Publicysta Łukasz Warzecha w Do Rzeczy pisze, iż po głośnych zdarzeniach na drogach wraca pokusa szybkich zakazów i ostrzejszych sankcji. Stawka jest konkretna: bezpieczeństwo Polaków nie może być pretekstem do prawa pisanego pod emocje, bez danych, infrastruktury i odpowiedzialności państwa za realne egzekwowanie przepisów.
Spór o prawo po drogowych tragediach
Łukasz Warzecha, w tekście opublikowanym w Do Rzeczy pod tytułem Drogowi populiści znów atakują, stawia problem, który regularnie wraca po dramatycznych wypadkach: czy państwo ma reagować na emocję, czy na fakty. To nie jest akademicki spór. Od tej odpowiedzi zależy wolność kierowców, bezpieczeństwo pieszych i jakość prawa, którym później żyje zwykły obywatel.
Tragedie drogowe domagają się powagi. Nie wolno ich używać ani do politycznego teatru, ani do usprawiedliwiania bierności. Po wypadku w Krakowie, gdzie zginęli rodzice dziecka, naturalny gniew społeczny jest zrozumiały. DN opisywał tę sprawę w tekście o tym, jak nadmierna prędkość zakończyła się śmiercią rodziców na chodniku. Pytanie brzmi jednak, czy odpowiedzią ma być kolejny pokaz legislacyjnej surowości, czy realna praca państwa.
Dane zamiast politycznego odruchu
Ministerstwo Infrastruktury podało, iż w 2025 roku na polskich drogach zginęło 1 651 osób, czyli o 245 mniej niż rok wcześniej. To spadek o niemal 13 procent. Te liczby nie pozwalają na prostą propagandę. Pokazują poprawę, ale też skalę dramatu: 1 651 istnień ludzkich to przez cały czas ogromna cena.
Państwo ma obowiązek chronić życie. Ma też obowiązek nie udawać, iż każdy problem da się rozwiązać przez dopisanie następnego zakazu. jeżeli przepisy są martwe, a policja, samorząd i zarządca drogi nie reagują na znane ryzyka, obywatel dostaje najgorszą mieszankę: formalnie surowe państwo i praktycznie słabe państwo.
W Krakowie mieszkańcy i radni mieli wcześniej alarmować o niebezpiecznym ruchu w rejonie ulicy Solnej. DN przypominał ten wymiar sprawy w materiale o ostrzeżeniach zgłaszanych przed tragedią. o ile lokalna władza słyszy sygnały i nie potrafi przełożyć ich na organizację ruchu, to problemem nie jest brak kolejnego sloganu. Problemem jest odpowiedzialność konkretnej administracji.
Surowość ma sens, gdy działa
Od 2026 roku obowiązuje pakiet zmian dotyczących bezpieczeństwa ruchu. Resort sprawiedliwości wskazywał między innymi na nowe wykroczenie driftu, kary za nielegalne zloty motoryzacyjne i konfiskatę pojazdu w wybranych przypadkach. Ministerstwo Infrastruktury zapowiadało też zatrzymywanie prawa jazdy za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych poza obszarem zabudowanym.
To są rozwiązania, które mogą mieć sens, gdy celują w realnie groźne zachowania i są stosowane konsekwentnie. Nikt rozsądny nie broni piratów drogowych. Wolność nie oznacza prawa do zamieniania ulicy w tor. Ale wolność wymaga, by państwo karało winnych sprawnie, proporcjonalnie i przewidywalnie, a nie produkowało przepisy dla konferencji prasowej.
Tu zaczyna się różnica między porządkiem a populizmem. Porządek to lepsze drogi, widoczna policja tam, gdzie problem jest znany, działające sądy i odpowiedzialni zarządcy ruchu. Populizm to krótki komunikat po tragedii, następny projekt ustawy i wygodne przerzucenie winy na abstrakcyjnego kierowcę, podczas gdy konkretne instytucje chowają się za procedurami.
Interes Polaków: bezpieczeństwo bez tresury
Polska prawica nie powinna dać się wcisnąć w fałszywy wybór. Z jednej strony jest bezmyślna pobłażliwość wobec ludzi, którzy rażąco łamią przepisy. Z drugiej jest państwo opiekuńczo-policyjne, które każdą tragedię traktuje jak okazję do poszerzenia kontroli. Obie drogi są złe dla narodu, bo obie rozmontowują odpowiedzialność.
Interes Polaków jest prosty: bezpieczne ulice, sprawne drogi, przewidywalne prawo i urzędnicy, którzy odpowiadają za swoje decyzje. Kierowca łamiący sądowy zakaz powinien znikać z drogi. Samorząd, który ignoruje realne zagrożenia, powinien tłumaczyć się mieszkańcom. Minister, który pokazuje nowy zakaz, powinien najpierw pokazać dane, koszty, plan egzekucji i efekt poprzednich regulacji.
Silne państwo nie jest państwem najbardziej gadatliwym. Jest państwem, które umie rozpoznać problem i uderzyć w niego precyzyjnie. Drogowy populizm, niezależnie od partyjnego szyldu, daje politykom łatwe punkty, a obywatelom zostawia albo strach, albo papierowe bezpieczeństwo. Polska potrzebuje czegoś twardszego: odpowiedzialności mierzonej faktami.
Źródła: Do Rzeczy, Ministerstwo Infrastruktury, Ministerstwo Sprawiedliwości.
Źródło: Do Rzeczy













