Energetyczny szantaż i hołd z Turnberry

myslpolska.info 5 godzin temu

Unia formalnie przyjęła zobowiązania, które Ursula von der Leyen złożyła rok temu Donaldowi Trumpowi. Przez rok trudno było unijnym instytucjom przełknąć ten akt poddaństwa. Trzeba więc było sięgnąć po energetyczny szantaż.

Prawie rok temu amerykański prezydent przyjął łaskawie Ursulę von der Leyen na swoim polu golfowym w Turnberry (Szkocja). Wizyta, mimo iż w prywatnej rezydencji, miała charakter oficjalny. Unijna prezydent podpisała tam (Ameryka – Europa 15 : 0 | Myśl Polska) akt kapitulacji przed Wielkim Sojusznikiem, zawierając w imieniu Unii Europejskiej legendarny już „deal”.

Żeby podsumować go krótko – Unia wyzerowała cła importowe dla towarów z USA, godząc się przy tym na 15-procentowe cła amerykańskie wobec europejskiego eksportu (to podwyżka z wcześniejszych 4,8%). Zobowiązała się do końca 2028 roku kupić w Ameryce LNG, ropę naftową i technologie nuklearne za 750 miliardów dolarów. Suma bajońska, wymagająca wielokrotnego wzrostu importu energetycznego. Korporacje europejskie są też zobowiązane zainwestować 600 miliardów USD w USA. Na dodatek Europa uzależniła się od amerykańskich chipów, które ma kupić za 40 mld $. W ten sposób tutejsi konkurenci amerykańskiego Big Techu, o ile tacy w ogóle istnieją lub mieliby szansę się pojawić, mogą zwijać kramik – europejski rynek żelaza dla sztucznej inteligencji został oddany za ocean.

Unia guzdrała się strasznie z przyjęciem tej wiernopoddańczej umowy, przełykając upokorzenie prawie rok. Uzasadniała to groźbami Trumpa wobec Grenlandii i czym tam jeszcze… powodów można było znaleźć kilka dziennie. Amerykanie przycisnęli więc mocniej, zniecierpliwiony Donald Trump wyznaczył Europie termin – 4 lipca, do którego ma się w końcu wykokosić z decyzją. W marcu publicznie zabrał też głos Andrew Puzder, ambasador USA. W wywiadzie dla Financial Times stwierdził, iż o ile układ z Turnberry nie zostanie bez zmian przyjęty przez Unię, „ze źródłami energii mogą stać się różne rzeczy… mogą zmienić się warunki i… jest mnóstwo innych chętnych.” Ambasador zagroził Unii w szczególnym momencie, niedługo po tym, jak USA i Izrael napadły na Iran i spowodowały, iż dostawy ropy naftowej i LNG z tego regionu przestały płynąć.

Ten otwarty szantaż energetyczny zadziałał, Parlament Europejski, tak zawsze wojowniczo nastawiony, skulił po sobie uszy i w końcu wypluł z siebie zgodę na „deal”. W końcu maja został on oficjalnie ratyfikowany przez instytucje europejskie. Ustępstwa zostały jedynie otoczone bombastycznymi frazesami, które jednak nie zmieniły na jotę istoty tego niekorzystnego dal Europy układu.

Choć zatwierdzony przez Unię, został określony przez byłą komisarz ds. handlu Cecilię Malmström jako „upokarzający”. Osiem lat temu, gdy Donald Trump po raz pierwszy uderzył taryfami celnymi w Unię, skutecznie odpowiedziała ona cłami na import z USA. A dzisiaj Bruksela poddała się bez walki, a przecież nie zyskała nic w zamian za swoje zobowiązania i obniżenie ceł. Przyjęła umowy handlowe, które nie są zgodne ze światowymi zasadami handlu WTO ze strachu przed niezadowoleniem amerykańskiego prezydenta. I, jak mówi była komisarz, żeby „Trump zaangażował się po stronie Ukrainy” (ponoć Amerykanie zagrozili całkowitym wycofaniem się z tego konfliktu).

Nie tylko była unijna komisarz ds. handlu uważa to porozumienie za upokarzające. Europejska opinia publiczna była w tej sprawie wyjątkowo zgodna. Ponad połowa (52%) uznała ten „deal” za upokarzający (we Francji aż dwie trzecie), prawie 40 procent nie miało wyrobionego zdania, zaś tylko śladowy procent uznał go za powód do dumy. Oczywiście Polska jest tu wyjątkiem – tylko co czwarty (23%) Polak uznał to za upokorzenia, a ciut więcej (25%) za powód do uspokojenia, a choćby dumy. Do tego ponad trzy czwarte Europejczyków (77%) uważa, iż warunki umowy faworyzują Amerykę. Ogromna większość obarcza też odpowiedzialnością Komisję Europejską i Ursulę von der Leyen. Ale co z tego wynika? Nic, demokrację w końcu mamy, nie?

Oczywiście prezydent Ursula von der Leyen przykrywa to wszystko frazesami, ogłaszając osiągnięcie przez Europę energetycznego „momentu niepodległości”. Tylko iż to już choćby nie jest śmieszne… Ale komu jeszcze skleroza nie zżarła resztek szarych komórek, powinien pamiętać, iż ta sama osoba ogłaszała „strategiczną autonomię” Unii czy „Green Deal” jako „lądowanie człowieka na Księżycu” w europejskim wydaniu.

Ale ten energetyczny szantaż to tylko signum temporis znacznie szerszego procesu. Przyjrzymy mu się.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

Idź do oryginalnego materiału