Anżalika Mielnikawa, jedna z liderek białoruskiej opozycji w Warszawie, już od prawie dwóch tygodni może być na Białorusi - dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Białoruska Rada Koordynacyjna straciła z Mielnikawą kontakt w ubiegłym tygodniu i zgłosiła jej zaginięcie.
Telefon działaczki już 19 marca logował się w stolicy Białorusi Mińsku. Potem kolejne logowanie zanotowano 25 marca.
Jak powiedział dziennikarzowi RMF FM Krzysztofowi Zasadzie jeden z liderów Rady Koordynacyjnej Białorusi Paweł Łatuszka, z ustaleń jego ludzi wynikać ma dodatkowo, że 18 marca komputer Mielnikawej logował się w Warszawie. Wiele wskazuje więc na to, że mogła wyjechać z Polski na Białoruś.
Wiadomo też, że jej mąż 23 marca opuścił Polskę, przekraczając białoruską granicę.
Polska policja po zawiadomieniu Łatuszki prowadzi poszukiwania Mielnikawej jako osoby pozbawionej wolności. Może więc chodzić o porwanie.
Są też głosy, że mogła być białoruską agentką, którą zawrócono do kraju. Chodzić miało o operację skompromitowania białoruskiej opozycji działającej za granicą.
W piątek białoruskie Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiasna" w komunikatorze Telegram przekazało, że mieszkająca w Warszawie przewodnicząca Rady Koordynacyjnej Białorusi Anżalika Mielnikawa zaginęła 25 marca. O fakcie tym poinformował polskie organy ścigania białoruski opozycjonista Paweł Łatuszka.
"Na prośbę organów ścigania informacja ta nie została wcześniej opublikowana" - oświadczyła Rada Koordynacyjna, organ utworzony przez liderkę białoruskiej opozycji Swiatłanę Cichanouską podczas protestów w 2020 roku.
Jak poinformowała wtedy Wiasna, wraz z Anżaliką Mielnikawą zniknęły także jej córki w wieku 6 i 12 lat, które mieszkały z nią w Warszawie.
Mielnikawa wyjechała z Białorusi po tym, gdy w 2020 roku była dwukrotnie zatrzymywana podczas protestów w kraju.
Przewodnicząca Rady Koordynacyjnej Białorusi współpracuje z Pawłem Łatuszką w kierowanym przez niego Narodowym Zarządzie Antykryzysowym.