Wyrok ogłoszono w czwartek w Seulu. Sąd uznał, iż działania Juna były próbą siłowego naruszenia porządku konstytucyjnego i spełniały przesłanki przestępstwa określanego w Korei Południowej jako zamach stanu. To właśnie w tej kategorii prawo przewiduje najsurowsze sankcje: dla przywódcy karę śmierci albo dożywocie. Prokuratura domagała się kary śmierci, ale sąd wymierzył dożywotnie pozbawienie wolności.
Według "AP" jednym z argumentów, które miały wpłynąć na wybór dożywocia zamiast kary śmierci, był fakt, iż w trakcie wydarzeń związanych ze stanem wojennym nie było ofiar śmiertelnych. Jednocześnie sędziowie ocenili, iż skala i cel działań uderzały w fundamenty systemu politycznego, bo chodziło o próbę obejścia opozycyjnie kontrolowanego parlamentu i przejęcie kontroli nad kluczowymi instytucjami.
Punktem zapalnym był 3 grudnia 2024 r.
Proces dotyczył wydarzeń z 3 grudnia 2024 r., gdy urzędujący wtedy prezydent Jun Suk Jeol ogłosił stan wojenny. W trakcie kryzysu do budynku Zgromadzenia Narodowego weszły oddziały wojskowe i policja, a celem miało być zablokowanie prac parlamentu oraz zatrzymanie części polityków. Parlament zdołał się jednak zebrać i przegłosował uchylenie stanu wojennego. Cała operacja trwała około 6 godzin i zakończyła się wycofaniem sił.
Dla prokuratury był to najważniejszy dowód na to, iż nie chodziło o sam "gest" czy deklarację, tylko o próbę sparaliżowania instytucji państwa przy użyciu aparatu siłowego. Tę interpretację podzielił sąd, uznając, iż działania miały wymiar zamachu stanu.
To nie jest jego pierwszy wyrok
Jun Suk Jeol konsekwentnie odrzucał zarzuty. W procesie utrzymywał, iż stan wojenny miał charakter "ostrzegawczy" i "symboliczny" oraz iż chodziło o przeciwdziałanie paraliżowi państwa i rzekomym "siłom antypaństwowym". Według relacji medialnych nie okazywał skruchy za chaos wywołany decyzją z 2024 r. "Reuters" podaje, iż były prezydent pozostaje w ośrodku zatrzymań i spodziewana jest apelacja.
Przypomnijmy, iż były prezydent wcześniej usłyszał już 5-letni wyrok w osobnej sprawie dotyczącej m.in. nadużycia władzy i blokowania próby aresztowania z udziałem ochrony prezydenckiej. W tle zapadały też wyroki wobec osób z otoczenia dawnej administracji. "AP" i "Guardian" opisywały kary dla części byłych wysokich urzędników, których uznano za współodpowiedzialnych za działania w czasie kryzysu stanu wojennego.

1 godzina temu



