Karol Nawrocki w swoim stylu pokrzykiwał podczas wystąpienia z okazji pierwszej rocznicy urzędowania w Pałacu. Zachowaniu prezydenta przyjrzał się ekspert od wizerunku. I dobitnie podsumował jego występ. Takiej imprezy jeszcze nie było… Czwartkowe wydarzenie pod Pałacem Prezydenckim przejdzie do historii jako polityczna szopka (ciekawe za czyje pieniądz). Chodzi oczywiście o uroczystość pierwszej rocznicy zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta. W Polsce nigdy czegoś takiego nie było, ale też żaden prezydent nie był takim megalomanem i nie był bezrefleksyjnie zapatrzony w Donalda Trumpa. A tutaj od Nawrockiego ten trumpizm aż bije. Sama uroczystość, a adekwatnie impreza była do bólu przewidywalna. Zaczęło się od panelu dyskusyjnego, który prowadziła Dorota Gawryluk (nawet raz nie zaprotestowała, gdy jej rozmówcy mówili per „towarzysz” o marszałku Sejmu Włodzimierzu Czarzastym). Krzysztof Stanowski, Rafał Ziemkiewicz i Andrzej Nowak rozpływali się nad prezydentem i wystawili mu cukrową laurkę. Złośliwi powiedzą, iż laurka była jednak z wazeliny. Po pochwałach ekspertów, przyszedł czas na wystąpienie gwiazdy wieczoru. Opalony Karol Nawrocki wkroczył w końcu na scenę i przemawiał. — To naród jest władzą zwierzchnią w Rzeczpospolitej Polskiej, a dziś się o tym zapomina. Dlatego stoję tu z wami i przed wami, żeby powiedzieć, iż z drogi, na którą wszedłem w czasie kampanii wyborczej,