1 września europejski gaz TTF kosztował 70,09 euro za MWh, ponad dwa razy więcej niż przed obecną wojną na Bliskim Wschodzie. Magazyny Unii Europejskiej były zapełnione w 64,7 proc., przy pięcioletniej średniej 81,8 proc. Polska miała 92,7 proc. zapasów, ale drogi import przez cały czas uderzy w przemysł i portfele Polaków.
Europa zbyt wolno odbudowuje zapasy
Europejski rynek gazu wszedł we wrzesień z dwoma problemami naraz. Surowiec jest drogi, a magazyny pozostają wyraźnie słabiej napełnione niż zwykle o tej porze. Według danych Gas Infrastructure Europe przytoczonych przez Money.pl poziom zapasów w Unii Europejskiej wynosił 64,7 proc. Pięcioletnia średnia to 81,8 proc. Różnica jest duża i musi zostać nadrobiona w krótkim czasie.
Prawo unijne przewiduje cel 90 proc. napełnienia podziemnych magazynów przed 1 listopada. Rada Unii Europejskiej przedłużyła obowiązywanie zasad magazynowania o dwa lata. Sam zapis w rozporządzeniu nie sprowadzi jednak gazu do Europy i nie zagwarantuje dobrej ceny. Każdy dodatkowy zakup dokonywany pod presją kalendarza wzmacnia sprzedających.
Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, ocenił w rozmowie cytowanej przez Money.pl, iż na rynku widać już oznaki paniki. Jest ku temu powód. Europa musi konkurować o skroplony gaz ziemny z odbiorcami na innych kontynentach, a konflikt na Bliskim Wschodzie zwiększa ryzyko dla transportu z Zatoki Perskiej.
Polska ma więcej gazu, ale nie żyje na wyspie
Polskie magazyny były zapełnione w 92,7 proc. To mocny bufor i rezultat infrastruktury pozostającej pod kontrolą państwa. Chroni nas przed najbardziej nerwowym scenariuszem niedoboru. Nie izoluje jednak polskiej gospodarki od europejskiej ceny. Gaz dla przemysłu, ciepłownictwa i dostawców jest wyceniany na rynku, na którym strach gwałtownie zamienia się w podwyżki.
Skalę presji widać również w danych krajowych. Urząd Regulacji Energetyki podał, iż średnia cena gazu sprowadzonego w drugim kwartale 2026 roku z państw UE i EFTA wyniosła 206,18 zł za MWh. Była o 17,8 proc. wyższa niż kwartał wcześniej. To koszt, który wcześniej czy później pojawia się w rachunku przedsiębiorstwa, cenie produktu albo wyniku finansowym zakładu.
Polska potrzebuje więc własnych zdolności magazynowych, wielu kierunków dostaw i energetyki, która nie opiera się na jednym paliwie. Inwestycje takie jak duży blok gazowo-parowy w Rybniku mogą stabilizować system, ale jednocześnie zwiększają znaczenie pewnych i rozsądnie wycenionych dostaw gazu.
Rachunek za błędy polityki energetycznej
Bruksela przez lata forsowała przyspieszoną transformację, zakładając łatwy dostęp do paliwa przejściowego. Wojna i kryzysy transportowe pokazały kruchość tego modelu. Gdy własne źródła energii są zamykane szybciej, niż powstają stabilne zamienniki, kontynent staje się zakładnikiem globalnej ceny LNG oraz decyzji dostawców spoza Europy.
Dla Polaków stawka jest prosta: ceny ogrzewania, konkurencyjność fabryk i miejsca pracy. Wysoki poziom krajowych zapasów daje czas. Ten czas trzeba wykorzystać na wzmacnianie suwerenności energetycznej, a nie na kolejne kosztowne eksperymenty projektowane w Brukseli. Magazyn pełny dziś nie zastąpi rozsądnej polityki na lata.
Źródło: Money.pl
Źródło: Money.pl

















