Przed siedzibą Komisji Europejskiej w Brukseli stanęło 7 września dziesięć symbolicznych trumien, a ciężarówki uruchomiły klaksony. Branża stalowa żąda ochrony przed importem gotowych wyrobów z Azji. Dla Polski stawką są fabryki, miejsca pracy oraz zdolność do produkowania komponentów dla motoryzacji, AGD, energetyki i obronności.
Trumny dla fabryk, miejsc pracy i wiedzy
Protest zorganizowała europejska federacja dystrybutorów stali EUROMETAL. Przed gmachem Berlaymont pojawili się przedstawiciele producentów, dystrybutorów, centrów serwisowych i przetwórców, w tym delegacja z Polski. Dziesięć trumien symbolizowało moce produkcyjne, miejsca pracy oraz przemysłową wiedzę, które Europa może utracić. Potem do dzielnicy europejskiej wjechały ciężarówki, a organizatorzy przekazali postulaty przedstawicielom Komisji Europejskiej.
Forma protestu była mocna, ale problem pozostało poważniejszy. Unia chroni surową i częściowo przetworzoną stal dzięki kontyngentów, instrumentów ochrony handlu oraz mechanizmu CBAM. Gotowe wyroby zawierające stal często pozostają poza porównywalnymi obciążeniami. Europejska firma płaci za energię, emisje, normy środowiskowe, sprawozdawczość i ochronę pracowników. Konkurent spoza Unii może przetworzyć stal u siebie, a następnie wysłać gotowy produkt na wspólny rynek bez analogicznego ciężaru.
Import rośnie, produkcja znika
Analiza EUROMETAL dotycząca wyrobów pochodnych stali pokazuje wzrost importu badanej grupy z 3,77 mln ton w 2010 roku do 8,05 mln ton w 2024 roku. Chodzi między innymi o części samochodowe, maszyny elektryczne, metalowe meble i konstrukcje prefabrykowane. Prezes EUROMETAL Alexander Julius ocenił, iż import tej grupy rośnie z kwartału na kwartał o około 2,6 proc., a europejski przemysł może w tym roku stracić około 300 tys. bezpośrednich miejsc pracy.
Piotr Sikorski, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali i członek rady EUROMETAL, wskazał, iż skutki są już widoczne w Polsce. Firmy zamykają linie produkcyjne albo rezygnują z wytwarzania na rzecz importu i montażu. To mechanizm znany z wielu sektorów: najpierw kraj traci produkcję, potem kompetencje, a na końcu zdolność samodzielnego reagowania w kryzysie. Presja unijnej polityki klimatycznej na polskie cementownie pokazuje, iż problem wykracza daleko poza stal.
Komisja stworzyła nierówne boisko
Bruksela lubi mówić o autonomii strategicznej, odporności łańcuchów dostaw i zielonej transformacji. Jej własne regulacje premiują jednak przeniesienie produkcji poza Europę, jeżeli gotowy towar wraca później przez lukę w systemie. Emisje nie znikają. Znikają europejskie fabryki i pensje.
Branża nie domaga się kolejnej fali subsydiów. Chce rozszerzenia instrumentów ochrony handlu i CBAM na pochodne stali oraz produkty o dużej zawartości tego surowca. Postuluje też ostrzejsze zasady ustalania pochodzenia stali i szersze stosowanie kryterium Made in Europe w strategicznych zamówieniach dotyczących obronności, energetyki i infrastruktury. To rozsądny punkt wyjścia, choć polski rząd musi pilnować, aby europejskie preferencje nie oznaczały w praktyce dominacji przemysłu największych państw.
Polska potrzebuje własnej bazy przemysłowej
Dla Polski stal nie jest abstrakcyjną pozycją w tabeli handlowej. Od niej zależą budownictwo, kolej, energetyka, motoryzacja i produkcja obronna. Państwo pozbawione hut, przetwórstwa oraz wykwalifikowanych pracowników staje się klientem cudzych fabryk. W czasie pokoju płaci więcej. W kryzysie może zostać bez dostaw.
Rekordowe ceny miedzi otwierają przed polskim przemysłem szansę, ale same surowce nie wystarczą. Potrzebujemy krajowego przetwórstwa, taniej i stabilnej energii oraz zamówień publicznych wspierających produkcję w Polsce. Komisja Europejska powinna zamknąć stworzoną przez siebie lukę. Warszawa zaś ma obowiązek dopilnować, by ratowanie przemysłu europejskiego zaczęło się także w polskich zakładach.
Źródło: EUROMETAL, PAP, Bankier.pl, RMF FM.
Źródło: Bankier.pl











