Francja znów płonie. Kieruje nimi burmistrz strefy „no-go”

2 godzin temu

Francja ponownie stanęła w obliczu gwałtownych protestów, które w ciągu kilku dni przekształciły się w serię poważnych zamieszek. Tym razem punktem zapalnym są szkoły. Blokady liceów, podpalenia, starcia z policją, ataki na nauczycieli i funkcjonariuszy oraz gwałtownie rozprzestrzeniające się demonstracje postawiły francuskie władze w stan najwyższej gotowości. To nie wszystko. W rejonie Paryża atakami kieruje murzyn wybrany przez imigrantów do lokalnych władz.

Francja znów płonie. Według francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych tylko w czwartek 1 października odnotowano działania protestacyjne w 1027 placówkach, z czego 222 zostały zablokowane. Policja zatrzymała tego dnia 1949 osób, a 305 funkcjonariuszy policji i żandarmerii zostało rannych. Ministerstwo edukacji podało natomiast, iż od początku protestów rannych zostało 65 pracowników oświaty i 170 uczniów. Ponad 400 szkół zostało zamkniętych na piątek z powodu zniszczeń albo zagrożenia dla personelu.

Protesty zaczęły się od konkretnych problemów francuskiego szkolnictwa. Uczniowie wskazują na przepełnione klasy, braki kadrowe, nieobecnych nauczycieli, problemy z infrastrukturą, toalety i przeciążenie zajęciami. Z czasem jednak część demonstracji przerodziła się w przemoc. Pojawiły się podpalenia, niszczenie mienia, ataki na policjantów oraz agresja wobec pracowników szkół. W Nantes doszło między innymi do pożaru liceum Nelson-Mandela. W wielu miastach policja musiała używać oddziałów prewencji.

Jednym z najbardziej symbolicznych miejsc obecnego kryzysu stał się Saint-Denis, położony na północ od Paryża. To właśnie tutaj szczególne emocje wzbudziło nagranie z burmistrzem miasta Ballym Bagayoko, murzyńskim politykiem skrajnie lewicowego La France Insoumise. Bagayoko pojawił się przed jednym z blokowanych liceów, gdzie znajdował się również płonący kontener. Na krótkim nagraniu widać go wśród protestujących, w atmosferze wściekłości imigranckiej młodzieży. Film błyskawicznie rozszedł się w Internecie i stał się przedmiotem politycznej awantury.

Polityczny wymiar całej sceny pozostaje bardzo istotny. Burmistrz nie obserwował protestów z bezpiecznej odległości. Pojawił się wśród niszczącej miasto hołoty, która prowadziła blokadę szkoły, a jego obecność spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. Dla przeciwników francuskiej radykalnej lewicy stało się to symbolem tego, jak głęboko polityka weszła w obecny konflikt społeczny. Sam Bagayoko twierdzi natomiast, iż wspierał „pokojowy protest” i próbował ograniczyć zagrożenie dla ludzi i mienia.

Saint-Denis jest jednym z miejsc, w których problemy francuskiego państwa są szczególnie widoczne. Miasto od lat kojarzone jest z wysokim poziomem ubóstwa, napięciami społecznymi i dużą koncentracją nachodźców. Obecne wydarzenia pokazują przede wszystkim skalę trudności, z jakimi mierzą się tam szkoły i lokalne służby publiczne. Nie oznacza to jednak, iż źródłem przemocy jest pochodzenie uczestników protestów. Wśród demonstrantów są uczniowie o różnym pochodzeniu, a przyczyny mobilizacji wskazywane przez organizatorów dotyczą przede wszystkim warunków nauki i funkcjonowania państwa.

Równocześnie coraz trudniej traktować cały ruch wyłącznie jako zwykły protest uczniowski. Francuski rząd mówi już o przejściu od demonstracji do „przemocy miejskiej”. Minister edukacji Édouard Geffray stwierdził, iż początkowe żądania uczniów były uzasadnione, ale ruch został następnie przejęty przez radykalne grupy. Władze oskarżają również La France Insoumise o polityczne podsycanie mobilizacji. Partia Jeana-Luca Mélenchona odrzuca te zarzuty i odpowiada, iż odpowiedzialność za eskalację ponosi rząd oraz wieloletnie zaniedbania francuskiej edukacji.

Na obecne wydarzenia nakłada się szerszy kryzys społeczny. 29 września przez Francję przeszła ogólnokrajowa mobilizacja sektora publicznego, w której uczestniczyli między innymi nauczyciele i strażacy. Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych odbyło się ponad 170 demonstracji, a liczba uczestników była liczona w setkach tysięcy. W Paryżu i innych miastach protestowano między innymi przeciwko polityce płacowej i planowanym oszczędnościom.

Teraz te dwa nurty – protest społeczny i bunt uczniowski – zaczęły się nakładać. Do tego dochodzą ciągłe starcia nachodźców z policją, akty wandalizmu i ataki na pracowników oświaty. W Lille przed liceum César-Baggio doszło do agresywnego incydentu, w którym nauczyciel został zaatakowany i kopnięty w plecy podczas ucieczki przed grupą imigranckich uczniów.

Francja stoi więc przed problemem znacznie poważniejszym niż pojedyncze blokady szkół. Państwo musi jednocześnie odpowiedzieć na realne problemy systemu edukacji, przywrócić bezpieczeństwo w placówkach i powstrzymać przemoc, która zaczyna dominować nad pierwotnymi postulatami protestujących. Pytanie brzmi, czy francuskim władzom uda się jeszcze rozdzielić te dwa zjawiska: ciągłe niezadowolenie nachodźców oraz uliczną przemoc. o ile nie, obecna fala protestów może stać się kolejnym etapem pogłębiającego się kryzysu francuskich instytucji państwowych.

NASZ KOMENTARZ: Wygląda na to, iż masowe wprowadzanie lewicowych postulatów oraz przyjmowanie milionów dzikusów z trzeciego świata jednak nie jest tak cudotwórcze jak zakładano.

Polecamy również: Odsuną Netanjahu, by oddać władzę jeszcze większym radykałom?

Idź do oryginalnego materiału