskiego KPO, w tym kontrowersyjne zmiany w uprawnieniach Państwowej Inspekcji Pracy.
Zmiana kamienia milowego w KPO
Autorzy listu proponują Brukseli podmianę obecnego kamienia milowego dotyczącego inspekcji pracy na nowy – związany z wprowadzeniem jednolitej daniny. Wraz z apelem pojawił się postulat wypracowania szczegółowej mapy drogowej z konkretnymi terminami realizacji poszczególnych etapów reformy.
Eksperci zaapelowali również o podjęcie uchwały przez Sejm, która zobowiązywałaby kolejne większości parlamentarne do kontynuowania wdrażania reformy niezależnie od zmian na scenie politycznej. To miałoby zapewnić stabilność i ciągłość procesu, który – jak podkreślają autorzy – wymaga głębokich zmian w systemach informatycznych obsługujących cały aparat podatkowo-składkowy.
Co to oznacza dla czytelnika
Jeśli reforma jednolitej daniny zostałaby wdrożona, przeciętny pracownik zatrudniony na umowę o pracę nie odczułby znaczącej różnicy w wysokości miesięcznych potrąceń. Zmiana dotyczyłaby głównie sposobu naliczania i przekazywania środków – zamiast osobnych składek ZUS i podatku PIT, byłaby jedna danina.
Większe zmiany dotyczyłyby przedsiębiorców. Dla drobnych przedsiębiorców podstawa naliczania składek opierałaby się początkowo na płacy minimalnej, co mogłoby oznaczać obniżenie obecnych obciążeń z około 1200 złotych miesięcznie do około 500 złotych. Większe firmy straciłyby obecny limit rocznej podstawy wymiaru składek emerytalnych i rentowych – w tej chwili ograniczony do 30-krotności prognozy przeciętnego wynagrodzenia.
Zmiany miałyby wpłynąć na osoby pracujące na różnych typach umów. w tej chwili osoby na umowach cywilnoprawnych czy prowadzące działalność gospodarczą często płacą niższe składki niż pracownicy etatowi przy podobnych zarobkach. Reform ujednoliciłaby te zasady, co w teorii powinno ograniczyć zjawisko tzw. szarej strefy i umów śmieciowych zawieranych tylko po to, by obniżyć koszty pracodawcy.
Likwidacja składki zdrowotnej
Istotnym elementem reformy jest całkowita likwidacja składki zdrowotnej dla wszystkich ubezpieczonych. NFZ byłby finansowany bezpośrednio z budżetu państwa. To oznaczałoby koniec comiesięcznych wpłat na ubezpieczenie zdrowotne – zarówno dla pracowników etatowych, jak i przedsiębiorców.
Dla przedsiębiorców, szczególnie tych rozliczających się na zasadach ogólnych lub podatkiem liniowym, mogłoby to oznaczać znaczącą ulgę. Obecna składka zdrowotna stanowi często istotne obciążenie, zwłaszcza iż w wielu przypadkach nie podlega odliczeniu od podatku lub jest odliczana tylko w ograniczonym zakresie.
Czy reforma ma szansę na realizację?
Koncepcja jednolitej daniny nie jest nowa – po raz pierwszy została opracowana w 2016 roku przez zespół ekspertów kierowany przez prof. Pawła Wojciechowskiego. Od tego czasu pomysł powracał w debacie publicznej wielokrotnie, także w kontekście Polskiego Ładu oraz programów wyborczych różnych ugrupowań, w tym Platformy Obywatelskiej i Polski 2050.
Jednak dotychczas żaden rząd nie zdecydował się na wdrożenie tej reformy. Główną przeszkodą jest złożoność zmian – wymagają one przebudowy systemów informatycznych w urzędach skarbowych, ZUS i innych instytucjach. Dodatkowo reforma budzi obawy polityczne – każda zmiana w systemie podatkowym może zostać odebrana jako podwyżka lub obniżka dla konkretnych grup społecznych, co rodzi ryzyko polityczne.
Obecna sytuacja może jednak stworzyć wyjątkowe okno możliwości. Spór wokół kamieni milowych w KPO i presja czasowa związana z rozliczeniem się z Komisją Europejską mogą skłonić rząd do rozważenia alternatywnych rozwiązań. jeżeli Bruksela zaakceptowałaby zmianę kamienia milowego z PIP na jednolitą daninę, Polska zyskałaby więcej czasu w przeprowadzenie głębszej reformy systemu podatkowego.
Decyzje w tej sprawie mogą zapaść w najbliższych tygodniach. Rząd musi znaleźć sposób na wyjście z impasu dotyczącego Państwowej Inspekcji Pracy i jednocześnie zabezpieczyć środki z KPO. Propozycja think tanków może okazać się rozwiązaniem, które zadowoli zarówno krajowych przedsiębiorców, jak i Komisję Europejską.
Co to oznacza dla ciebie?
To na razie tylko propozycja. I warto to jasno powiedzieć
W tym temacie trzeba zachować ostrożność. To nie jest decyzja rządu ani projekt ustawy. To jest propozycja ekspertów, którzy chcą zmienić kierunek reformy rynku pracy i jednocześnie zaproponować inne rozwiązanie dla kamieni milowych w KPO. W praktyce oznacza to tyle, iż pomysł może wejść do debaty i nabrać tempa, ale równie dobrze może skończyć się na etapie listu i rozmów.
Co to by oznaczało dla zwykłego pracownika?
Jeśli jednolita danina kiedykolwiek weszłaby w życie, przeciętna osoba na etacie raczej nie zobaczy nagłej rewolucji w wypłacie. Autorzy koncepcji sugerują, iż całkowite obciążenia dla większości podatników pozostałyby zbliżone do obecnych. Zmieniłby się jednak sposób naliczania i poboru pieniędzy. Zamiast osobnego PIT i osobnych składek ZUS pojawiłaby się jedna danina, która łączy te elementy w jeden mechanizm.
Kto mógłby odczuć zmianę najmocniej?
Najwięcej emocji dotyczyłoby przedsiębiorców i osób pracujących poza etatem. Dziś różne formy zatrudnienia mają różne zasady opodatkowania i oskładkowania. To tworzy sytuację, w której dwie osoby mogą zarabiać podobnie, ale płacić zupełnie inne składki. Proponowana reforma miałaby to ograniczyć i zmniejszyć opłacalność „uciekania” w umowy tylko po to, by obniżyć koszty.
Największa zmiana: likwidacja składki zdrowotnej
Jednym z kluczowych elementów tej propozycji jest likwidacja składki zdrowotnej i finansowanie NFZ bezpośrednio z budżetu państwa. Dla wielu osób, szczególnie przedsiębiorców, mogłoby to oznaczać realną ulgę. Z drugiej strony taki model rodzi pytania o stabilność finansowania ochrony zdrowia, bo w większym stopniu zależałoby ono od decyzji budżetowych i politycznych.
Dlaczego to może się nie wydarzyć, mimo iż brzmi „logicznie”?
Pomysł jednolitej daniny wraca w Polsce od lat, ale nigdy nie został wdrożony. Powód jest prosty: to ogromna operacja. Wymaga przebudowy systemów informatycznych, zmian w rozliczeniach firm i przeorganizowania sposobu poboru podatków i składek. To także politycznie ryzykowny temat, bo każda większa reforma podatkowa natychmiast budzi obawy, iż jedni stracą, a inni zyskają.
Co to oznacza dla ciebie, jeżeli płacisz podatki w Polsce?
Na dziś nie ma sensu podejmować żadnych decyzji finansowych pod tę reformę, bo nie ma pewności, iż w ogóle ruszy. Ale warto obserwować temat, bo jeżeli rząd faktycznie zacznie szukać wyjścia z impasu wokół KPO, taki pomysł może wrócić szybciej, niż wielu osobom się wydaje. Szczególnie jeżeli pojawią się konkretne zapowiedzi i harmonogram prac.

2 godzin temu





