Europejskie kontrakty TTF na gaz wzrosły 7 września o 2,3 proc., do 73,58 euro za MWh, zbliżając się do trzyletniego maksimum. Magazyny Unii są zapełnione w 66,6 proc., wyraźnie poniżej pięcioletniej średniej 83,2 proc. Dla Polski oznacza to presję na ceny energii i konieczność obrony własnego bezpieczeństwa energetycznego przed zimą.
Gaz drożeje, zapasy odstają od normy
Benchmarkowe kontrakty na gaz w Amsterdamie wzrosły o 2,3 proc., do 73,58 euro za megawatogodzinę. Wcześniej zwyżka sięgała 4,5 proc., a notowania znalazły się blisko najwyższego poziomu od trzech lat. Rynek reaguje na wzajemne ataki USA i Iranu na tankowce oraz utrzymujące się zakłócenia w dostawach energii z Zatoki Perskiej.
Jeszcze poważniej wygląda stan magazynów. Według wyliczeń Gas Infrastructure Europe unijne obiekty są zapełnione w 66,6 proc., podczas gdy pięcioletnia średnia dla tej pory roku wynosi 83,2 proc. Zgromadzono w nich 753,48 TWh gazu. Dane o magazynach publikuje platforma AGSI prowadzona przez Gas Infrastructure Europe.
Niemcy z wyjątkowo słabym buforem
W Niemczech poziom zapełnienia wynosi 54,2 proc. wobec pięcioletniej średniej 82 proc. To różnica 27,8 punktu procentowego. Problem największej gospodarki Unii nie zatrzyma się na jej granicy, bo niemiecki przemysł i zapotrzebowanie na surowiec wpływają na ceny w całym regionie.
Europa weszła w końcową część sezonu uzupełniania zapasów z wyraźnym niedoborem. Kilka dni wcześniej magazyny Unii były zapełnione w około 65 proc., a ceny gazu przekraczały 70 euro za MWh. Rynek ma więc mało czasu i ograniczony margines błędu. Każdy kolejny problem z transportem LNG może podbić koszt zakupów przed sezonem grzewczym.
Zatoka Perska ustawia rachunek Europy
30 sierpnia Stany Zjednoczone wznowiły działania bojowe przeciw Iranowi. Na początku września siły irańskie atakowały obiekty i bazy USA w Jordanii, Iraku, Bahrajnie, Kuwejcie oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Amerykańskie Dowództwo Centralne podało następnie, iż zniszczono trzy irańskie tankowce po próbie ataku rakietowego na okręty USA.
Napięcie wokół szlaków morskich natychmiast przekłada się na premię za ryzyko w cenie surowca. Europa w dużym stopniu polega na dostawach LNG, więc konflikt daleko od jej granic gwałtownie trafia do kalkulacji przedsiębiorstw i sprzedawców energii. Sytuacja w Cieśninie Ormuz już wcześniej wpływała na oczekiwania dotyczące cen ropy i gazu.
Polski bufor nie znosi wspólnego rynku
Polska ma własną infrastrukturę magazynową, terminal LNG w Świnoujściu i dostęp do Baltic Pipe. To dorobek polityki dywersyfikacji, który daje państwu więcej swobody niż uzależnienie od jednego kierunku. Nie oznacza jednak odcięcia od europejskiej ceny. Gaz jest kupowany na rynku, a jego koszt przenosi się na przemysł, ciepłownictwo i budżety gospodarstw domowych.
Wysokie ceny uderzają również w konkurencyjność polskich zakładów zużywających dużo energii. o ile firmy w Europie płacą więcej za gaz, presja pojawia się w nawozach, materiałach budowlanych, żywności i usługach komunalnych. Ostateczny rachunek ponosi obywatel.
Suwerenność energetyczna wymaga zapasu
Bruksela przez lata przedstawiała wspólny rynek i regulacje klimatyczne jako odpowiedź na niemal każdy problem energetyczny. Dzisiejsze liczby pokazują granicę tej wiary. Magazynu nie da się zastąpić deklaracją, a fizycznej dostawy kolejnym dokumentem. Państwo musi mieć infrastrukturę, kontrakty i rezerwę pozwalającą przetrwać zakłócenia.
Polska powinna dalej rozbudowywać własne magazyny, moce regazyfikacyjne i stabilne źródła energii. Potrzebuje też przejrzystej informacji o zapasach oraz scenariuszy na długą zimę. Stawką są rachunki rodzin, miejsca pracy i zdolność państwa do samodzielnej decyzji w kryzysie. Bez tego bezpieczeństwo energetyczne pozostanie hasłem opłacanym przez polski portfel.
Źródło: Bankier.pl / PAP Biznes
Źródło: Bankier.pl

















