Fikcyjne ukraińskie firmy, fałszywe etaty

2 godzin temu

130 fikcyjnych spółek zarejestrowanych w całej Polsce, 11 485 fałszywych oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom i dokumenty sprzedawane za około 100 złotych. Tak wygląda skala procederu, który rozpracowują polscy śledczy. Straż Graniczna zatrzymała kolejną podejrzaną – 23-letnią Ukrainkę, podającą się w Polsce za uciekiniera ze strefy wojny. Sprawa pokazuje, jak łatwo system legalizacji pobytu i zatrudnienia turańców może stać się narzędziem działalności zorganizowanych grup przestępczych.

Fikcyjne firmy, fałszywe etaty i to na masową skalę. Według ustaleń śledczych mechanizm działania ukraińskiej mafii atakującej Polskę bronią „D” (demografia) był stosunkowo prosty. Na terenie całej Polski rejestrowano spółki, które w rzeczywistości nie prowadziły żadnej działalności gospodarczej. Formalnie istniały, posiadały dokumenty rejestrowe i mogły występować jako podmioty zamierzające zatrudniać cudzoziemców za „miskę ryżu”, czyli minimalne wynagrodzenie. W praktyce były jedynie elementem przestępczej konstrukcji, której celem było zarabianie na legalizacji nachodźców.

Na podstawione osoby zakładano kolejne przedsiębiorstwa, a następnie wystawiano fikcyjne oświadczenia o zatrudnieniu. Dokumenty te trafiały do cudzoziemców, którzy wykorzystywali je do ubiegania się o wizy i uzyskiwania prawa wjazdu do Polski. Cena? Według informacji przekazanych przez służby wystarczyło około 100 złotych, aby zdobyć dokument otwierający drogę do dalszych procedur migracyjnych.

Niektóre z fikcyjnych przedsiębiorstw deklarowały zatrudnienie choćby setek osób, choć nie osiągały żadnych obrotów i nie prowadziły rzeczywistej działalności. Trudno o bardziej jaskrawy przykład fikcji gospodarczej służącej obchodzeniu przepisów państwa. W sprawie zatrzymano już cztery osoby, wśród nich obywateli Ukrainy, Polski i Białorusi. Ostatnią zatrzymaną jest 23-letnia Ukrainka podejrzewana o udział w zorganizowanym procederze.

Nie chodzi przy tym wyłącznie o fałszowanie dokumentacji przedsiębiorstw. Tego rodzaju działalność uderza bezpośrednio w bezpieczeństwo państwa i wiarygodność całego systemu kontroli migracji. Dokumenty wystawione w Polsce mogły bowiem służyć nachodźcom do uzyskiwania wiz, a następnie przemieszczania się po obszarze Unii Europejskiej. Fikcyjne zatrudnienie stawało się więc przepustką do Europy, a polskie instytucje – nieświadomym lub wykorzystywanym elementem tego mechanizmu.

Warto przypomnieć, iż od początku masowego napływu obywateli Ukrainy po rosyjskiej inwazji w 2022 roku polskie społeczeństwo słyszało przede wszystkim o potrzebie niesienia pomocy niewinnym uchodźcom wojennym. Miliony Polaków zaangażowały się w pomoc, udostępniały mieszkania, przekazywały pieniądze i wspierały przybyłych. Andrzej Duda chełpił się, iż wpuściliśmy miliony Ukraińców bez weryfikacji.

To kompletny absurd, gdyż choćby wojna za miedzą nie powinna prowadzić do sytuacji rezygnacji z kontroli, weryfikacji wpuszczanych osób i egzekwowania wobec nich prawa. Status uchodźcy, status UKR czy obywatelstwo ukraińskie nie mogą stanowić żadnego immunitetu od podejrzeń o niecne zamiary oraz odpowiedzialności karnej.

Opisywana sprawa powinna skłonić do postawienia pytań wykraczających poza samo postępowanie dotyczące nielegalnego przekraczania granicy. Skoro przez system przepuszczono 11 485 fałszywych oświadczeń, a fikcyjne spółki deklarowały zatrudnienie setek ludzi, konieczne jest sprawdzenie, czy dokumentacja ta nie była wykorzystywana również w innych obszarach administracji publicznej.

Szczególnie interesująca jest kwestia Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Czy osoby wskazywane w fałszywych oświadczeniach były następnie zgłaszane do ubezpieczeń społecznych? Czy ktokolwiek odprowadzał za nie składki? Czy fikcyjne zatrudnienie wykorzystywano do uzyskiwania świadczeń, a w przyszłości również uprawnień emerytalnych?

Państwo, które potrafi zarejestrować ponad sto fikcyjnych przedsiębiorstw i dopuścić do obiegu tysiące fałszywych dokumentów, powinno sprawdzić, czy nie powstały przy okazji inne kanały wyłudzania publicznych pieniędzy. Tym bardziej iż chodzi o środki pochodzące z kieszeni polskich podatników i składek polskich pracowników. Równolegle powinny już wchodzić w życie przepisy likwidujące lukę pozwalającą ukraińskim imigrantom, a także nieuczciwym Polakom zarabiać na ściąganiu trzecioświatowców.

Cztery zatrzymane osoby to być może dopiero początek rozliczania tego procederu. Najważniejsze pytanie brzmi: kiedy załatana zostanie systemowa luka związana z nachodźcami, bo jeżeli nic się z tym nie robi, za kilka dni lub tygodni możemy usłyszeć o jeszcze większej aferze dokładnie tego samego typu. A nasze miasta będą jeszcze bardziej „ubogacone”. Rachunek za ataki hybrydowe bronią „D” ponownie zapłacą zwykli obywatele.

Polecamy również: Ukraina wyda miliony na serial o walce z Polakami

Idź do oryginalnego materiału