Cena baryłki ropy naftowej osiągnęła czteroletni szczyt. Nie należy się jednak spodziewać kolejnego amerykańskiego boomu wydobywczego, który zastąpi surowiec zablokowany w Cieśninie Ormuz.
Krajowa produkcja ropy naftowej w Ameryce w ostatnich latach rosła znacznie wolniej niż w szczytowym tempie z poprzedniej półtora dekady. Nadmierna podaż utrzymywała ceny ropy poniżej 60 dolarów za baryłkę przez większość ubiegłego roku, co zmniejszało rentowność produkcji. Tymczasem firmy naftowe zainwestowały więcej pieniędzy w skup akcji niż w poszukiwania.
Administracja Trumpa od kilku dni intensywnie pracuje nad zwiększeniem produkcji w USA, aby przeciwdziałać rosnącym cenom paliw. W zeszłym tygodniu zatwierdziła nowy projekt BP u wybrzeży Zatoki Meksykańskiej – pierwszy nowy projekt firmy od czasu katastrofy Deepwater Horizon. Sekretarz Energii Chris Wright nakazał firmie Sable Offshore Corp. ponowne uruchomienie platform wiertniczych i rurociągów naftowych u wybrzeży południowej Kalifornii.
W niedzielę Wright powiedział w programie „Meet the Press” stacji NBC, iż administracja „podjęła wiele, wiele działań w celu złagodzenia” wzrastających cen ropy, powołując się na „skoordynowane uwolnienie 400 milionów baryłek ropy, w którym uczestniczyło ponad 30 państw świata”. Dodał, iż Kalifornia „głupio walczyła, aby zapobiec przedostawaniu się nowej amerykańskiej ropy do własnego stanu”.
Wyższe ceny ropy naftowej nie doprowadzą do nagłego, ogólnobranżowego wzrostu produkcji ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych – które już teraz są największym producentem ropy na świecie. Dzieje się tak, ponieważ nie wiadomo, jak długo potrwa wojna i jak długo ceny pozostaną wysokie.
„To bardzo dynamiczna i niepewna sytuacja” – powiedział inwestorom wiceprezes wykonawczy ExxonMobil, Jack Williams, zaledwie kilka dni po rozpoczęciu wojny. „Oczywiście, to było duże zakłócenie i… wszystko sprowadza się do tego, jak długo Cieśnina Ormuz będzie zamknięta dla ruchu tankowców”.
Boom naftowy i wyciek ropy
Boom naftowy w USA, który rozpoczął się w 2009 r., doprowadził do wzrostu wydobycia ropy naftowej, aż w 2018 r. Stany Zjednoczone stały się największym producentem ropy naftowej na świecie.Prezydent Donald Trump od czasu swojego powrotu do urzędu w zeszłym roku nieustannie opowiada się za zwiększeniem krajowej produkcji ropy naftowej, kierując się przy tym mantrą „wierć-dziecko-wierć”.
To kilka poniżej 2,5% wzrostu w ostatnim roku prezydentury Joe Bidena i znacznie poniżej wzrostów na poziomie 5,5%–17% w ciągu pierwszych trzech lat prezydentury Trumpa. Pandemia COVID-19 w 2020 roku załamała popyt na ropę i jej ceny. Biały Dom obwinia administrację Bidena za powolny wzrost gospodarczy w ubiegłym roku, twierdząc, iż gdy Trump powrócił do urzędu, czekało na rozpatrzenie 5684 wniosków o pozwolenia na wiercenia.
„Departament Spraw Wewnętrznych zatwierdził ponad 6000 pozwoleń na wiercenia (od czasu powrotu Trumpa do urzędu), najwięcej w ciągu ostatnich 15 lat fiskalnych, przywracając Amerykanom dominację energetyczną w kraju i naszym sojusznikom za granicą” – powiedział rzecznik Białego Domu Taylor Rogers w wywiadzie dla CNN.
Opór wobec nowej produkcji
Jednak amerykański sektor naftowy nie będzie się spieszyć ze zwiększeniem produkcji, niezależnie od tego, kto będzie prezydentem lub jak wysoko wzrosną ceny kontraktów terminowych na ropę, powiedział Dane Gregoris, dyrektor zarządzający platformy danych energetycznych Enverus.
Gregoris powiedział, iż firmy naftowe „mają tendencję do kierowania się w mniejszym stopniu kaprysami Waszyngtonu, a w większym względami ekonomicznymi na miejscu”, w szczególności reakcjami inwestorów. Firmy mają długą pamięć. Po boomie szczelinowania, branża przeinwestowała i wiele firm zbankrutowało, gdy ceny ropy spadły w latach 2014, 2015, 2018 i 2020.
Znaczna część amerykańskiego przemysłu szczelinowania hydraulicznego jest w tej chwili w posiadaniu znacznie bardziej konserwatywnych i niechętnych ryzyku spółek naftowych notowanych na giełdzie, takich jak ExxonMobil, Chevron i Conoco Phillips, które w zeszłym roku wydały więcej na skup akcji w celu podniesienia cen akcji niż na poszukiwania. Na przykład, ExxonMobil odkupił akcje o wartości 20 miliardów dolarów i wydał zaledwie 1 miliard dolarów na koszty poszukiwań w 2025 roku, wliczając w to koszty wierceń i zwiększenia produkcji.
Cła Trumpa na stal podniosły również koszty wiercenia nowych odwiertów i budowy rurociągów, co jeszcze bardziej zniechęciło do zwiększania produkcji – powiedział Gregoris. Koncerny naftowe nie skupiają się na wysokich wskaźnikach wzrostu. „Chodzi o solidne bilanse” – powiedziała Jenna Delaney, dyrektor ds. globalnego rynku naftowego w firmie badawczej Rapidan Energy Group. Przed wojną firmy planowały umiarkowany wzrost w tym roku, ponieważ „większość rynku spodziewała się… roku dość znacznej nadpodaży” – powiedziała.
„W czasach, gdy Stany Zjednoczone osiągały tempo wzrostu na poziomie kilkunastu procent i wytwarzały ponad milion baryłek dziennie, będzie to trudne do osiągnięcia, niezależnie od sytuacji politycznej i sytuacji na rynkach kapitałowych dla ropy naftowej” – powiedział Gregoris. Ale choćby gdyby krajowa produkcja ropy naftowej znacząco wzrosła, nie zrekompensowałoby to blisko 20 milionów baryłek dziennie zgromadzonych w wyniku zamknięcia Cieśniny Ormuz. „Zwiększenie (potrzebnych) 15 milionów baryłek ropy naftowej dziennie, choćby w ciągu kilku lat, byłoby niemożliwe” – powiedział Gregoris.

5 godzin temu




