Dron z ładunkiem na lotnisku w Lipsku. Polska nie może czekać na własny alarm

dzienniknarodowy.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Dron z ładunkiem na lotnisku w Lipsku. Polska nie może czekać na własny alarm


Na lotnisku Lipsk/Halle znaleziono dron z nieznanym ładunkiem wybuchowym. Niemieckie służby usunęły zapalnik, a incydent zakłócił ruch lotniczy. Płk rez. Piotr Lewandowski ostrzega, iż polskie systemy ochrony infrastruktury krytycznej nie są gotowe na podobne działania. To sprawa bezpieczeństwa państwa, a nie techniczny detal.

Dron przy południowym pasie

Dron z nieznanym urządzeniem wybuchowym został znaleziony w strefie lotniska Lipsk/Halle, w pobliżu południowego pasa. Według niemieckiej policji zauważył go pracownik portu. Służby pirotechniczne zbadały urządzenie i usunęły zapalnik.

Incydent miał bezpośredni wpływ na funkcjonowanie portu. Oba pasy startowe zostały czasowo zamknięte, a kilka samolotów skierowano na inne lotniska. Lipsk/Halle jest ważnym europejskim węzłem cargo. Zakłócenie pracy takiego obiektu uderza w łańcuchy dostaw i pokazuje, jak mały bezzałogowiec może wywołać skutki daleko większe od swojej ceny.

Niemiecki minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt nazwał obecność drona z materiałem wybuchowym nową jakością zagrożenia. Mówił także o scenariuszu ataku hybrydowego. Na obecnym etapie nie wskazano jednak sprawcy, dlatego odpowiedzialności nie wolno przypisywać bez ustaleń śledczych.

Ostrzeżenie dla polskiej infrastruktury

Znaczenie sprawy dla Polski jasno opisał w rozmowie z WP płk rez. Piotr Lewandowski. Ekspert ocenił, iż wnioski z wojny na Ukrainie zostały dostrzeżone, ale nie przełożono ich na wystarczające działania praktyczne. Jego diagnoza jest twarda: nasze systemy nie są gotowe na takie zagrożenia.

To ostrzeżenie obejmuje lotniska, węzły kolejowe, składy paliw, elektrownie i inne obiekty, od których zależy normalne życie państwa. Dron może służyć do rozpoznania, zakłócania pracy albo przenoszenia niebezpiecznego ładunku. Ochrona nie może więc kończyć się na zwykłym monitoringu obrazu i ogrodzeniu terenu. Potrzebne są procedury szybkiego wykrycia, identyfikacji oraz neutralizacji zagrożenia, zgodne z prawem i dostosowane do warunków konkretnego obiektu.

Cztery lata wojny, za mało praktyki

Pełnoskalowa wojna na Ukrainie trwa od ponad czterech lat. Bezzałogowce stały się jednym z podstawowych narzędzi pola walki, ale zagrożenie nie zatrzymuje się na froncie. Incydent w Lipsku pokazał, iż cywilna infrastruktura w głębi Europy także może znaleźć się w niebezpieczeństwie.

Polska leży na wschodniej flance NATO i pełni istotną rolę logistyczną. Tym bardziej nie stać nas na podejście, w którym raporty powstają szybciej niż realne zdolności ochronne. Każda luka oznacza ryzyko dla życia ludzi, ciągłości dostaw oraz działania państwa w sytuacji kryzysowej. Koszt zaniedbań może zostać przerzucony na obywateli przez przerwy w transporcie, dostawach energii i pracy usług publicznych.

Państwo musi wyprzedzać zagrożenie

Odpowiedzialna polityka bezpieczeństwa wymaga audytu najważniejszych obiektów, jasnego podziału kompetencji między służbami i operatorami oraz ćwiczeń prowadzonych w warunkach zbliżonych do rzeczywistych. Zakup urządzeń bez ludzi, procedur i regularnego szkolenia stworzy jedynie kosztowną atrapę ochrony.

Lipsk powinien być dla Warszawy sygnałem do działania. Suwerenność państwa mierzy się także zdolnością do ochrony lotnisk, energii i transportu przed nowymi metodami sabotażu. Polska nie może czekać, aż pierwszy poważny alarm zabrzmi na naszym terytorium.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału