Dramat Kowalskiego! Wszedł na mównicę, ale gwałtownie przerwały mu przez TE okrzyki. „Byś się wstydził”

10 godzin temu
Janusz Kowalski wkroczył na mównicę sejmową, ale… nie dał rady się wypowiedzieć. Przeszkodziły mu okrzyki, które posłowie PiS kierowali do Donalda Tuska. Piątkowe posiedzenie Sejmu rozpoczęło się w burzliwy sposób. Na sejmową mównicę weszła Marcelina Zawisza z Razem, która w emocjonalnym wystąpieniu zwróciła się do Donalda Tuska w sprawie szpitala w Lesku. Posłanka miała przy sobie paczkę z 6 tysiącami podpisów mieszkańców, którzy domagają się wsparcia finansowego dla placówki. Gdy Zawisza skończyła swoje wystąpienie, następny w kolejce do mównicy był Janusz Kowalski. Poseł, który niedawno odszedł z PiS, zaczął wystąpienie od wspomnienia swojego ojca. – Panie marszałku w gminie Białozurska w powiecie krzemienieckim w 1935 roku urodził się mój śp. tato Edward – mówił Kowalski. Powiat krzemieniecki to dawny powiat województwa wołyńskiego II Rzeczypospolitej. Kowalski prawdopodobnie chciał opowiedzieć o dzieciństwie swojego ojca na Wołyniu w kontekście decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymira Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek armii ukraińskiej imienia „Bohaterów UPA”. Ale nie było mu dane, bo z sali rozległy się okrzyki. – Byś się wstydził! Byś się wstydził! – krzyczeli posłowie PiS. Kowalski był zaskoczony, ale gwałtownie zrozumiał, co się dzieje. Otóż krzyki skierowane były do Donalda Tuska, do którego podeszła Marcelina Zawisza i próbowała wręczyć paczkę z podpisami. Poseł
Idź do oryginalnego materiału