Płk Jacek Gawryszewski opublikował 31 sierpnia w portalu DoRzeczy.pl ostrą polemikę z dziennikarzem Grzegorzem Rzeczkowskim. Były wiceszef ABW zarzuca mu budowanie daleko idących narracji o rosyjskich wpływach bez wystarczających dowodów. Stawką jest wiarygodność debaty o bezpieczeństwie Polski, której nie wolno opierać ani na insynuacji, ani na partyjnej propagandzie.
Były wiceszef ABW publikuje ostrą polemikę
Jacek Gawryszewski, były zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i były ambasador RP w Chile, opublikował w DoRzeczy.pl felieton pod tytułem „Alias Szarlatan”. Tekst jest wymierzony w Grzegorza Rzeczkowskiego, dziennikarza zajmującego się służbami specjalnymi i rosyjskimi wpływami.
Gawryszewski nie prowadzi chłodnego sporu metodologicznego. Używa ostrej ironii i podważa zawodową wiarygodność Rzeczkowskiego. Zarzuca mu wyciąganie zbyt daleko idących wniosków z informacji dostępnych w internecie, nadmierne poleganie na anonimowych źródłach oraz przedstawianie hipotez jako rozbudowanych opowieści o działaniach rosyjskich służb. Są to oceny autora felietonu, a nie ustalenia sądu ani organów państwa.
Najpoważniejszy zarzut dotyczy standardu dowodowego
Sednem polemiki jest pytanie o dowody. Gawryszewski przywołuje wypowiedź Rzeczkowskiego z rozmowy z Jackiem Pałasińskim, w której dziennikarz miał przyznać, iż nie posiada dowodów pozwalających na osadzenie wskazywanych przez siebie osób. Były wiceszef ABW uznaje to za potwierdzenie, iż medialne tezy wyprzedziły materiał mogący wytrzymać kontrolę instytucji państwa.
Ta sprawa wymaga rygoru. Rosja prowadzi przeciw Polsce działania wywiadowcze, dezinformacyjne i hybrydowe. Bagatelizowanie zagrożenia byłoby nieodpowiedzialne. Równie niebezpieczne jest jednak przyklejanie ludziom etykiety rosyjskiego agenta bez materiału, który można sprawdzić. Takie oskarżenie może zniszczyć reputację, a przy okazji ośmieszyć prawdziwe ostrzeżenia kontrwywiadu.
Służby działają na podstawie procedur, informacji operacyjnych i dowodów. Dziennikarz ma prawo stawiać pytania oraz ujawniać powiązania, ale musi jasno oddzielać fakt, hipotezę i opinię źródła. W przeciwnym razie odbiorca dostaje sensacyjną konstrukcję, której nie potrafi zweryfikować.
Gawryszewski krytykuje też polityczne rozliczenia
Autor felietonu rozpoczyna tekst od sporu o stan polskich służb po zmianie władzy. Kpi z narracji obecnego obozu rządzącego, według której rządy Zjednoczonej Prawicy miały zostawić służby rozbite i bezradne. Wskazuje, iż liczne komisje, zespoły śledcze i zapowiedzi rozliczeń nie przyniosły dotąd rezultatów odpowiadających skali wcześniejszych oskarżeń.
To również jest publicystyczna ocena Gawryszewskiego. Nie należy jej mylić z urzędowym bilansem pracy ABW czy prokuratury. Trafia jednak w realny problem polskiego państwa: służby nie mogą być narzędziem partyjnej zemsty, a ich skuteczności nie mierzy się liczbą konferencji prasowych. Polacy potrzebują kontrwywiadu zdolnego wykrywać obce operacje, chronić infrastrukturę i przedstawiać materiał, na podstawie którego można działać zgodnie z prawem.
Bezpieczeństwo Polski potrzebuje powagi
Wojna informacyjna sprzyja dwóm skrajnościom. Pierwsza każe widzieć rosyjską inspirację za każdym wydarzeniem. Druga wyśmiewa samo zagrożenie, gdy jedna głośna teza okazuje się słaba. Obie pomagają Moskwie, bo rozbijają zaufanie do państwa i mediów.
Polemika Gawryszewskiego jest brutalna w formie, ale stawia pytanie, od którego nie wolno uciekać: gdzie kończy się dziennikarskie dochodzenie, a zaczyna insynuacja? Interes narodowy wymaga, by zarzuty dotyczące obcych wpływów były sprawdzane twardo, spokojnie i z pełnym poszanowaniem prawa. W tej dziedzinie efektowna opowieść nigdy nie zastąpi dowodu.
Źródło: Jacek Gawryszewski, „Alias Szarlatan”, DoRzeczy.pl.
Źródło: Do Rzeczy












