Rada Miasta Gdańska 29 października jednogłośnie potępiła decyzję Lwowskiej Rady Obwodowej o ustanowieniu 2027 roku Rokiem UPA, Romana Szuchewycza i Ołeha Olżycza. Za oświadczeniem zagłosowało 32 radnych. Gdańsk zażądał wycofania decyzji, przypominając, iż polsko-ukraińskie pojednanie musi opierać się na prawdzie o zbrodniach na Polakach.
32 głosy za jednoznacznym sprzeciwem
Oświadczenie przyjęto podczas XXXII sesji Rady Miasta Gdańska. Jak podał oficjalny portal miasta Gdańska, wszyscy obecni radni poparli dokument. Nikt nie zagłosował przeciw i nikt nie wstrzymał się od głosu. Oświadczenie odczytała przewodnicząca rady Agnieszka Owczarczak.
Dokument sprzeciwia się upamiętnianiu Ukraińskiej Powstańczej Armii i jej dowódcy Romana Szuchewycza w oderwaniu od odpowiedzialności za zbrodnie popełnione na polskiej ludności cywilnej. Radni przypomnieli ofiary Wołynia i Małopolski Wschodniej. Zażądali też wycofania decyzji władz obwodu lwowskiego.
Oświadczenie ma trafić do Lwowskiej Rady Obwodowej, Rady Miejskiej Lwowa, Ambasady Ukrainy w Polsce oraz polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. To adekwatny kierunek. Polski samorząd nie może zmienić uchwały podjętej na Ukrainie, ale może jasno wyznaczyć granicę współpracy.
Pomoc Ukrainie nie oznacza zgody na fałsz
Radni podkreślili, iż solidarność z Ukrainą napadniętą przez Rosję nie daje przyzwolenia na gloryfikowanie formacji i ludzi obciążonych odpowiedzialnością za mordowanie Polaków. Ten argument powinien być stałym elementem polskiej polityki. Pomoc wobec rosyjskiej agresji i obrona polskiej pamięci nie wykluczają się.
Właśnie dlatego gdański sprzeciw ma znaczenie większe niż zwykłe stanowisko lokalnej rady. Pokazuje, iż w sprawie pamięci o ofiarach można zbudować zgodę ponad partyjnym podziałem. Radni Koalicji Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości oraz pozostałych klubów zagłosowali wspólnie. W Polsce zbyt często politykę historyczną traktowano jako niewygodny dodatek do bieżącej dyplomacji. Tym razem samorząd powiedział jasno: prawda nie jest przeszkodą dla pojednania. Jest jego warunkiem.
Nie wolno przy tym przenosić odpowiedzialności za decyzje polityczne na cały naród ukraiński. Sprzeciw dotyczy konkretnej decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej oraz kultu UPA i Szuchewycza. To rozróżnienie chroni powagę polskiego stanowiska i odbiera przeciwnikom możliwość przedstawiania obrony pamięci jako niechęci wobec Ukraińców.
Presja przyniosła skutek, ale sprawa pozostaje ostrzeżeniem
Według późniejszych informacji sporna uchwała nie została podpisana i nie weszła w życie. Szerzej opisaliśmy, jak Lwów ustąpił pod polską presją. To istotny rezultat, ale sam pomysł ustanowienia 2027 roku Rokiem UPA i Romana Szuchewycza pozostaje poważnym ostrzeżeniem dla Warszawy.
Polska reakcja musi być konsekwentna, bo nie był to pierwszy spór o ukraińską politykę pamięci. Już wcześniej opisywaliśmy, iż Lwów przygotowywał rok Szuchewycza i UPA. Brak odpowiedzi na takie gesty byłby odczytany jako słabość i zaproszenie do ich powtarzania.
Stawką dla Polski jest prawo rodzin ofiar do prawdy, godnego pochówku bliskich i publicznej pamięci wolnej od relatywizowania ludobójstwa. Krwawa Niedziela 11 lipca 1943 roku nie może być sprowadzana do niewygodnego epizodu, który usuwa się z rozmów w imię doraźnego spokoju.
Gdańscy radni wykonali obowiązek wobec polskiej pamięci. Teraz podobnej stałości trzeba od rządu i dyplomacji. Dobre relacje z Ukrainą są Polsce potrzebne, szczególnie wobec rosyjskiego zagrożenia. Muszą jednak opierać się na wzajemnym szacunku. Państwo, które samo rezygnuje z obrony swoich ofiar, traci szacunek partnerów i własnych obywateli.
Źródła: Miasto Gdańsk, Radio Gdańsk.
Źródło: Banderyzm / Ukraina (monitor PL)












