Poseł Roman Fritz powiedział 31 sierpnia w rozmowie z DoRzeczy.pl, iż Konfederacja Korony Polskiej wyobraża sobie koalicję z PiS, ale bez Jarosława Kaczyńskiego. Warunek uderza w obecne przywództwo największej partii opozycyjnej i dziś praktycznie zamyka drogę do porozumienia. Dla wyborców prawicy stawką jest odsunięcie obozu Donalda Tuska od władzy.
Korona dopuszcza porozumienie pod twardym warunkiem
Roman Fritz, poseł i wiceprezes Konfederacji Korony Polskiej, zadeklarował gotowość swojej partii do rozmowy o przyszłej koalicji z Prawem i Sprawiedliwością. Postawił jednak warunek, którego obecne kierownictwo PiS nie może przyjąć bez zakwestionowania własnej pozycji: w takim układzie nie miałoby być Jarosława Kaczyńskiego.
W rozmowie z DoRzeczy.pl Fritz zarzucił prezesowi PiS, iż stale wyklucza rządy z Koroną, choć nie pyta jej polityków o wolę współpracy. Poseł ocenił, iż taka postawa godzi się z utrzymaniem rządów Donalda Tuska, byle Grzegorz Braun nie uzyskał wpływu na władzę. Nazwał tę politykę samobójczą.
To jasny sygnał: Korona nie zamyka drzwi przed elektoratem i częścią polityków PiS, ale uderza bezpośrednio w lidera tej partii. Deklaracja nie jest więc ofertą gotowego sojuszu. Jest próbą przerzucenia odpowiedzialności za brak jedności prawicy na Kaczyńskiego.
Spór dotyczy przywództwa, nie arytmetyki
PiS od miesięcy wyklucza współpracę z Grzegorzem Braunem i jego ugrupowaniem. Jarosław Kaczyński oraz rzecznik partii Rafał Bochenek uzasadniali tę granicę kontrowersyjnymi wypowiedziami lidera Korony i różnicami programowymi. Z drugiej strony przedstawiciele Korony twierdzą, iż bez porozumienia kilku środowisk prawicowych nie będzie większości zdolnej przejąć władzę.
Konfederacja Korony Polskiej ma własne koło poselskie. Tworzą je Roman Fritz, Włodzimierz Skalik i Sławomir Zawiślak. To niewielka reprezentacja, ale ugrupowanie Brauna chce budować pozycję przed następnymi wyborami i odrzuca rolę bezwarunkowego dodatku do większej partii.
Problem jest głębszy niż osobista niechęć dwóch liderów. PiS chce zachować dominację po prawej stronie i nie wzmacniać konkurenta. Korona chce potwierdzenia podmiotowości oraz wpływu na program. Bez ustalenia wspólnych punktów w sprawach suwerenności, gospodarki, bezpieczeństwa i relacji zagranicznych sama arytmetyka mandatów nie stworzy trwałego rządu.
Prawica płaci za wzajemne wykluczenia
Warunek Fritza jest politycznie efektowny, ale na dziś nierealny. Jarosław Kaczyński pozostaje prezesem PiS i głównym ośrodkiem decyzji w tej partii. Żądanie jego usunięcia przed rozpoczęciem rozmów oznacza w praktyce, iż rozmów nie będzie.
Podobnie działa bezwarunkowe wykluczanie całego środowiska Korony przez PiS. Można i trzeba jasno oceniać wypowiedzi Grzegorza Brauna, zwłaszcza gdy szkodzą polskiej polityce historycznej lub relacjom międzynarodowym. Nie zwalnia to jednak żadnej partii z obowiązku myślenia o większości, programie i odpowiedzialności za państwo.
Wyborca prawicowy ma prawo oczekiwać czegoś więcej niż licytacji, kto z kim nigdy nie usiądzie przy stole. Różnice są realne. Nie można ich zamieść pod dywan. Jednak polityka narodowa wymaga hierarchii celów: suwerenności Polski, bezpieczeństwa rodzin, ochrony granic i wolności gospodarczej. Osobiste ambicje muszą być temu podporządkowane.
Najpierw program, potem nazwiska
Deklaracja Fritza może stać się początkiem poważnej debaty albo kolejnym elementem wojny o prawicowy elektorat. Wszystko zależy od tego, czy ugrupowania przedstawią wspólne minimum programowe i uczciwie nazwą punkty sporne. Bez tego hasło koalicji pozostanie narzędziem nacisku.
Stawka dla Polski jest większa niż przyszłość jednego prezesa czy jednego środowiska. Rozdrobniona prawica oddaje inicjatywę obecnej koalicji rządzącej. Jedność bez zasad byłaby pozorna, ale wieczne weta personalne prowadzą do politycznej bezsilności. Wyborcy powinni usłyszeć, jaki ma być przyszły rząd, a dopiero potem, kto komu nie poda ręki.
Źródła: rozmowa Romana Fritza z DoRzeczy.pl, informacja PAP o kole poselskim Konfederacji Korony Polskiej.
Źródło: Do Rzeczy












