Amerykańska kampania powietrzna przeciw Iranowi nie zwalnia. Nad ranem czasu polskiego dobiegła końca dziewiąta z kolei noc nalotów na irańskie cele. Centralne Dowództwo USA informuje o zniszczeniu stanowisk dowodzenia i systemów obrony powietrznej, a Teheran odpowiada uderzeniami na amerykańskie bazy w regionie.
Dziewiąta noc uderzeń
Ostatnia fala amerykańskich ataków zakończyła się o czwartej nad ranem czasu polskiego. Według Centralnego Dowództwa USA celami były między innymi stanowiska dowodzenia, systemy obrony przeciwlotniczej i infrastruktura łączności. To już dziewiąta taka noc z rzędu, co pokazuje, iż Waszyngton prowadzi metodyczną, rozłożoną w czasie operację, a nie pojedynczą akcję odwetową.
Iran odpowiada
Teheran nie pozostaje bierny. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej przekazał, iż w odwecie zaatakował bazę amerykańskiego lotnictwa w Kuwejcie. Ostrzeliwane są też cele w Jordanii. W ten sposób wojna, która zaczęła się od uderzeń na terytorium Iranu, coraz mocniej dotyka państw goszczących amerykańskie wojsko.
To niebezpieczny mechanizm. Każde uderzenie jednej strony pociąga odpowiedź drugiej, a linia frontu rozszerza się na kolejne kraje Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu.
Wojna, która się rozlewa
Konflikt przestał być sprawą wyłącznie amerykańsko-irańską. Wciąga w swoją orbitę Kuwejt, Jordanię i inne państwa regionu, w których stacjonują siły USA. Rośnie ryzyko dla żeglugi i dostaw ropy, a każdy taki wstrząs odbija się na cenach także w Europie.
Dla Polski, oddalonej od tego teatru o tysiące kilometrów, skutki i tak będą odczuwalne. Drożejąca energia i niestabilność na Bliskim Wschodzie to problem, przed którym trudno się odgrodzić. Pytanie, które narzuca się po dziewiątej nocy nalotów, brzmi po prostu: gdzie jest granica tej eskalacji.
Źródło: Polsat News











