W marcu 2026 roku, podczas konwencji partyjnej w Krakowie, prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił urbi et orbi, iż przyszłym premierem zostanie Przemysław Czarnek. Była to wyjątkowo odważna deklaracja, biorąc pod uwagę fakt, iż notowania PiS sięgały historycznych dołów, w przedziale 25-27 proc., a kandydat na premiera w badaniach sondażowych wypadał jeszcze gorzej. kilka brakowało, żeby wcześniej Przemysław Czarnek wystartował w wyborach prezydenckich, co na szczęście w ostatniej chwili udało się Jarosławowi Kaczyńskiemu wyperswadować i trzeba przyznać, iż spory udział miał w tym sam Czarnek.
Eksperyment pod tytułem „prawdziwy premier z PiS” zaczął się od trzęsienia ziemi, jakim było niesławne OZE-sroze. Spece od PR doszli do wniosku, iż ostrymi atakami na „zielony ład”, Unię Europejską i w końcu Ukrainę, błyskawicznie odzyskają elektorat, który uciekł do dwóch Konfederacji. Trzęsienie ziemi bardzo gwałtownie zamieniło się w trzęsienie brzuchów i przepony, bo wyborcy zareagowali śmiechem na ten nagły zwrot akcji. W dodatku „premier” Czarnek , jako dumny właściciel refundowanych baterii słonecznych, strzelił sobie w stopę, co natychmiast wytknęła mu polityczna konkurencja. Próba wyjścia z tego fatalnego otwarcia była równie groteskowa, jak sama wpadka. Przemysław Czarek obiecał, iż zdejmie baterie słoneczne, ale po okresie objętym refundacją, w przeciwnym razie musiałby ponieść koszty tej operacji. Wywołało to kolejne drżenie przepony i ostatecznie panele na dachu „premiera” przez cały czas wyłapują promienie słoneczne.
Kontrowersyjnych, czy wręcz desperackich wypowiedzi Przemysława Czarnka było znacznie więcej, ale ich cechą wspólną zawsze jest to, iż „premier” z PiS nie tylko nie odzyskuje wyborców, ale utwierdza ich w przekonaniu, iż opuszczając PiS podjęli dobrą decyzję. Kierownictwo partii kompletnie się tym nie przejmowało i nie przejmuje nadal, ale jakoś tę katastrofę połączoną z osobistą porażką prezesa i „premiera”, trzeba było przykryć. Tak narodził się „efekt Czarnka”, który polegał na tym, iż po kilku miesiącach PiS zyskało w sondażach 1,7 proc. Po żenującej wojnie domowej i rozpadzie notowania spadły do 17 proc. i taki sam wynik uzyskał kandydat PiS na prezydenta Krakowa. Politycy PiS i tę katastrofę postanowili przekuć na sukces, dlatego od kilku dni w przekazach dnia pojawia się „ekstrapolacja” wyników krakowskich na wyniki ogólnopolskie i tym sposobem PiS ma 32 proc. poparcia.
Jak dalece to wszystko jest oderwane od politycznych realiów, zdrowego rozsądku i jakiejkolwiek taktyki, nie wspominając o strategii, to wielu rozgarniętych wyborców PiS nieustannie zwraca uwagę. Nie przynosi to jednak żadnego skutku, a jedyną reakcją ze strony polityków PiS i „prawdziwego premiera” jest mnożenie niedorzeczności wypowiadanych publicznie. Wczoraj Przemysław Czarnek gościł na Kanale Zero i popisał się takim oto błyskotliwym komentarzem:
Nie zamierzaliśmy brać udziału w akcji człowieka, który śmiało występuje przeciwko jedności prawicy, wprost atakuje jedność prawicy. Przyłożył się do tego, iż Prawo i Sprawiedliwość się rozpadło. Drobna część, która dziś notuje około 3% poparcia, jest już poza PiS. To są właśnie przyjaciele tego pana, który zbierał podpisów. Tak mi przykro, iż nie zebrał.
Ten wywód pełen dzikiej satysfakcji dotyczył akcji Stołeczna Operacja Referendalna, którą zorganizował szef stowarzyszenia Tak dla CPK Maciej Wilk, po aferze w Szpitalu Południowym. Zbiórka podpisów trwała dwa miesiące i zabrakło 19 tysięcy do wymaganych 130 tysięcy. Otwarte przyznanie, iż PiS celowo zbojkotował tę akcję, to polityczne samobójstwo! „Efekt Czarnka” zdaje się nie mieć końca i chociaż dziś nikt nie potrafi powiedzieć, w jakim punkcie się zatrzyma, to kolejną granicą do przekroczenia jest „mijanka” z Konfederacją i z pewnością „premier” Przemysław Czarnek bez większego wysiłku może tę granicę pokonać.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

4 godzin temu







