"Fiodor Łukjanow: Iran to nie Irak Waszyngton mierzy się z innym rodzajem wojny"

grazynarebeca.blogspot.com 1 godzina temu


Autorstwa Fiodora Łukjanowa, redaktora naczelnego „Rosji w Sprawach Globalnych”, przewodniczącego Prezydium Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej oraz dyrektora ds. badań Międzynarodowego Klubu Dyskusyjnego „Wałdaj”.


Rosja w Sprawach Globalnych

RGA na Telegramie

Amerykańscy żołnierze w miejscowości Iskandariya, około 50 kilometrów na południe od Bagdadu w Iraku, 10 lutego 2004 r. © Lynsey Addario/Getty Images Reportage


„Szok i przerażenie” – tak określano operację USA przeciwko Irakowi wiosną 2003 roku. Z perspektywy czasu oznaczała ona punkt zwrotny. Błyskawiczna klęska reżimu partii Baas i obalenie Saddama Husajna stworzyły wrażenie, iż Stany Zjednoczone uzyskały zdolność do przekształcania całych regionów według własnego uznania.

Rzeczywistość okazała się inna.

Wojna rzeczywiście przyniosła zmiany, ale nie takie, jakie przewidywali jej architekci.

Stary porządek na Bliskim Wschodzie załamał się, zastąpiony nie przez stabilność, ale przez ciąg kryzysów, których opanowanie wymagało ogromnych zasobów, z ograniczonym powodzeniem.

Cios wymierzony w globalną reputację Ameryki okazał się trwały.

Pod koniec zimy 2026 roku Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły operację „Epic Fury” przeciwko Iranowi.

W pewnym sensie wyłonienie się Iranu jako głównego przeciwnika obu państw jest bezpośrednią konsekwencją kampanii irackiej sprzed dwóch dekad.

Nie jest jasne, czy dzisiejsi napastnicy będą w stanie osiągnąć szybkie i zdecydowane rezultaty. Iran jest najpoważniejszym przeciwnikiem, z jakim Stany Zjednoczone zmierzyły się bezpośrednio od wielu dekad.

Nawet jeżeli sukces militarny będzie szybki, równowaga sił nie będzie sprzyjać Iranowi, a choćby jeżeli uda się uniknąć powojennego chaosu w Iraku, unikając okupacji wewnętrznej, szersze konsekwencje prawdopodobnie okażą się rozczarowujące.

Bezpośrednim motorem obecnej eskalacji jest determinacja Izraela, by wykorzystać wyjątkowy zbieg okoliczności.

Z perspektywy Zachodniej Jerozolimy jest to moment na zapewnienie sobie dominującej pozycji regionalnej przy wsparciu Waszyngtonu.

Wizja ta zakłada regionalny porządek skoncentrowany wokół Izraela, do którego inni muszą się dostosować, dobrowolnie lub nie.

Prezydent USA Donald Trump i ideolodzy kształtujący jego politykę bliskowschodnią, z których wielu to również krewni i partnerzy biznesowi, mają własne kalkulacje.

Izraelska przewaga militarna, w połączeniu z pogłębiającymi się więzami handlowymi między Izraelem a monarchiami Zatoki Perskiej, pozwoliłaby Stanom Zjednoczonym na ukierunkowanie korzyści gospodarczych przede wszystkim na siebie.

Główne projekty geoekonomiczne i logistyczne, będące przedmiotem zainteresowania Chin, Rosji i Indii, stałyby się zależne od amerykańskiego nadzoru.

Waszyngton rozszerzyłby swoją kontrolę nad kluczowymi rynkami, zwłaszcza w zakresie surowców i współpracy wojskowo-technicznej.

Jednocześnie ujawniona zostałaby domniemana nieskuteczność ugrupowań utworzonych bez udziału USA, przede wszystkim BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy.

Motyw jest przejrzysty. Kwestią pozostaje wykonalność.

Wojna w Iraku również rozpoczęła się od haseł regionalnej restrukturyzacji w imię bezpieczeństwa, przesiąkniętych niewątpliwymi interesami handlowymi – wystarczy przypomnieć Dicka Cheneya i Halliburtona.

Jednak główne uzasadnienie było ideologiczne: eksport demokracji.

Trump i jego otoczenie zepchnęli ideologię na dalszy plan, kładąc nacisk na korzyści materialne.

Wcześniejsze podejście zawiodło nie tylko dlatego, iż transformacja demokratyczna okazała się iluzoryczna, ale także dlatego, iż przedłużająca się niestabilność uniemożliwiła osiągnięcie pożądanych korzyści.

Nowy, otwarcie transakcyjny model może wydawać się bardziej pragmatyczny, ale niesie ze sobą własne ryzyko.

Zewnętrzny przymus, sformułowany wyłącznie w kategoriach komercyjnych, może wywołać silny sprzeciw ideologiczny, budząc siły zjednoczone właśnie poprzez odrzucenie narzuconego porządku.

Trump rozpoczął poważną operację militarną bez zgody Kongresu, wbrew nastrojom społecznym i z perspektywą realnych strat.

Potrzebuje triumfu, aby odwrócić niekorzystne trendy wewnętrzne.

jeżeli się powiedzie, Biały Dom może dojść do wniosku, iż historia, a choćby Bóg, są po jego stronie, zachęcając do większej asertywności w kraju i za granicą.

W przeciwnym razie może dojść do eskalacji, ponieważ agresja stanie się substytutem rezultatów.

Tak czy inaczej, Bliski Wschód wkracza w kolejną fazę turbulencji, której konsekwencje będą promieniować daleko poza region.

A to, dla wszystkich zaangażowanych, nie wróży niczego dobrego.

Niniejszy artykuł został pierwotnie opublikowany w „Kommiersancie”, a tłumaczenie i redakcję przeprowadził zespół RT.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/633391-fyodor-lukyanov-iran-us/

Idź do oryginalnego materiału