Drugi Przewodów? Wątpliwości wokół pocisku pod Lublinem

2 godzin temu

Nad ranem na terenie województwa lubelskiego odnaleziono szczątki niezidentyfikowanego obiektu latającego, który spadł na obszarze jednej z miejscowości pod Lublinem. Na miejsce skierowano wojsko, policję oraz służby odpowiedzialne za zabezpieczenie i zbadanie szczątków. Śledztwo trwa, a eksperci analizują, z jakim typem uzbrojenia mają do czynienia oraz skąd obiekt został wystrzelony. Mimo iż oficjalne ustalenia nie zostały jeszcze przedstawione, w przestrzeni publicznej już pojawiły się jednoznaczne polityczne wypowiedzi obozu Tuska, wskazujące, iż na pewno wystrzelili go Rosjanie.

Władza szykuje nam nową kompromitację a’la Przewodów? Choć śledczy dopiero zabezpieczają szczątki obiektu, który spadł pod Lublinem, politycy wpadli w typowy, rusofobiczny amok. Rano ukraiński MSZ stwierdził, iż to rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 spadł w Polsce. Tuż po Ukraińcach głos zabrali Donald Tusk i Radosław Sikorski, którzy również jednoznacznie stwierdzili, iż był to rosyjski pocisk, choć ani nie ma ich na miejscu, ani nie są żadnymi ekspertami. W podobnym tonie sprawę relacjonują prorządowe media, nie zostawiając choćby cienia szansy, iż mógł to być pocisk wystrzelony przez Ukrainę.

Jednocześnie wojskowi i prokuratura podkreślają, iż postępowanie dopiero trwa, a ostateczne ustalenia wymagają szczegółowych badań szczątków. Według dostępnych informacji w tej chwili mówi się o najbardziej prawdopodobnej hipotezie, a nie o definitywnym rozstrzygnięciu.

Prawdziwi eksperci (nie tacy jak ukraińskie MSZ oraz Tusk i jego klika) twierdzą, iż na obecnym etapie nie ustalono jeszcze z całkowitą pewnością ani rodzaju pocisku, ani tego, kto go wystrzelił. W debacie publicznej pojawiają się wprawdzie informacje, iż mógł to być rosyjski Ch-101. Formalne śledztwo ma właśnie odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście był to ten typ uzbrojenia oraz jakie były okoliczności jego pojawienia się nad Polską.

Warto również zauważyć, iż w arsenale Ukrainy przez cały czas znajdują się liczne pociski produkcji radzieckiej i rosyjskiej, odziedziczone po ZSRS lub pozyskane przed wojną. Co więcej, od 2022 roku na Ukrainę spadły tysiące pocisków, w tym szereg niewybuchów, które mogą być ponownie wykorzystane. Sam fakt, iż dany pocisk jest konstrukcji rosyjskiej, nie przesądza zatem automatycznie o tym, kto go wystrzelił i w jakim celu. Odpowiedź na to pytanie wymaga analizy wielu elementów – od trajektorii lotu, przez miejsce odpalenia, po badania szczątków i zapisów systemów radiolokacyjnych.

Mimo tego premier Donald Tusk, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i inni politycy obozu rządzącego od rana podczas wystąpień publicznych wskazywali na rosyjskie pochodzenie pocisku, a wypowiedzi tego typu błyskawicznie zostały podchwycone zarówno przez światowe media, jak i rosyjską propagandę. Sam Tusk zastrzegł wprawdzie, iż nie należy wyciągać ostatecznych wniosków przed zakończeniem śledztwa, jednak równocześnie mówił, iż „wygląda na to”, iż był to rosyjski Ch-101.

Cała sytuacja przywołuje wspomnienia wydarzeń z Przewodowa z listopada 2022 roku. Wówczas również pojawiały się ukraińskie sugestie o rosyjskim ataku na terytorium Polski, a emocje były ogromne. Ukraińcy wzywali wręcz do dołączenia Polski do wojny. Dopiero później ustalono, iż eksplozję spowodowała ukraińska rakieta przeciwlotnicza wystrzelona rzekomo w celu odpierania jednego z rosyjskich ataków. Sam Donald Tusk apelował wówczas o ostrożność, rzetelne informowanie społeczeństwa i niewyciąganie pochopnych wniosków przed zakończeniem dochodzenia. Wówczas był jednak jeszcze w opozycji.

Sprawa Przewodowa do dziś pozostaje źródłem napięć między Warszawą a Kijowem. Strona ukraińska przez cały czas utrzymywała, iż nie dysponuje dowodami potwierdzającymi odpowiedzialność swoich żołnierzy za tragedię. Polska prokuratura informowała natomiast o problemach z uzyskaniem pełnej współpracy procesowej ze strony Ukrainy. Faktycznie, Kijów do dziś utrudnia tamto śledztwo. Fakt pozostaje taki, iż dwaj polscy obywatele zginęli, a ich rodziny do dziś nie doczekały się choćby przeprosin ze strony władz ukraińskich.

Obecny incydent pokazuje więc, jak istotne jest zachowanie chłodnej oceny sytuacji. Dopóki śledztwo nie zakończy się jednoznacznymi ustaleniami, kategoryczne wskazywanie sprawcy jest przedwczesne. Historia Przewodowa pokazała już bowiem, iż pierwsze medialne i polityczne oceny nie zawsze znajdują później potwierdzenie w materiale dowodowym.

Innymi słowy, Tusk i Sikorski kompromitują się, po raz kolejny pokazując, iż mają „krótki lont” i nadają się raczej „kury szczać prowadzać, nie politykę robić”.

Polecamy również: Agresja Polaków wobec Ukraińców? Cisza o przyczynach, lament o skutkach

Idź do oryginalnego materiału