Michał Dworczyk, były wiceminister obrony, ostrzega, iż stan osobowych rezerw Wojska Polskiego jest znacznie gorszy, niż wynika z oficjalnych zestawień. „W Excelu jeszcze się to zgadza, ale rzeczywistość jest dramatyczna” – ocenił w programie „Bez doktryny”.
„W Excelu się zgadza, w rzeczywistości nie”
W programie „Bez doktryny” gościł Michał Dworczyk, były wiceminister obrony narodowej, a wcześniej europoseł. Rozmowa zeszła głównie na kondycję rezerw osobowych polskiej armii, którą polityk ocenił znacznie surowiej, niż sugerują urzędowe zestawienia. Jak przekonywał, papierowe wskaźniki potrafią wyglądać przyzwoicie, ale rozmijają się z rzeczywistym stanem sił. Najmocniej wybrzmiało jedno zdanie: „w Excelu jeszcze się to zgadza, ale rzeczywistość jest dramatyczna”.
Rezerwy i powrót do szkolenia
Były wiceszef MON przekonywał, iż Polska nie dysponuje dziś rezerwami pozwalającymi rozwinąć siły zbrojne w razie pełnoskalowego konfliktu. Zwrócił uwagę, iż nasz kraj jest ostatnim państwem wschodniej flanki graniczącym z Rosją lub Białorusią, które nie przywróciło obowiązkowego szkolenia wojskowego. W jego ocenie powrót do powszechnego przeszkolenia jest przesądzony. „To nie jest pytanie czy, tylko kiedy” – stwierdził, wskazując, iż decyzja jest jedynie kwestią czasu.
Amunicja i skala potrzeb
Dworczyk zwrócił także uwagę na dysproporcję w produkcji amunicji. Według przytoczonych przez niego danych krajowa wytwórczość pocisków artyleryjskich wzrosła z około pięciu tysięcy do dwudziestu pięciu tysięcy sztuk rocznie, podczas gdy na froncie na Ukrainie zużywano choćby czterdzieści pięć tysięcy pocisków dziennie. Taka relacja, jak mówił, „pokazuje poziom dramatu” i unaocznia, jak ogromne są rzeczywiste potrzeby nowoczesnego pola walki.
NATO i charakter sojuszniczej pomocy
Polityk nie kwestionował wartości sojuszu, ale zastrzegał, iż najważniejsze jest pytanie o charakter wsparcia. Przypominał, iż Stany Zjednoczone dysponują unikalnymi zdolnościami, takimi jak rozpoznanie satelitarne, logistyka i precyzyjne rażenie. Był jednak sceptyczny wobec wyobrażeń, iż amerykańscy żołnierze „okopią się pod Włodawą i Olsztynem” i zastąpią polskie oddziały w bezpośredniej obronie kraju. O samej wojnie mówił bez złudzeń, stwierdzając, iż „nikt tej wojny nie wygrywa”.
Wnioski dla obronności
Diagnoza Dworczyka wpisuje się w szerszą debatę o gotowości Wojska Polskiego. Rozbudowa liczebna armii ma sens tylko wtedy, gdy towarzyszy jej realny system rezerw, zapasy amunicji i wyszkolone kadry zdolne do szybkiej mobilizacji. Sygnał płynący z rozmowy jest jednoznaczny: samo zwiększanie stanów na papierze nie zastąpi umiejętności faktycznego rozwinięcia sił. W obliczu niepewnej sytuacji za wschodnią granicą to ostrzeżenie dotyka fundamentu bezpieczeństwa państwa.
Liczby a zdolności
Polska od kilku lat rozbudowuje armię i zwiększa nakłady na obronność, plasując się pod względem udziału wydatków wojskowych w gospodarce w czołówce NATO. Dworczyk zwraca jednak uwagę, iż sama liczebność i deklarowany budżet to nie wszystko. Bez systemu rezerw, zapasów amunicji i sprawnej mobilizacji choćby rozbudowana armia pozostaje słabo przygotowana na najbardziej wymagający scenariusz. To rozróżnienie między „stanem na papierze” a realną gotowością bojową jest właśnie sednem jego ostrzeżenia i powinno wyznaczać kierunek dalszych decyzji.
Źródło: WP Wiadomości





