ETS dusi Europę. Bruksela chce pudrować problem

4 godzin temu

W związku z narastaniem sprzeciwu Berlina i Paryża wobec systemu ETS, Komisja Europejska zapowiedziała kolejną rewizję handlu emisjami, przedstawiając ją jako odpowiedź na narastającą krytykę ze strony państw członkowskich i europejskiego przemysłu. Niestety, proponowane korekty trudno uznać za przełom. To raczej próba czasowego złagodzenia skutków mechanizmu, który od lat obciąża gospodarkę Unii Europejskiej coraz wyższymi kosztami energii i produkcji.

System ETS to jeden z głównych czynników osłabiających konkurencyjność europejskiej gospodarki, w efekcie czego kontynent stał się niekonkurencyjny wobec produktów z obu Ameryk i Azji. Zamiast wspierać rozwój przemysłu, prowadzi do wzrostu kosztów działalności przedsiębiorstw, ogranicza inwestycje i skłania część firm do przenoszenia produkcji poza Unię Europejską, gdzie regulacje środowiskowe są znacznie mniej restrykcyjne.

Komisja Europejska zapowiedziała większą elastyczność w przydzielaniu bezpłatnych uprawnień oraz pewne zmiany mające ograniczyć najbardziej dotkliwe skutki systemu dla przemysłu. Są to jednak działania o charakterze technicznym. Fundament ETS pozostaje nienaruszony.

Eksperci wskazują, iż liczba dostępnych uprawnień będzie przez cały czas systematycznie ograniczana, a przedsiębiorstwa w dalszym ciągu będą zmuszone kupować coraz droższe pozwolenia na emisję dwutlenku węgla. Oznacza to, iż presja kosztowa nie zniknie – może jedynie rosnąć nieco wolniej. Trudno więc mówić o rzeczywistym odejściu od polityki, która od lat budzi sprzeciw części państw członkowskich oraz organizacji reprezentujących przemysł energochłonny.

Koszty uprawnień do emisji CO₂ są jednym z elementów wpływających na ceny energii elektrycznej w Unii Europejskiej. Wysokie ceny energii przekładają się z kolei na wyższe koszty produkcji praktycznie we wszystkich sektorach gospodarki – od hutnictwa i przemysłu chemicznego po rolnictwo i transport.

Europejskie przedsiębiorstwa muszą konkurować z firmami z krajów, które nie ponoszą porównywalnych kosztów regulacyjnych. W efekcie część produkcji przenosi się poza Unię Europejską, co oznacza utratę miejsc pracy, spadek inwestycji oraz osłabienie potencjału przemysłowego Wspólnoty. Zamiast ograniczać globalne emisje, mechanizm może prowadzić do ich przenoszenia poza Europę, gdzie produkcja często odbywa się przy wykorzystaniu mniej efektywnych technologii.

Polska od dawna wskazuje, iż obecny model ETS wymaga zasadniczych zmian. Rząd argumentuje, iż system w obecnym kształcie nadmiernie obciąża państwa o gospodarce wciąż opierającej się w znacznym stopniu na energetyce konwencjonalnej i utrudnia przeprowadzenie transformacji w sposób bezpieczny dla gospodarki oraz odbiorców energii.

Dotychczasowe propozycje Komisji Europejskiej nie odpowiadają jednak na najważniejsze zarzuty. Nie przewidują bowiem odejścia od samego mechanizmu handlu emisjami, ale jedynie jego częściową korektę. System ETS generuje miliardowe wpływy z aukcji uprawnień do emisji. Komisja Europejska chce, aby jeszcze większa część tych środków była przeznaczana na realizację polityki klimatycznej. Dla przeciwników obecnego modelu oznacza to dalsze uzależnianie gospodarki od kosztownego systemu regulacyjnego, którego utrzymanie wymaga kolejnych opłat nakładanych na przedsiębiorstwa.

Jednocześnie europejski przemysł coraz częściej alarmuje, iż rosnące koszty energii i produkcji utrudniają konkurowanie z gospodarkami Stanów Zjednoczonych czy państw azjatyckich.

Zapowiedziana rewizja ETS nie zmienia podstawowego kierunku polityki klimatycznej Unii Europejskiej. przez cały czas zakłada ona stopniowe zmniejszanie liczby dostępnych uprawnień i utrzymywanie mechanizmu, którego celem jest podnoszenie kosztów emisji dwutlenku węgla. Oznacza to dalsze pogłębianie problemów konkurencyjności europejskiej gospodarki. W ich ocenie zamiast kolejnych korekt potrzebna jest całkowita likwidacja ETS i zastąpienie go rozwiązaniami, które jednocześnie pozwolą ograniczać emisje oraz chronić rozwój przemysłu, bezpieczeństwo energetyczne i miejsca pracy.

NASZ KOMENTARZ: Obecne propozycje Komisji Europejskiej nie rozwiązują problemu. Są jedynie próbą złagodzenia skutków systemu, który od lat hamuje rozwój gospodarczy Europy i osłabia jej pozycję w globalnej rywalizacji gospodarczej. Stajemy się skansenem gospodarczym i technologicznym, ale grunt, iż rozwinęliśmy „różnorodność rasową” oraz „prawa osób LGBT”.

Polecamy również: Czy Polacy okupowali Wołyń?

Idź do oryginalnego materiału