Europejska tarcza antybalistyczna z polskim rdzeniem. PGZ zbiera krajowy przemysł

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Europejska tarcza antybalistyczna z polskim rdzeniem. PGZ zbiera krajowy przemysł


Polska Grupa Zbrojeniowa chce przygotować wspólną ofertę państwowych i prywatnych firm dla europejskiej koalicji antybalistycznej. Polskim atutem mają być między innymi sensory. Stawka jest większa niż pojedynczy kontrakt: chodzi o to, czy Polska zostanie współtwórcą systemu obrony, czy tylko jego klientem i płatnikiem.

PGZ zbiera polskie kompetencje

Polska Grupa Zbrojeniowa organizuje spotkanie z przedstawicielami krajowego przemysłu obronnego. Celem jest przygotowanie polskiej oferty udziału w europejskiej koalicji antybalistycznej. Jak podał Bankier.pl, wiceprezes PGZ Arkadiusz Bąk wskazał, iż istotnym wkładem Polski mogą być rozwiązania w dziedzinie sensorów.

To na razie etap budowania propozycji, a nie zawarty kontrakt ani gotowy system. Właśnie dlatego obecne decyzje mają tak duże znaczenie. jeżeli polskie przedsiębiorstwa od początku wystąpią razem, mogą negocjować jako dostawcy konkretnych zdolności. Rozproszone i skłócone łatwo zostaną sprowadzone do roli podwykonawców realizujących najmniej wartościowe części zamówienia.

Wspólne wystąpienie PGZ i firm prywatnych jest adekwatnym kierunkiem. Państwowa grupa ma skalę, zaplecze produkcyjne i relacje z administracją. Prywatny sektor wnosi rozwiązania rozwijane szybciej, często w wyspecjalizowanych niszach. Polska obronność potrzebuje obu tych filarów. Sztuczny podział na sektor państwowy i prywatny osłabiałby pozycję kraju wobec znacznie większych koncernów zachodnich.

Sensory są oczami obrony

Obrona antybalistyczna nie zaczyna się od odpalenia pocisku. Najpierw trzeba wykryć zagrożenie, rozpoznać jego tor, połączyć dane z wielu źródeł i przekazać je do systemu dowodzenia. Bez wiarygodnego obrazu sytuacji choćby bardzo drogi efektor pozostaje ślepy. Dlatego wskazanie sensorów jako polskiej specjalności nie jest technicznym dodatkiem do większego projektu. To walka o miejsce w jego newralgicznej części.

Polska ma także szczególny interes operacyjny. Leżymy na wschodniej flance NATO, blisko obszaru, z którego może nadejść realne zagrożenie rakietowe. System projektowany bez uwzględnienia naszych warunków geograficznych, infrastruktury i doświadczeń byłby rozwiązaniem niepełnym. Warszawa nie może więc ograniczać się do zamówienia zagranicznych zestawów. Powinna współdecydować o architekturze wykrywania, wymianie danych, serwisie i rozwoju całego systemu.

Europejski projekt musi zarazem wzmacniać NATO, a nie tworzyć polityczną konkurencję dla Sojuszu i więzi ze Stanami Zjednoczonymi. Bezpieczeństwo nie może stać się kolejnym pretekstem do federalizacyjnych ambicji Brukseli. Polska powinna wchodzić do współpracy europejskiej z własnymi zdolnościami, twardymi warunkami przemysłowymi i pełną kontrolą nad rozwiązaniami niezbędnymi do obrony własnego terytorium.

Kontrakt to za mało

Najgorszy wariant jest dobrze znany z wielu dużych zakupów: pieniądze wypływają za granicę, do Polski trafia gotowy produkt, a krajowy przemysł otrzymuje ograniczony montaż lub proste prace pomocnicze. Taki model poprawia zdolności wojska w krótkim czasie, ale nie buduje suwerenności technologicznej. Przy kryzysie uzależnia państwo od zagranicznego serwisu, części, aktualizacji i decyzji politycznych dostawcy.

Dlatego polska oferta powinna obejmować mierzalny udział krajowej produkcji, prawa do rozwijania rozwiązań, obsługę w całym cyklu życia oraz udział polskich inżynierów w integracji systemu. Ważna jest też zdolność do zwiększenia produkcji w razie zagrożenia. Papierowa deklaracja o europejskiej współpracy nie zatrzyma rakiety. Zrobi to sprawny system, za którym stoją fabryki, kadry, zapasy i bezpieczne łańcuchy dostaw.

Dla polskiej gospodarki oznacza to miejsca pracy wymagające wysokich kwalifikacji, zamówienia dla poddostawców i rozwój technologii o zastosowaniach wojskowych oraz cywilnych. Dla podatnika oznacza szansę, aby część ogromnych wydatków obronnych pracowała w kraju. Dla wojska oznacza krótszy serwis i większą odporność na przerwanie dostaw.

Polska ma wejść jako współtwórca

Zapowiedź PGZ jest dobrym początkiem, ale prawdziwy test przyjdzie przy podziale zadań i własności technologii. Wtedy okaże się, czy hasło o europejskiej tarczy oznacza partnerską budowę wspólnego bezpieczeństwa, czy kolejny rynek zbytu zarezerwowany dla największych graczy.

Polska nie potrzebuje honorowego miejsca przy stole. Potrzebuje wpływu na projekt, produkcji na własnym terytorium i kompetencji, których nie można nam odebrać jedną decyzją polityczną. jeżeli PGZ i prywatne firmy przedstawią jedną, dojrzałą ofertę, kraj może wejść do projektu jako współtwórca. Tego wymaga interes narodowy. Za bezpieczeństwo Polaków nie wolno płacić trwałą zależnością od cudzych fabryk i cudzej woli.

Źródło: Bankier.pl

Idź do oryginalnego materiału