Trwająca miesiącami walka o władzę nad przyszłością sztucznej inteligencji przeniosła się w listopadzie do biura wiceprezydenta J.D. Vance’a, kiedy dwaj sojusznicy prezydenta Donalda Trumpa spotkali się twarzą w twarz, aby szczerze porozmawiać.
David Sacks, szef Białego Domu ds. sztucznej inteligencji, spędził rok 2025 próbując wcisnąć sformułowania do ustaw o finansowaniu federalnym, które musiały zostać uchwalone, a które zniosłyby regulacje prawne dotyczące sztucznej inteligencji w poszczególnych stanach i ograniczyłyby nadzór Kongresu nad tą zaawansowaną technologią. Jednak Mike Davis, wieloletni doradca prawny Trumpa, sceptyczny wobec nowych sojuszników prezydenta w dziedzinie technologii, dwukrotnie pomógł zmobilizować konserwatywnych aktywistów i prawodawców, aby powstrzymać ten proces. Tymczasem Trump publicznie wyraził frustrację brakiem postępów w jednym ze swoich priorytetów.
W biurze Vance’a, Davis, znany z agresywnego stylu, oskarżył Sacksa o próbę przejęcia Kongresu i narzucenia krajowi sztucznej inteligencji bez odpowiednich zabezpieczeń, jak twierdzą dwie osoby znające szczegóły spotkania. Sacks odparł, iż po prostu realizuje on dążenie Trumpa do wywołania boomu na sztuczną inteligencję, a Davis mu w tym przeszkadza.
Vance ostatecznie zachęcił Sacksa do współpracy z Davisem. Kilka tygodni później Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze , częściowo opracowane przez obu panów, które ma na celu uniemożliwienie stanom egzekwowania własnych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji i nakazuje jego administracji współpracę z Kongresem w celu stworzenia „jednolitych krajowych ram” dla sztucznej inteligencji. Powszechnie oczekuje się, iż rozporządzenie to spotka się z krytyką prawną.
Odcinek obnażył narastający podział w koalicji Trumpa dotyczący tego, jak agresywnie należy wdrażać technologię, która gwałtownie zmienia społeczeństwo i gospodarkę. Po jednej stronie są coraz bardziej wpływowi liderzy technologiczni i ich sojusznicy. Po drugiej stronie są wyborcy z klasy robotniczej, obawiający się utraty miejsc pracy; konserwatyści kulturowi martwiący się o bezpieczeństwo dzieci; oraz lojalni wobec MAGA, którzy patrzą na branżę z głęboką podejrzliwością.
Choć niepewny sojusz przyniósł Trumpowi krótkotrwałe zwycięstwo, bitwa o sztuczną inteligencję dopiero się zaczyna – a Kongres może być kolejnym frontem. W oczekiwaniu na to firmy technologiczne zatrudniły setki lobbystów i przekazały miliony dolarów na kampanie kongresowe, a przed wyborami uzupełniającymi gromadzą środki w superkomitetach politycznych (PAC) sprzyjających sztucznej inteligencji. Przeciwnicy również przygotowują się do mobilizacji.
„Będziemy walczyć jak diabli” – powiedział Steve Bannon, były doradca Trumpa i czołowy krytyk technologii, w swoim podcaście po podpisaniu przez prezydenta dekretu wykonawczego. „Więc nie myślcie, iż kogokolwiek to udobruchało”.
„Bogowie piasku” kontra „wolności obywatelskie”
Trump podjął już szybkie działania w celu wsparcia technologii, która pod pewnymi względami pomogła wesprzeć amerykańską gospodarkę przez większość jego pierwszego roku po powrocie na urząd. Podczas gdy Sacks pełnił funkcję specjalnego doradcy Białego Domu ds. sztucznej inteligencji i kryptowalut, Trump latem ubiegłego roku opracował plan przyspieszenia projektów związanych ze sztuczną inteligencją. Aby uzyskać przewagę w wyścigu AI z Chinami, jego administracja objęła również 10% udziałów w firmie produkującej chipy Intel Corporation i nałożyła 25% cła na zagraniczne chipy.

Trump jasno dał jednak do zrozumienia, iż chce pójść dalej, obiecując zapewnić firmom technologicznym swobodę regulacyjną, której tak pragną. Wiele z tych firm należy do największych sponsorów jego działań politycznych i nowej sali balowej w Białym Domu.
„Mamy przed sobą duże inwestycje, ale jeżeli musielibyśmy uzyskać 50 różnych zgód od 50 różnych stanów, moglibyśmy o tym zapomnieć, bo to po prostu niemożliwe” – powiedział Trump podpisując rozporządzenie wykonawcze.
Sprzeciw wobec tych działań pojawił się wśród wpływowych głosów w ruchu Trumpa. Bannon umieścił swój wpływowy podcast „War Room” w awangardzie rosnącej fali antytechnologicznego populizmu. Davis jest stałym gościem.
Podobnie jest z Joe Allenem, czołowym sceptykiem sztucznej inteligencji i autorem audycji „War Room”, który podróżuje po kraju, próbując nakłonić konserwatywną opinię publiczną do przeciwstawienia się prezesom firm technologicznych i ich planom narzucenia ludzkości swojej technologii.
„Ostatecznie dążą do zbudowania bogów z piasku” – powiedział Allen. „I obawiam się, iż na świecie jest wystarczająco dużo łatwowiernych ludzi, iż cokolwiek wyjdzie z tych projektów badawczych, będzie czczone jako bóg”.
Ryzyko związane z przyjęciem sztucznej inteligencji przez administrację zaczyna się krystalizować w przededniu roku wyborczego. Według sondażu Pew Research Center z września, połowa Amerykanów deklaruje, iż jest bardziej zaniepokojona niż podekscytowana rosnącym wpływem sztucznej inteligencji na ich życie, podczas gdy zaledwie 10% odczuwa większą ekscytację niż zaniepokojenie.
W społecznościach o wszystkich opcjach politycznych lokalni liderzy reagują na presję społeczną, by blokować lub spowalniać projekty AI, zwłaszcza centra danych. Coraz częściej kandydaci na urzędy zrzucają winę za rosnące rachunki za media na energochłonne firmy AI.
Sacks argumentował, iż „bardzo natrętna” konserwatywna pogarda dla sztucznej inteligencji wynika z wrogości wobec randek wielkich firm technologicznych w czasie pandemii oraz z utrzymujących się obaw dotyczących mediów społecznościowych. Twierdzi, iż to błędne myślenie.
„Nie sądzę, aby osoby o poglądach prawicowych, którym zależy na wolnościach obywatelskich, chciały, aby rząd odgrywał tak natarczywą rolę w rozwoju sztucznej inteligencji” – powiedział w swoim podcaście.
„To powinno być prawdziwym zmartwieniem branży” – powiedział mężczyzna, który poprosił o zachowanie anonimowości, aby móc swobodnie mówić. „Myślę, iż właśnie dlatego zwolennicy tak dużo dyskutują o ryzyku dla bezpieczeństwa narodowego wynikającym z przegranej w wyścigu o sztuczną inteligencję z Chinami. Próbują zapędzić Trumpa w kozi róg”.
Rebelia republikańska
Niektórzy Republikanie już odchodzą od pełnego poparcia Trumpa dla sztucznej inteligencji. Kiedy w pakiecie budżetowym Kongresu, który zawierał znaczną część programu legislacyjnego Trumpa, po raz pierwszy pojawił się zapis zakazujący regulacji dotyczących sztucznej inteligencji na poziomie stanowym, 17 republikańskich gubernatorów wysłało list wzywający Kongres do usunięcia go z ustawy. Na Florydzie gubernator Ron DeSantis forsował propozycje, aby jego stan wprowadził własne zabezpieczenia dotyczące sztucznej inteligencji, deklarując stanowczo: „Nie zrzekniemy się żadnych praw”. Senator Josh Hawley z kolei przeprowadził przesłuchania, aby upomnieć kadrę zarządzającą firmami zajmującymi się sztuczną inteligencją za brak ochrony dzieci.
W miarę jak coraz więcej Republikanów wplata antytechnologiczne stanowiska w swoje polityczne marki, ta negatywna reakcja stwarza wyzwania nie tylko dla Trumpa, ale także dla Vance’a, jego najprawdopodobniejszego następcy. Wiceprezydent od dawna próbuje balansować między głębokimi więzami z Doliną Krzemową a populistycznymi korzeniami – napięcie to było widoczne podczas spotkania Davis-Sacks w jego biurze.
Nawet wśród zwolenników sztucznej inteligencji Trumpa, coraz bardziej dostrzega się, iż nastawienie opinii publicznej gwałtownie zmienia się w kierunku przeciwnym tej technologii. W grudniu Sacks i współprowadzący jego podcast „All-In” przyznali, iż branża zwlekała z reakcją na narastające obawy i krytykę społeczną, podczas rozmowy z konserwatywnym komentatorem Tuckerem Carlsonem, zagorzałym krytykiem sztucznej inteligencji.
Carlson naciskał na gospodarzy, poruszając kwestie takie jak zużycie energii, zakłócenia na rynku pracy oraz „potencjalne ryzyko, iż ta technologia całkowicie nas pochłonie i zniszczy”. Wyśmiał jednak również nierównomierne upowszechnienie tej technologii. „Kto odpowiada za marketing tego produktu?” zapytał Carlson. „Nie wiem” – odpowiedział Sacks. „Ja?”
Walka ze sztuczną inteligencją przenosi się na Kapitol
Szybko zmieniające się nastroje wymusiły zmianę taktyki Białego Domu. Ostateczna wersja rozporządzenia wykonawczego podpisanego przez Trumpa została zauważalnie ograniczona w porównaniu z projektem, który wyciekł w listopadzie.
W przeciwieństwie do tamtej wersji, w ostatecznej wersji stwierdzono, iż jego administracja „musi działać wspólnie z Kongresem” w sprawie krajowego standardu dotyczącego sztucznej inteligencji. Rozporządzenie nie będzie miało również zastosowania do stanowych przepisów dotyczących ochrony nieletnich ani regulacji dotyczących centrów danych – dwóch kluczowych wyłączeń, których Davis od dawna domagał się.
„Jesteśmy za stołem negocjacyjnym i to my napędzamy ten proces” – powiedział Davis w podcaście Bannona po tym, jak Trump podpisał rozporządzenie. Sacks nie odpowiedział na prośbę o komentarz. Davis również odmówił komentarza na spotkaniu w biurze Vance’a, mówiąc CNN: „Nie będę rozmawiał o moich prywatnych rozmowach z urzędnikami Białego Domu”.
Na Kapitolu po raz pierwszy ustawodawcy mają realną szansę, by kształtować przyszłość sztucznej inteligencji (AI) i reagować na rosnący sprzeciw wyborców wobec tej technologii. Przez większość 2025 roku Kongres był praktycznie odsunięty na boczny tor, podczas gdy frakcje w Białym Domu debatowały nad tym, ile swobody dać Sacksowi i dyrektorom technologicznym, powiedział republikański pracownik Senatu, znający przebieg negocjacji. Jednak rozporządzenie wykonawcze „powinno być kopniakiem w tyłek, którego potrzebują ustawodawcy, by działać”, dodał pracownik.
Wszelkie przepisy prawdopodobnie wymagałyby poparcia Demokratów, aby uchwalić je w Senacie, a partia mniejszościowa nie przedstawiła jeszcze własnej strategii regulacji sztucznej inteligencji. Senatorowie Demokratów wcześniej zjednoczyli się, aby zablokować zapisy dotyczące sztucznej inteligencji w pakiecie pojednawczym, ale przez cały czas istnieje szerszy podział między ustawodawcami optymistycznie nastawionymi do potencjału sztucznej inteligencji a tymi, którzy chcą zaostrzyć swoją politykę wobec tej technologii.
Porozumienie w Senacie musi również zostać zatwierdzone przez Izbę Reprezentantów oraz lidera większości Steve’a Scalise’a, który w zeszłym roku próbował dodać do ustawy o autoryzacji obronności narodowej całkowity zakaz stanowych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji, zanim Davis, Blackburn i inni zmobilizowali sprzeciw.
Po licznych porażkach zwolennicy sztucznej inteligencji po cichu namawiali Sacksa i Scalise do porzucenia tego podejścia.
Pod koniec zeszłego roku, protrumpowski super PAC Building America’s Future opublikował wyniki sondażu przeprowadzonego przez ulubioną firmę sondażową prezydenta, które sugerowały, iż Amerykanie chcą, aby politykę dotyczącą sztucznej inteligencji ustalał Kongres, a nie zbiór stanów. Jednak dane te pokazały również, iż wyborcy w zdecydowanej większości poparli przepisy chroniące dzieci przed bardziej problematycznymi uprawnieniami sztucznej inteligencji.
Celem sondażu było wskazanie potencjalnej ścieżki rozwoju dla Scalise’a i innych popierających go Republikanów w Kongresie — ścieżki, która mogłaby uzyskać poparcie ze strony wielkich firm technologicznych, ale także odpowiedzieć na pewne narastające obawy dotyczące bezpieczeństwa dzieci w kontekście sztucznej inteligencji, jakie mają przedstawiciele prorodzinnego skrzydła Partii Republikańskiej, według osoby zaznajomionej z tą strategią.
Jeden z republikanów współpracujący z grupami występującymi przeciwko regulacjom stanowym nazwał ten krajobraz polityczny „polem minowym” dla Partii Republikańskiej.
„Reprezentujemy ludzi pracujących i jeżeli nie będziemy wrażliwi na wpływ na miejsca pracy, bez wątpienia będzie to miało koszty polityczne. jeżeli nie będziemy wrażliwi na ochronę dzieci, bez wątpienia” – powiedziała osoba – „będzie to miało koszty polityczne”. „Myślę, iż prezydent jest tego świadomy”.

Czyja utopia?
W miarę jak walka o rok 2026 się zaostrza, główni gracze w branży sztucznej inteligencji coraz lepiej orientują się w sposobach zdobywania wpływów w Waszyngtonie. Greg Brockman, współzałożyciel i prezes OpenAI, firmy będącej pionierem boomu na sztuczną inteligencję, przekazał w zeszłym roku 25 milionów dolarów na rzecz pro-Trumpowskiego super PAC MAGA Inc. Inny super PAC, o nazwie Leading the Future, jest wspierany przez interesy branżowe i zgromadził około 100 milionów dolarów na walkę z kandydatami sprzeciwiającymi się sztucznej inteligencji.
Zwolennicy tej idei przyznają jednak, iż nie wystarczy to na wiele, a zmiana narracji na temat sztucznej inteligencji może okazać się konieczna, aby stawić czoła silnemu sprzeciwowi.
„Mnóstwo Amerykanów boi się sztucznej inteligencji i jej nie rozumie” – powiedziała była senator stanu Arizona Kyrsten Sinema, która w tym roku powołała do życia Koalicję Infrastruktury AI, aby reprezentować branżę. „Firmy zajmujące się sztuczną inteligencją nie wywiązały się najlepiej z zadania, jakim było pomaganie ludziom dostrzegać sztuczną inteligencję w ich codziennym życiu. Ta historia musi zostać opowiedziana”.
Elon Musk argumentował niedawno , iż w ciągu dwóch dekad automatyzacja AI i robotyka ostatecznie sprawią, iż praca stanie się opcjonalna, ludzie będą mieli wszystko, czego potrzebują, a większość z nich będzie żyć z dochodu powszechnego . Jason Calacanis, anioł biznesu i współprowadzący program „All-In” w Sacks, wezwał do „projektu Manhattan”, wokół którego kraj mógłby się zjednoczyć. Obejmowałby on „10 nowych miast z 10 milionami nowych domów, bezpłatną opiekę zdrowotną dla wszystkich i bezpłatną edukację dla szkół zawodowych” – powiedział.
Ale te fantastyczne scenariusze nie uspokoiły choćby najgłośniejszych oponentów. Allen nazwał propozycję Calacanisa planem „jak zastąpić wszystkich i uspokoić ludność”.
Carlson ze swojej strony odrzucił takie utopijne wizje, twierdząc, iż „to właśnie najbardziej uraziło mnie w dyskusji o sztucznej inteligencji”.

1 godzina temu










