Berliński atak obok Parady Równości może otwierać kolejną serię islamistycznych zamachów na zachodzie kontynentu. Tak ostrzega jeden z czołowych europejskich analityków terroryzmu. Wskazuje przy tym na możliwe zaniechania niemieckich służb wobec człowieka, który był im wcześniej znany. Ostrzeżenie pada w chwili, gdy Europa liczy ofiary, w tym obywatelkę Polski.
Ostrzeżenie przed nową falą
Głos w sprawie zabrał Nicolas Stockhammer, austriacki politolog kierujący zespołem badawczym do spraw zwalczania terroryzmu na Uniwersytecie Kształcenia Ustawicznego w Krems. Jego opinię przytoczył portal Onet. Zdaniem eksperta zamach w niemieckiej stolicy nie musi być odosobnionym zdarzeniem, ale może zapowiadać serię kolejnych ataków w Europie Zachodniej. Badacz od lat zajmuje się analizą islamistycznych zagrożeń i współpracuje z międzynarodowymi ośrodkami analitycznymi.
Palec wskazujący na zaniechania
Stockhammer zwrócił uwagę na możliwe błędy po stronie niemieckich władz. Domniemany sprawca był bowiem znany służbom, wcześniej zatrzymany i skazany w wątku terrorystycznym, a mimo to pozostawał na wolności. Ekspert wpisuje berliński atak w szerszy obraz podatności Europy na przemoc inspirowaną radykalnym islamem. Jego zdaniem istniejące siatki i pojedynczy sympatycy mogą wykorzystać każdy sygnał do aktywizacji.
Podobny głos z Niemiec
Zbliżoną ocenę przedstawił niemiecki badacz terroryzmu Rolf Tophoven z ośrodka w Essen. W wypowiedziach cytowanych przez austriackie media przekonywał, iż akurat tego ataku można było uniknąć, a mężczyzna nie powinien był zostać wypuszczony na wolność. Dwie niezależne opinie ekspertów układają się w spójny wniosek, iż problemem nie był brak wiedzy o zagrożeniu, ale sposób postępowania z osobą już rozpoznaną jako groźna.
Europa jako cel
Ostrzeżenia analityków padają na grunt kilku lat doświadczeń Europy Zachodniej z zamachami, w których napastnicy używali samochodów i noży w miejscach publicznych. Berlin, Wiedeń czy francuskie miasta wielokrotnie mierzyły się z tego typu przemocą. Eksperci podkreślają, iż otwarte, masowe wydarzenia pozostają celem najtrudniejszym do zabezpieczenia. To ocena, którą należy traktować jako analizę ryzyka, a nie pewny scenariusz przyszłości.
Samochód jako broń
Modus operandi z Berlina nie jest nowy. Od dekady w Europie Zachodniej powtarza się schemat, w którym napastnik wykorzystuje rozpędzony pojazd jako narzędzie ataku na zgromadzonych ludzi. W 2016 roku ciężarówki wjechały w tłum w Nicei oraz na berlińskim jarmarku bożonarodzeniowym, rok później do podobnego zamachu doszło w Barcelonie. Ta taktyka jest dla sprawców atrakcyjna, bo nie wymaga zaawansowanej broni ani przygotowania, a w miejscach publicznych trudno się przed nią zabezpieczyć. Właśnie dlatego eksperci od lat apelują o łączenie fizycznych zabezpieczeń tras z wczesnym rozpoznawaniem osób podatnych na radykalizację.
Co to oznacza dla Polski
Dla Polski ostrzeżenia te mają wymiar bardzo konkretny. W berlińskim ataku zginęła obywatelka naszego kraju, a setki tysięcy Polaków każdego roku podróżuje po Europie i uczestniczy w masowych wydarzeniach. Skuteczność europejskich służb w rozpoznawaniu i neutralizowaniu zagrożeń przekłada się wprost na bezpieczeństwo polskich rodzin. jeżeli eksperci mają rację, najbliższe miesiące będą testem czujności całego kontynentu.
Źródło: Onet Wiadomości











