Niski stan zaawansowania dochodów budżetowych oraz wysokość deficytu budżetowego za pierwsze miesiące tego roku nie napawa optymizmem: jest źle, a może być gorzej.
Całkowita porażka polityki importowej nośników energii, a zwłaszcza ropy naftowej, którą sprowadzamy z regionu, gdzie toczy się regularna wojna, uzasadnia podjęcie działań nadzwyczajnych, które również prowadzić będą do dalszego spadku dochodów budżetowych.
Wprowadzono już obniżkę stawek VAT-u i akcyzy, głównie na paliwa silnikowe, a być może również w nieodległej przyszłości dotyczyć to będzie gazu ziemnego. Kiedyś kupowalibyśmy taniej te surowce z Rosji, a teraz ponosimy wysokie koszty „dywersyfikacji” ich dostaw, bo musimy dokładać się do spekulantów, którzy chcą zarobić (i zarabiają) na wojnie wywołanej przez naszego „strategicznego sąsiada”.
To już drugi „pakiet” kosztów antyrosyjskiej polityki, które ponosimy również my, zwykli i nieważni obywatele, których nikt nie pyta o zdanie. Pierwszy, wciąż aktualny, wiąże się z „naszą wojną” z Rosją na terenie Ukrainy. Wszak wiemy od ponad trzydziestu lat, iż sprawy polityki zagranicznej w wyniku zmowy całości klasy politycznej wyjęte są spod debaty politycznej i my, wyborcy, nie mamy tu nic do gadania. Kogokolwiek wybierzemy: od „postkomunistycznej” lewicy do „antykomunistycznej” prawicy – polityka zagraniczna polskich rządów będzie taka sama:
* będziemy wspierać bezwarunkowo i bezrefleksyjnie również antypolskie nacjonalizmy w państwach powstałych na zachodnich obrzeżach byłego Związku Radzieckiego, w tym choćby czcicieli UPA i banderyzmu,
* nałożymy na naszych producentów embargo na eksport do Rosji ich produktów: lepiej, żeby oni zbankrutowali, byleby nie zarobili na zakazanym rynku,
* nieprzejednana i bezwarunkowa wrogość wobec Rosji jest istotą nowego patriotyzmu: na złość Rosji nie tylko odmrozimy sobie uszy, ale również doprowadzimy do zubożenia społeczeństwa i nieopłacalności gospodarki kupując surowce za każdą, możliwie najwyższą cenę, byle sprzedawcą nie był podmiot rosyjski (wyłącznie ropa lub gaz może pochodzić z Rosji).
Wiemy, iż żyjemy w świecie absurdu, nie mającego nic wspólnego z „Zachodem” (do którego ponoć „należymy”), bo tam od wieków zarabiają na wrogach i dokładają do protektorów: u nas jest trochę inaczej – tracimy na wrogach i na protektorach. Różnice mogą polegać tylko na tym, czy musimy dokładać do protektora amerykańskiego, czy do niemieckiego (europejskiego).
W oficjalnej prognozie wiemy, iż droga bliskowschodnia ropa, która zastąpiła tanią, sprowadzaną rurociągiem z Rosji (będzie jeszcze droższa), a koszt złagodzenia skutków tej podwyżki będzie kosztować budżet do końca roku choćby 20 mld zł. Do nieopłacalnych w wyniku gwałtowanego wzrostu cen paliw branż (zwłaszcza rolnictwa, transportu) trzeba będzie dołożyć drugie tyle jeszcze w tym roku.
W rewanżu za brak wsparcia dla agresji amerykańsko-izraelskiej na Iran, USA (nasz protektor) wystąpi z NATO, czyli nie będzie nas bronić przed (jakoby) nieuchronnym atakiem Rosji. Co oczywiście nie zwolni nas z obowiązku kupowania od niego wszystkiego, co każe nam kupić za dowolnie przez niego ustaloną cenę. Bezpieczeństwo nie ma ceny – prawda?
prof. Witold Modzelewski
Myśl Polska, nr 17-18 (29.04-3.05.2026)










