Decyzja ambasadora jest odpowiedzią na deklarację Czarzastego, iż nie poprze inicjatywy parlamentarzystów amerykańskich i izraelskich, zmierzającej do poparcia kandydatury Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla. Czarzasty stwierdził, iż jego zdaniem „nie zasługuje to na wsparcie”. Dodał, iż Trump destabilizuje sytuację w organizacjach międzynarodowych, reprezentując politykę siły i transakcyjną (…). To łamanie zasad, wartości, często praw międzynarodowych.
Reakcje w Polsce są równie gwałtowne jak wpis ambasadora. Premier Donald Tusk ostro ripostował na X: – Panie Ambasadorze Rose, sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. Przynajmniej tak w Polsce rozumiemy partnerstwo. Sytuację skomentowali oczywiście politycy opozycji. Przemysław Czarnek z PiS w radiowej Trójce ostro zaatakował Czarzastego:
– Poprzez swoją głupotę Czarzasty naraził Polskę na skrajne niebezpieczeństwo (…). Będziemy apelować do większości sejmowej, aby dokonali zmiany na tym stanowisku. On nie nadaje się na marszałka – mówił, zarzucając politykowi Lewicy, iż jego „antyamerykanizm” sprowokował kryzys i obniża rangę państwa. Sam Czarzasty – w odpowiedzi na ostrą reakcję ambasadora – zapewnił, iż przez cały czas szanuje Stany Zjednoczone jako kluczowego partnera Polski, ale nie zmieni swojego zdania w sprawie fundamentalnych kwestii, które jego zdaniem dotyczą zasad i wartości, a nie emocjonalnej polityki.
Wielu komentatorów w USA, również amerykańskich mediów, krytykuje działania ambasadora Rose’a. David Frum, publicysta tygodnika „The Atlantic”, stwierdził nawet, iż – Chat GPT ułożyłby lepsze stosunki z Polską od obecnego ambasadora, a były republikański kongresman Adam Kinzinger ocenił Rose’a jako dyplomatę, którego obowiązkiem jest budować mosty, a nie podpalać je. W tle tych politycznych przepychanek przebija pytanie: czy Polska ma się podporządkować amerykańskiej narracji wokół osoby Donalda Trumpa – zwłaszcza w kontekście jego aspiracji międzynarodowych – czy też zachować swoją suwerenność w ocenie i krytyce światowych liderów?
Profesor Roman Kuźniar, były doradca prezydenta ds. międzynarodowych, stwierdził w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, iż „to nie jest klasyczna dyplomacja, tylko demonstracja siły i emocji”. Jego zdaniem „ambasador nie jest od karania konstytucyjnych organów państwa, ale od utrzymywania kanałów komunikacji choćby wtedy, gdy relacje są trudne”. Kuźniar dodał też, iż publiczne ogłoszenie zerwania kontaktów „przypomina bardziej styl politycznego influencera niż zawodowego dyplomaty”.
Podobnie wypowiada się dr Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, ekspertka ds. USA i NATO. Na antenie TVN24 zwracała uwagę, iż „to pierwszy przypadek po 1989 roku, kiedy ambasador USA w Polsce pozwala sobie na tak personalny i konfrontacyjny język wobec jednego z liderów polskiego państwa”. Jej zdaniem problemem nie jest sama krytyka Donalda Trumpa, ale „uznanie, iż krytyka amerykańskiego polityka automatycznie godzi w relacje sojusznicze”. Jak podkreśliła, „to bardzo niebezpieczny precedens”.
W podobnym tonie wypowiadają się eksperci zagraniczni. Amerykański politolog Ian Bremmer pisał w serwisie X, iż „ambasadorowie powinni chłodzić emocje, a nie je podgrzewać”, a sytuacja w Warszawie „pokazuje, jak bardzo polityka wewnętrzna USA zaczyna deformować relacje z sojusznikami”. Z kolei „Foreign Policy” w krótkim komentarzu redakcyjnym zauważył, iż reakcja Rose’a „wpisuje się w szerszy trend personalizacji dyplomacji, w której lojalność wobec jednego polityka staje się ważniejsza niż interes państwa”.
W Polsce reakcje mediów opiniotwórczych są równie jednoznaczne. „Rzeczpospolita” pisała o „dyplomatycznym klinczu bez wyjścia”, wskazując, iż marszałek Sejmu – choćby jeżeli kontrowersyjny – pozostaje konstytucyjnym reprezentantem władzy ustawodawczej. „Polityka” zauważyła, iż Rose „nie uderzył w Czarzastego jako lidera Lewicy, ale jako marszałka Sejmu”, co oznacza, iż konflikt został podniesiony do rangi instytucjonalnej. Z kolei tygodnik „Newsweek Polska” określił całą sytuację mianem „dyplomacji obrażalskiej”, w której emocje jednego obozu politycznego w USA dyktują ton relacjom międzynarodowym.

2 godzin temu












