Estetyka prawa to nie jest piękne prawienie

2 dni temu

_

„Tak więc estetyka może być pomocna w życiu

nie należy zaniedbywać nauki o pięknie”

Zbigniew Herbert, Potęga smaku

Gdyby policzyć ludzi, którzy podniosą brwi, kiedy usłyszą pierwszy raz o „estetyce prawa”, zbierze się niemała grupa. Estetyka estetyką, prawo – prawem, ale „estetyka prawa”? Na twarzach podnoszących brwi odmalują się różne emocje. Część szeroko otworzy oczy, część zacznie kręcić nosem. Ale najgłośniejsi będą ci, którzy podniosą brwi i westchną, no bo akademikom kończą się pomysły i nie mają niczego lepszego do roboty poza prawieniem podniosłych rzeczy.

Warto jednak bliżej zapoznać się z estetyką prawa. Ta nieomal zapomniana gałąź filozofii prawa przynosi złote owoce. Unaocznia ważne, choć nie zawsze widoczne związki między prawem a pięknem i innymi kategoriami estetyki. Nie chodzi choćby o to, by się estetyką prawa „interesować” w tym sensie, w którym badacz filolog „interesuje się” literaturą późnego baroku. W estetyce prawa chodzi przede wszystkim o to, by postrzegać otaczającą nas rzeczywistość prawną jako piękne dzieło, które można uczynić jeszcze piękniejszym. Estetyka prawa nie jest kwiatkiem do kodeksu ani czczym prawieniem „ładnych” rzeczy, tylko poważną dyscypliną, która mówi, w jakim świecie chcemy żyć i jaki się podoba.

O miejsce dla estetyki prawa

Zostawmy na bok refleksje na poziomie „meta” o tym, czym teoria i filozofia prawa tak w ogóle są, czym nie są, i czy(m) się od siebie różnią. Ważne są cechy, które czynią ustawę wartościową. Jerzy Zajadło w swoim artykule wskazuje, iż gdy nazywamy cechy, które prawo stanowione (lex) posiadać powinno, zwykle używamy czterech przymiotników: „pewne”, „pisane”, „ścisłe” i „uprzednie”. W istocie, zasadę legalizmu tradycyjnie wyraża się w formule lex certa, lex scripta, lex stricta, lex praevia, a wszystkie te cechy wynikają ze znanej paremii nullum crimen sine lege. Każdy z tych przymiotników odnosi się do którejś z dyscyplin filozoficzno-prawnych. Gdy prawo opisujemy jako pewne, odnosimy się do jego funkcji określania czynów podlegających prawu. Tym samym dotykamy kwestii bytu prawa i jego swoistego sposobu istnienia, czyli jesteśmy na obszarze tak zwanej ontologii prawa. Przez to, iż prawo jest spisane, możemy je jakkolwiek poznawać. To zaś odnosi nas to ogólnej teorii pozna(wa)nia prawa, czyli epistemologii prawa. Ścisłość prawa wymaga klarownego wykładu jej treści i precyzyjnego posługiwania się pojęciami. Dlatego do kanonu filozoficzno-prawnych dyscyplin przeszła logika prawnicza, względnie logika dla prawników. Uprzedniość prawa, adekwatność polegająca na tym, iż prawo ma być wcześniejsze od tego, co normuje, ma ogromne znaczenie etyczne. Dotyczy bowiem publicznego charakteru prawa, jego transparentności i sprawiedliwości ewentualnego odwetu na sprawcy czynu zakazanego.

Teoria bytu, teoria poznania, logika i etyka stanowią czteroelementowe jądro myśli filozoficznej poprzez dzieje… A nie, pozostało estetyka. O której, na dobrą sprawę, niezbyt wiadomo, czym miałaby się zajmować. Ale o tym za chwilę. W kontekście estetyki zwykle wysuwano na pierwszy plan pulchrum, czyli piękno.

Mamy więc pięć klasycznych działów filozofii ogólnej i cztery klasyczne działy filozofii prawa. Czy w filozofii prawa jest miejsce na estetykę prawa? Jest. Ale trzeba dobrze zrozumieć, z jakich powodów. Rzecz nie w tym, iż faktycznie zajmowaliśmy się estetyką prawa, ale nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy jak szczęśliwy pan Jourdain, który nie wiedział, iż mówi prozą. Rzecz nie w tym, iż w wydanej po raz pierwszy w 1932 r. Filozofii prawa Gustav Radbruch postulował wyodrębnienie estetyki prawa, ale zapomnieliśmy to „oficjalnie” zrobić i przyjąć wniosek formalny o przyjęcie jej w poczet poważnych subdyscyplin nauk o prawie. Nie. Jest miejsce dla estetyki prawa, ponieważ powinniśmy patrzeć na prawo jako coś, co może być piękne. Jerzy Zajadło nazywał estetykę prawa „piątym zapomnianym członem filozofii prawa”, ponieważ odwykliśmy przykładać kategorie estetyczne do prawnych. A cholernie powinniśmy. Podam teraz tylko jeden powód: kultura prawna.

Jaka jest kultura prawna danej jednostki lub społeczności, taka jest jej postawa wobec prawa: jego funkcji, zadań, znaczenia dla nas. To, jakie mamy prawo, w dużej mierze stanowi rezultat kultury prawnej i tej jej części, nazywanej kulturą prawniczą. A kultura prawna, której ważnym elementem jest przecież estetyka, zależy od wykształcenia. Od wykształcenia ludzi (choć nie tylko od niego) zależy, czy prawo będzie tworzone przez rozumiejących ludzi dla rozumiejących ludzi. O czym dobitnie świadczy starożytna anegdota: jakiś człowiek zadał pytanie Arystypowi z Cyreny: „W czym jego syn stanie się lepszy, o ile otrzyma wykształcenie?”, na co filozof odpowiedział: „Chociażby w tym, iż w teatrze nie będzie siedział jak na kamieniu kamień”.

Lex, zabawa, estetyka prawa

Trudno mówić o estetyce prawa, pomijając milczeniem i prawo, i estetykę. Czym jest to, czym się interesują teoretycy prawa – wiadomo z grubsza. Ale im dalej w las, tym więcej drzew, o czym wie już student pierwszego roku prawa, rozróżniający między lex a ius.

A estetyka? Nie ma zgody co do tego, czym się adekwatnie zajmuje. Historia estetyki nie przynosi żadnych rozstrzygnięć. Szczególnie „namieszał” tu wiek XX, który znacząco poszerzył zakres pojęcia twórczości, zacierał różnice między sztuką a nie-sztuką, deestetyzował sztukę, estetyzował świat życia codziennego, kwestionował poszukiwania piękna, doszukiwał się piękna we wszystkim, a choćby wynosił na piedestał brzydotę.

Jeden mówi, iż estetyków winno interesować tylko piękno. Drugi – iż nie o piękno chodzi, tylko o sztukę. Trzeci – iż chodzi o piękno, ale nie o wszelkie, ale tylko stworzone przez człowieka. Czwarty… Można tak ciągnąć dalej, ale prościej i mądrzej jest potraktować zakres estetyki szeroko. Estetyką jest to, czym się zajmują ludzie powszechnie za estetyków uważani, a ludzie powszechnie uważani za estetyków zajmują się pięknem, zajmują się sztuką lub zajmują się jednym i drugim. Estetyka jest na tyle obszerna, iż znajdzie się miejsce dla różnych zainteresowań, ale muszą jakoś dotykać przynajmniej jednego z dwojga: piękna i sztuki. Tak jest prościej, bo nie ma powodów do swar głupich. A mądrzej dlatego, iż jeżeli mamy nie siedzieć „jak na kamieniu kamień”, to lepiej dla nas będzie, gdy dostrzegać będziemy w prawie więcej estetycznych aspektów niż mniej. choćby jeżeli od podnoszenia brwi mielibyśmy dostać – o zgrozo – zmarszczek mimicznych.

Powtarzające się słowo „piękno” to oczywiście ogromne uproszczenie. Każdy, kto ma blade pojęcie o estetyce, musi wiedzieć, iż istniały różne poglądy na naturę piękna, występowały różne pojęcia piękna, ale szczególnie ważne jest to, iż piękno różnie kategoryzowano. Czasem było najwyższą kategorią estetyczną, która mieniła się różnymi odmianami: wdziękiem, elegancją, ozdobnością, wzniosłością… Czasem była jedną z wielu kategorii estetycznych i jako taka była przeciwstawiana innym kategoriom estetycznym: wystarczy zwrócić uwagę na Edmunda Burkego i Immanuela Kanta, którzy nie tylko odróżniali piękno od wzniosłości, ale też podkreślali, iż jedno i to samo nie może być piękne oraz wzniosłe. Zresztą nie chodzi w tym wszystkim wyłącznie o jakoś rozumiane wartości estetyczne. Cóż po pięknie, które nie cieszy żadnych oczu? Ważne jest również to wszystko, co nas z pięknem łączy, więc przeżycia estetyczne, jakości estetyczne, nastroje, twórczość, odtwórczość, gra interpretacji… a choćby zabawa.

Estetyka prawa jest dyscypliną z pogranicza nauk o prawie i estetyki. Ma charakter interdyscyplinarny. Równie dobrze można przejść od prawa do estetyki, jak i od estetyki do prawa (choć zwykle mamy do czynienia z pierwszym rodzajem sytuacji). I właśnie w tej relacji należy doszukiwać się sedna estetyki prawa: na twardym i czułym jednocześnie szukaniu związków między prawem i tym, co estetyczne. Estetyka prawa, co szczególnie ciekawe, szuka rzeczonych związków nie tylko w „prawie” rozumianym jako pewien sformalizowany system norm, ale także w czynnościach odbywających się „wokół” prawa: jego wykładni, przestrzeganiu, stanowieniu i tym podobnych.

Trzy wymiary estetyki prawa

Jakkolwiek nie da się postawić znaku równości między prawem a estetyką, bo prawo nie jest – i nie powinno być – rzeczą arbitralnego gustu, obie te dziedziny wchodzą ze sobą w przeróżne związki. Zasadniczo możemy zakreślić trzy rodzaje takich związków. Poniższy podział ma charakter abstrakcyjny, bo konkretne przedmioty dociekań mogą być estetyczne/artystyczne w kilku aspektach jednocześnie.

Ponieważ prawo bądź co bądź jest czymś innym niż estetyka, należy dostrzec, jak jedno odnosi się do drugiego i vice versa. Dlatego na sam początek zauważmy, iż prawo nader często bywa wdzięcznym przedmiotem estetyki. Kwestie prawne, symbole prawnicze, głośne wyroki, a choćby sami prawnicy są na różne sposoby przedstawiani przez sztukę. Stanowią dla niej „tworzywo” czy „temat”. Ten wymiar estetyki prawa Jerzy Zajadło nazywa „prawem w estetyce”, a Kamil Zeidler – „zewnętrznym ujęciem estetyki prawa”.

Jest też stosunek odwrotny. Prawo często odnosi się do estetyki, ponieważ na różne sposoby ingeruje w nią: próbuje estetykę uregulować, wpłynąć na określony, pożądany poziom estetyki i usuwać z przestrzeni publicznej to, co nieestetyczne. Chodzi tu w istocie o estetyzującą funkcję prawa. Ten wymiar Zajadło określa słowami „prawo a estetyka”, natomiast Zeilder – „ujęciem funkcjonalno-instrumentalnym estetyki prawa”.

Prawo i estetyka bywają blisko siebie. Co jednak najważniejsze – bywają zjednoczone. Prawo nie tylko osądza estetykę i ją reguluje, ale samo podlega ocenom estetycznym i stanowi źródło estetycznych przeżyć. Prawo urzeczywistnia pewne jakości i wartości estetyczne. Wobec tego wymiaru estetyki prawa – chyba najciekawszego – Zajadło mówił o „prawie jako estetyce”, natomiast Zeidler o „ujęciu wewnętrznym”.

Prawo w estetyce

Sztuka karmi się prawem. Prawo jest znakomitym tematem wielu dzieł sztuki, od Antygony Sofoklesa, przez Jurisprudenz Gustava Klimta po Dwunastu gniewnych ludzi Sidneya Lumeta. Dramat, powieść, film, poezja, ryciny, malarstwo – wszędzie tam znajdziemy różne przedstawienia prawa. Także w muzyce! Kto nie wierzy, niech posłucha Themis-Klänge Johanna Straussa starszego. Dziwna rzecz: muzyka treści nie ma, ale jakoś prawo wyraża. prawdopodobnie to zasługa eleganckiej harmonii, która wybrzmiewa w utworze.

Prawo oczywiście należy umieć czytać, ale dotyczy to nie tylko przepisów prawnych. Prawo jest pełne różnych symboli i alegorii, które wymagają od nas poprawnego odczytania, tak jak ikony. Stojąc przed Temidą, obywatel powinien wiedzieć, czemu bogini ma przepasane oczy, po co jej waga i do czego będzie używać miecza. Toć choćby sam symbol paragrafu to mały zabytek sztuki użytkowej. Mamy tu – prawdopodobnie – do czynienia z ligaturą, której kształt wyewoluował od podwójnego „s”, zastępujący łacińskie signum sectionis, to jest „znak podziału”.

Należy też wspomnieć, iż prawo w wielu państwach doprowadziło do powstania swoistego gatunku artystycznego – courtroom sketches. Tam bowiem, gdzie prawo zakazuje wnoszenia kamer na salę sądową, dozwolone są rysunki o charakterystycznym stylu. Wprawdzie nie rejestrują sytuacji równie dobrze jak obiektyw, za to silniej oddziałują na wyobraźnię. Szczególnie poczytnym przejawem „prawa w estetyce” są rysunki satyryczne, które wykorzystują środki artystyczne do krytyki społecznej. Sztuka mówiąca o prawie nie musi być wysoka – ale musi być dorzeczna.

Prawo a estetyka

Dorzeczne powinno też być prawo, które o sztuce mówi. Prawo ma wielki, aczkolwiek nie zawsze oczywisty wpływ na kształtowanie się estetyki. Prawo posiada funkcje estetyzujące, ponieważ ingeruje – pozytywnie lub negatywnie – w estetykę. Nie bez przesady można więc mówić o kulturotwórczych funkcjach prawa.

Lepiej sobie zdajemy sprawę z ingerencji negatywnych: prawo jest opresyjne dla pewnych przejawów estetyki i wolą prawodawcy jest ograniczać i usuwać pewne przejawy estetyki z życia publicznego. Gdyby Nergal został skazany za podarcie Biblii, oznaczałoby to, iż państwo tego typu performensu nie ceni. Opresyjne wobec estetyki są także przepisy Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi: zakazują bowiem wywoływania skojarzeń alkoholu z atrakcyjnością seksualną, sukcesem zawodowym czy wypoczynkiem (art. 131).

Opresyjne wątki w estetyce prawa stanowią doskonały asumpt do rozważań nad ideologią państwa. W tym kontekście interesujące – z nieciekawych powodów – są estetyczne standardy najwyższych władz w USA, które stoją pod znakiem „AI slop”. Oczywiście bardziej opresyjne są państwa autorytarne i totalitarne, ale opresyjność nie jest obca ustrojom demokratyczno-liberalnym. I słusznie, bo wolność artystyczna kończy się, gdy stanowi podżeganie do przestępstwa (art. 26 kk) lub propagowanie ustrojów totalitarnych (art. 256 kk). Uchwały krajobrazowe chronią przed wizualnym „zaśmieceniem” przestrzeni publicznej. Nie mówiąc o zwalczaniu przez prawodawcę reklam szpetnych, bo poniżających godność człowieka.

Prawo estetyzuje życie obywateli poprzez ochronę tego, co estetycznie cenne. Usiłuje utrzymać pewne standardy estetyczne. Najwyraźniej tę ochronną funkcję prawa widać w Ustawie o ochronie zabytków i opiece nad nimi, gdzie zabytek jest definiowany jako coś, czego „zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową” (art. 3). Podobnie w Ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, której słownik mówi wprost o „krajobrazie priorytetowym”, który poprzez swoje wartości, w tym wartości „estetyczno-widokowe, i jako taki wymagający zachowania lub określenia zasad i warunków jego kształtowania” (art. 2, 16f). Nie mniej ważna jest ustawa o prawie autorskim, która chroni każdy przejaw twórczości przed określonymi nadużyciami.

Najważniejsze w omawianym kontekście jest to, iż prawo występuje w roli arbitra smaku. Kluczową funkcją estetyzującą prawa jest wyznaczanie przezeń określonych standardów estetycznych. Najważniejszego przykładu dostarcza ustawa zasadnicza, która gwarantuje każdemu obywatelowi wolność twórczości artystycznej oraz ogłaszania jej wyników (art. 73). istotny standard estetyczny ustanawia prawo budowlane, które stawia bezpieczeństwo życia przed wszelkimi estetycznymi adekwatnościami obiektów budowlanych. Estetycy krajobrazu mogą zainspirować się Ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, ponieważ znajdziemy tam ocenę estetyczną prawodawcy: ład przestrzenny musi stanowić harmonijną całość oraz uwzględnia wszelkie (!) wymagania, w tym „kompozycyjno-estetyczne” (art. 2, 1). Widać, iż prawodawcy bliski jest perfekcjonizm. Najciekawszy dokument stanowią jednak Zasady techniki prawodawczej. Dla przykładu: rozdział pierwszy pierwszego działu wprost wyraża konkretne postulaty formułowania tekstów legislacyjnych. W konsekwencji otrzymujemy istotny standard: prawo ma być proste, klarowne, zwięzłe, bez powtórzeń, akuratne i stosowne. Czyli piękne, bo sztuką jest napisać coś takiego.

Jeden z najciekawszych dokumentów dla estetyki prawa to Ustawa o języku polskim, która wszystkie te trzy funkcje w sobie obejmuje: przeciwdziałanie wulgaryzacji języka, dbanie o poprawność językową, promowanie wiedzy o polszczyźnie. Poprzez standardy estetyczne prawo wychowuje. A to wielka rzecz.

Prawo jako estetyka

Samo prawo może być estetycznie wartościowe. Czyż akty prawne nie mogą być dziełem sztuki? Można dostać dreszczy od liryków Tuwima czy erotyków Pawlikowskiej. Ale od kodeksu postępowania cywilnego? Co najwyżej przed trzecim podejściem do egzaminu…

Takie reductio ad absurdum może przekonać tylko tych, którzy piękno kojarzą wyłącznie ze sztuką wysoką, zapominając, iż jest wielopostaciowe. Skoro dowody matematyczne mogą być eleganckie, a analizy filozoficzne Tomasza z Akwinu i Henryka Elzenberga mogą być wytworne, zwięzłe i subtelne, to czemu w pismach prawniczych miałoby nie być miejsca na piękno? Nie ma przecież obowiązku, by wszystko było piękne na jedno kopyto. Co innego czyni szatę piękną, co innego sonet, co innego – człowieka. Uchwałę też.

Przy tej okazji warto zauważyć, iż estetyka prawa skłania do poważnej refleksji: w jaki sposób prawo może być piękne? Patrząc na dystynkcje stosowane przez estetyków, wydaje się, iż pewne odmiany piękna są po prostu prawu obce. Wzniosłość występuje chyba tylko w preambułach i tekstach ślubowań. Prawo może być piękne w sensie klasycznym, ale nie w romantycznym. Piękno prawa może polegać na stosowności i użyteczności, klarowności i elegancji, może choćby błyszczeć majestatem, ale już nie ozdobnością, urokiem czy wdziękiem. Pytanie o to, jak prawo może być piękne, jest ważne, bo pozwala odpowiedzieć na inne pytanie: czego od prawa oczekujemy? Jakie chcemy, aby było?

Prawo prawem, sztuka sztuką, ale – prawo też jest sztuką. Wprawdzie nie żadnym postawangardowym performensem, ale z pewnością rzemiosłem. Prawo wykonane zgodnie z techniką prawodawczą jest po prostu dobrym prawem i jako takie jest dziełem sztuki (starożytne „ars” i „techne” oznaczało sztukę w sensie wytwarzanie według reguł). Notabene, to sztuka oparta na formie, o czym wiedzą wszyscy, których wnioski odrzucono z powodów formalnych. Zaznaczmy: nie chodzi tu tylko o prawo rozumiane jako prawo pisane. Ius est ars boni et aequi.

Jest w prawie miejsce na twórczość. Akty prawne, paragrafy, glosy, to wszystko jest również przejawem twórczości człowieka. jeżeli na serio traktujemy to co pragmatyści mają do powiedzenia na temat estetyzacji życia codziennego, musimy też dostrzec twórcze zmagania prawników. Choć bywa też zła „kreatywność”, jak u księgowych.

Piękno jest obecne w czynnościach i procesach prawnych. Pójdźmy na rozprawę sądową. Czyż nie jest to spektakl? Mamy aktorów, którzy w todze „znikają” jako jednostki, a wchodzą w rolę prokuratora, adwokata, sędziego. Czerwony żabot oskarżyciela kontrastuje z łagodnością zieleni adwokata. A między nimi i wyżej od nich siedzi sędzia, z żabotem fioletowym – kolorem poważnym, majestatycznym, który „pośredniczy” między czerwienią a zielenią. Spektakl ma swoje reguły przebiegu, ma jasno określone miejsce i czas, ma własną etykietę i często dramatyczny finał. Nie zapominajmy też, iż sala sądowa to przestrzeń dla retoryki prawniczej, a piękno mowy sprzyja przekonaniu audytorium.

Najważniejsze dla wszystkich ludzi jest piękno w przestrzeganiu prawa. Dla starożytnych Greków świat był kosmosem. Była to bowiem wszechobejmująca harmonijna całość, nie chaos. Ale właśnie dla Greków uporządkowany świat to piękny świat. Greckie kósmos oznaczało ład i harmonię, coś, co zdobi – stąd nazwa „kosmetyki”. Podobnie jest w polszczyźnie: mamy „ład” i coś „ładnego”. Porządek zaprowadzany przez prawo jako taki ma wielką wartość estetyczną, pomijając wszelkie wartości etyczne przezeń realizowane. A kto wie, może te estetyczne wartości dostarczają pewnych racji dla tych etycznych. Potrzeba odwetu, tej istotowej funkcji prawa karnego, zdaje się rodzić z poczucia zaburzenia ładu przez zbrodnię. Kara za zło ma za zadanie ład przywrócić.

Piękny jest również obywatel prawy, kierujący się praworządnością. Człowiek kierujący się praworządności, przejęty na serio sprawiedliwością, a do tego rozsądny, jest – przy wszystkich warunkach niezmienionych – darzony aprobatą i stanowi wdzięczny przedmiot oglądu, w przeciwieństwie do kanciarzy i kryminalistów. Tradycja zna pojęcie piękna moralnego i kalokagatii. Nie dajmy sobie o nim zapomnieć.

Rację ma Kamil Zeidler, pisząc o estetyce prawa jako poważnej dyscyplinie. Ale jeszcze więcej racji ma, gdy traktuje estetykę prawa jako program.

Idź do oryginalnego materiału