Fikcja etatowa, brak kontroli i uniki komisji. Jak naprawdę wyglądają kulisy wydawania „Mojej Świdnicy”?

48 minut temu

Wielomiesięczna batalia o dostęp do informacji publicznej odsłania kulisy funkcjonowania miejskiego biuletynu „Moja Świdnica”. Mimo prób utajniania danych i unikania odpowiedzi, oficjalne dokumenty zdobyte z Miejskiej Biblioteki Publicznej oraz Urzędu Miejskiego pokazują obraz instytucji, w której brak nadzoru nad publicznymi pieniędzmi próbuje się przykryć proceduralnymi manewrami.

TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH

Przez ostatnie miesiące nasza redakcja prowadziła szczegółową weryfikację wydatków oraz organizacji pracy przy wydawaniu samorządowej gazety „Moja Świdnica”. Wyniki analizy oficjalnych pism, które pod naciskiem rozstrzygnięć prawnych musiały w końcu ujrzeć światło dzienne, budzą poważne pytania o gospodarność i transparentność.

Przypomnijmy, iż tzw. biuletyn informacyjny MBP pod nazwą „Moja Świdnica” jest wydawany od 2018 roku. Do niedawna był dwutygodnikiem z nakładem 15 tysięcy egzemplarzy za każde wydanie, od maja to miesięcznik. Tylko kolportaż na terenie miasta kosztował podatników do tej pory ok. 700 tysięcy złotych.

Dwuosobowy dział z własnym kierownikiem, redaktorzy na zleceniu

Jednym z najbardziej zaskakujących, najnowszych ustaleń jest faktyczna struktura organizacyjna w Miejskiej Bibliotece Publicznej, która jest formalnym wydawcą biuletynu. Z oficjalnej odpowiedzi dyrektor MBP Ewy Cuban z dnia 7 sierpnia 2026 r. wynika, iż w strukturze biblioteki funkcjonuje Dział Promocji Książki i Czytelnictwa (jest on odpowiedzialny m.in. za wydawanie biuletynu).

Jak wygląda ten „dział”? Liczy łącznie dwie osoby: jednego kierownika oraz jednego pracownika na stanowisku specjalisty. Utrzymywanie z pieniędzy podatników pełnego etatu kierowniczego wraz z dodatkiem funkcyjnym po to, aby jedna osoba nadzorowała dokładnie jednego podwładnego, stoi w sprzeczności z zasadami celowego i oszczędnego gospodarowania środkami publicznymi.

Co więcej, z tych samych dokumentów wynika, iż najważniejsze funkcje redakcyjne – w tym stanowiska Redaktora Naczelnego oraz Redaktora Wydania – w ogóle nie istnieją w etatowej strukturze MBP. Są one finansowane z osobnych umów zleceń zawartych z osobami fizycznymi. Podatnik płaci więc za etat kierowniczy w bibliotece oraz za zewnętrzne zlecenia na prowadzenie gazety.

Brak kontroli nad nakładem i „decyzje na wyczucie”

Kolejnym obszarem budzącym wątpliwości jest brak jakiegokolwiek nadzoru nad dystrybucją nakładu. W piśmie z dnia 16 lipca 2026 r. kierowanym do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miejskiej w Świdnicy, dyrektor Ewa Cuban przyznaje wprost: „Potwierdzam, iż Miejska Biblioteka Publiczna w Świdnicy nie prowadzi sformalizowanej ewidencji ani odrębnej procedury kontroli liczby egzemplarzy biuletynu pozostających na stojakach…”

Twierdzenie, iż weryfikacja liczby nieodebranych gazet trafiających do kosza byłaby „niewykonalna i generowałaby koszty”, oznacza, iż nakład sięgający 15 tysięcy egzemplarzy jest drukowany bez jakiejkolwiek wiedzy o faktycznym popycie.

W równie zadziwiający sposób podjęto decyzję o ograniczeniu częstotliwości wydawania gazety z dwutygodnika na miesięcznik. Dyrektorka MBP Ewa Cuban przyznała oficjalnie, iż nie sporządzono w tej sprawie żadnej analizy ekonomicznej, finansowej ani czytelniczej. Wersja o „modelowym reagowaniu na rynek” w rzeczywistości oznacza zarządzanie publicznymi pieniędzmi bez jakichkolwiek wyliczeń.

Wynajęcie zewnętrznej firmy to nie wszystko

Za rozkładanie biuletynu w Świdnicy np. w sklepach, w różnych instytucjach, placówkach ochrony zdrowia, od początku płacono wprost z budżetu miasta firmie Weber Group, a były to roczne wydatki od ponad 70 do ponad 100 tysięcy złotych. Ale to był tylko obszar miasta, a gazeta trafiał także poza jego granice i za to już nie odpowiadała wynajęta do kolportażu firma.

Dopiero zdecydowana postawa redakcji i zaskarżenie odmownych decyzji MBP do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Wałbrzychu zmusiły bibliotekę do ujawnienia ukrywanych wcześniej danych o kosztach nadgodzin i delegacji.

Przez długi czas biuletyn był wywożony m.in. do ościennych gmin, a w fizyczny kolportaż angażowano pracowników biblioteki w ramach służbowych wyjazdów w tym zastępcę dyrektora Martę Wojciechowską. Dopiero seria pytań w trybie dostępu do informacji publicznej doprowadziła do cichej korekty tych praktyk i zmniejszenia nakładu. Gazeta już nie trafia poza Świdnicę.

Manipulacje wokół obrad i pętla na jawność

Czy taka dowolność i generowanie kosztów są w porządku wobec Świdniczan, którzy m.in. utrzymują Miejską Bibliotekę Publiczną? Wniosek o przeprowadzenie kontroli został skierowany do Rady Miejskiej i trafił na mur.

Przewodnicząca Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, Joanna Gadzińska, zamiast dążyć do rzetelnego wyjaśnienia wykrytych nieścisłości, wielokrotnie stosowała zabiegi zmierzające do rozmycia tematu. Dokumenty dotyczące sposobu wydatkowania środków w MBP przesyłane przez stronę społeczną nie były w pełni odczytywane podczas posiedzeń komisji, a samą dyskusję celowo sprowadzano na tory formalno-proceduralne, by osłonić Dyrekcję MBP oraz Urząd Miejski przed merytorycznymi pytaniami.

Szczytem prawniczych akrobacji była próba zakazania obywatelom i mediom nagrywania obrad komisji. Prawniczka pracująca na rzecz Urzędu Miejskiego – Ewelina Olejnik z kancelarii prawnej Budnik, Posnow i Partnerzy przekonywała, iż posiedzenia komisji nie podlegają rejestracji audio/video. Gdy jednak zażądaliśmy oficjalnego stanowiska na piśmie, kancelaria w opinii z dnia 13 sierpnia 2026 r. musiała po cichu wycofać się ze swojego błędnego stanowiska, przyznając, iż prawo do nagrywania wynika bezpośrednio z art. 61 Konstytucji RP.

Czas na weryfikację

Materiały zgromadzone w sprawie pokazują jasny mechanizm: brak kontroli nad drukiem, sztuczne etaty i ukrywanie dokumentów przed opinią publiczną. Mieszkańcy cały czas słyszą o bezpłatnym biuletynie „Moja Świdnica”, który w żadnej mierze bezpłatny nie jest, a przede wszystkim nie ma mowy o liczeniu się z kosztami przy jego wydawaniu. Na najbliższej sesji Rady Miejskiej, 28 sierpnia, zapadnie decyzja, czy radni zdecydują się na przeprowadzenie kontroli doraźnej w Miejskiej Bibliotece Publicznej, czy też wolą zignorować oficjalne dokumenty dostarczone przez samą dyrekcję MBP.

/praca zespołowa, opr. Agnieszka Szymkiewicz/

Idź do oryginalnego materiału