Słowacka prokuratura podała 26 sierpnia, iż dwaj Łotysze i obywatel Ukrainy są podejrzani o przygotowanie podpalenia fabryki systemów bezzałogowych na wschodzie kraju. Dwie osoby zatrzymano na Słowacji, trzecią w Niemczech. Według policji w zakładzie mogło przebywać około 70 pracowników, ale atak udaremniono i nikt nie ucierpiał.
Prokuratura ujawniła obywatelstwa podejrzanych
Prokuratura regionalna w Preszowie poinformowała w środę, 26 sierpnia, iż wśród trzech podejrzanych są dwaj obywatele Łotwy i obywatel Ukrainy. Jednego z Łotyszy zatrzymały służby niemieckie na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. Drugi Łotysz oraz Ukrainiec zostali ujęci na Słowacji.
Śledczy zarzucili całej trójce przygotowanie szczególnie poważnego przestępstwa sprowadzenia powszechnego niebezpieczeństwa. Policja przekazała, iż podejrzani mieli działać wspólnie i na zlecenie. Nie ujawniono, kto miał być zleceniodawcą, a postępowanie trwa. Nikt z zatrzymanych nie został prawomocnie skazany.
Mieszanka zapalająca i manualnie sporządzony plan
Słowacka jednostka do walki z przestępczością zorganizowaną ÚBOK rozpoczęła działania po otrzymaniu informacji od Słowackiej Służby Informacyjnej oraz wywiadu wojskowego. Funkcjonariusze ustalili osoby mające uczestniczyć w przygotowaniach i zatrzymali je przed planowanym podpaleniem. Pierwszy komunikat o udaremnionym ataku wskazywał, iż szybka operacja zapobiegła ofiarom i stratom materialnym.
Według informacji słowackiej policji przekazanych przez publicznego nadawcę STVR zabezpieczono większą ilość mieszanki zapalającej, narzędzia, telefony komórkowe, kamerę sportową oraz manualnie wykonany plan. Wstępna opinia ekspertów mówi o mieszaninie benzyny i polistyrenu, określanej jako napalm. Te przedmioty są dowodami w trwającym postępowaniu, a ich ostateczne znaczenie ocenią śledczy i sąd.
W zakładzie mogło być około 70 osób
Policja podała, iż planowany pożar mógł zagrozić życiu i zdrowiu ludzi oraz spowodować szkody znacznych rozmiarów. W hali mogło wówczas przebywać około 70 pracowników, a wartość znajdującego się tam mienia miała sięgać dziesiątek milionów euro. Atak nie doszedł do skutku. Nikt nie został ranny i nie odnotowano szkód w zakładzie.
Słowackie służby oficjalnie nie podały nazwy przedsiębiorstwa. Media łączą sprawę z zakładem produkującym bezzałogowe systemy w rejonie Preszowa, a przedstawiciel ukraińskiej firmy Skyeton potwierdził zagranicznej prasie, iż chodziło o jej obiekt. Na obecnym etapie trzeba jednak trzymać się ustaleń organów prowadzących sprawę i nie dopisywać motywu, którego prokuratura nie ogłosiła.
Obywatelstwo nie przesądza o winie ani motywie
Ujawnienie narodowości podejrzanych jest istotnym faktem procesowym, ale nie stanowi wyjaśnienia sprawy. Odpowiedzialność może ponosić wyłącznie konkretny sprawca po udowodnieniu winy. Próba obciążania całego narodu czynem jednostki byłaby fałszem i ułatwiałaby ukrycie rzeczywistych organizatorów.
Ta sprawa pokazuje za to realne zagrożenie dla zakładów przemysłu obronnego w Europie Środkowej. Wcześniejszy alarm dla polskich służb i przedsiębiorstw pozostaje aktualny: fabryki, magazyny i węzły logistyczne wymagają ochrony kontrwywiadowczej, kontroli dostępu oraz ścisłej współpracy państw regionu. Dla Polski stawką jest bezpieczeństwo ludzi i ciągłość produkcji potrzebnej do obrony własnego terytorium.
Skuteczna operacja słowackich służb zasługuje na rzeczową ocenę. Zatrzymano podejrzanych przed tragedią, zabezpieczono materiał dowodowy i uruchomiono współpracę międzynarodową. Teraz prokuratura musi ustalić zleceniodawcę, motyw i pełny zakres przygotowań. Dopiero te odpowiedzi pozwolą ocenić, czy była to działalność kryminalna, sabotaż czy element szerszej operacji.
Źródło: Interia Wydarzenia, STVR
Źródło: Interia Wydarzenia















