Dostał „rachunek grozy” za pompę ciepła. Wystarczył dzień pracy fachowca

3 godzin temu

Pan Mariusz Marzec zapłacił 100 tys. zł za pompę ciepła i fotowoltaikę. Pierwszej zimy dostał rachunek za prąd na 14 tys. zł, a dzieci spały w swetrach. Firma, która montowała instalacje, przestała odbierać telefony. Dziś pompa grzeje bez problemu przy dwudziestu stopniach mrozu. Naprawa polegała na dołożeniu części za kilkaset złotych i jednym dniu pracy instalatora, który wiedział, co robi. Rozmawiamy z właścicielem i z przedstawicielem producenta o tym, jak Polacy mogą radzić sobie z „rachunkami grozy”.

Dom jak wiele innych

Dom Mariusza Marca stoi na wsi, zbudowany w 2014 r., ma 180 m2. Na parterze ogrzewanie podłogowe, na piętrze grzejniki. Wcześniej kocioł na ekogroszek. Kiedy pojawiła się możliwość dofinansowania z „Czystego Powietrza”, przyjechał przedstawiciel firmy montującej pompy ciepła i fotowoltaikę.

– Zaproponował jedno i drugie, przekonywał i opowiadał, iż wszystko jest w porządku, elegancko. Powiedziałem mu, iż na parterze mam podłogówkę, a na piętrze grzejniki, i pytałem, czy to wszystko będzie ze sobą współgrało. Zapewnił mnie, iż będzie wszystko w porządku, iż pompa będzie działała – wspomina Marzec.

Rzeczywistość gwałtownie zweryfikowała zapewnienia sprzedawcy.

– Tam, gdzie były grzejniki, w zimę było 16 stopni. Zdecydowanie za zimno. Były takie sytuacje, iż wieczorem o dwudziestej weszliśmy do sypialni, na polu minus dziewięć, a u nas zimne grzejniki. Wtedy się bardzo zdenerwowałem. Dzieci spały w swetrach. I to nie jest anegdota – mówi.

Do tego doszedł rachunek. – Poprzedniej zimy pompa chodziła, nie grzała, a za prąd przyszło 14 tysięcy. To oczywiście w skali roku, ale użytkowaliśmy jej głównie przez zimę.

Kotłownia pana Mariusza.

Czterdzieści telefonów

Marzec zaczął dzwonić do firmy, która instalację wykonała. – Ktoś przyjeżdżał, próbowali naprawić, ale bezskutecznie. Potem przestali odbierać. Czterdzieści razy dzwoniłem i nie odbierali. Dopiero z obcego numeru odebrali, bo myśleli, iż to kolejny klient.

Frustracja narastała. – Byłem już w takim stanie, iż tragedia. Miałem ochotę iść i rozwalić tę pompę pięciokilowym młotem. Żona krzyczała, iż mi się pompy zachciało. Nerwy były ogromne i miałem gdzieś, czy dostanę karę za dotację, czy nie, bo nie będę marzł – opowiada.

Pomoc przyszła z innej strony. Marzec dotarł do producenta pompy. Panasonic wysłał na miejsce najpierw swojego przedstawiciela, a później instalatora z listy sprawdzonych wykonawców.

– Przyjechał, obejrzał, powiedział, iż jest to i to do zamontowania i iż powinna to zrobić ta firma, która pompę montowała. Zadzwonił do nich i przyjechali bardzo szybciutko. Chyba się bardzo tego pana przestraszyli, bo wszystko zamontowali. Chodziło o dwie części, które mieli włożyć, a ich nie było. Później pan od producenta posterował przez telefon, poustawiał i pompa chodzi. Grzejniki grzeją u góry, podłogówka działa. Były mrozy dochodzące do minus 20 i nie było problemu.

Jak podkreśla, nie była to żadna przebudowa. – To były drobne rzeczy. Zeszło mu cały dzień, ale nie przy samej pompie, tylko dalej na instalacji. Dołożyli urządzenia.

  • Czytaj także: Brytyjski rząd rozda miliardy na pompy ciepła i PV. „Sama marchewka, żadnego kija”

Co było nie tak

O to, co konkretnie się zepsuło, a raczej czego od początku brakowało – pytamy Stanisława Glodnego z firmy Panasonic, który koordynował naprawę.

– Nakładało się tam kilka rzeczy na siebie. Pierwsza i podstawowa: instalacja nie była dokończona. Krótko mówiąc, brakowało automatyki, sterowania. A dom pana Mariusza bez dobrego sterowania sam sobie nie poradzi – tłumaczy.

Sedno tkwi w tym, iż dom ma układ mieszany: podłogówka na dole, grzejniki na górze. – Jak jest instalacja z samą podłogówką albo samymi grzejnikami, to główną nastawą jest adekwatna krzywa grzewcza. Tu był układ mieszany, a instalator zostawił użytkownika ze stwierdzeniem, iż „no, powinno być dobrze”. Bez dobrego sterowania nie możemy zmusić ciepłej wody, żeby ogrzała grzejniki, bo system ciągle widzi zapotrzebowanie na podłogówce. jeżeli nie ma sterowania, nigdy nie osiągniemy parametrów. Urządzenie się męczy, a właściciel ma zimno.

Firma wymogła najpierw na pierwotnym wykonawcy uzupełnienie brakujących elementów – czujników i sterowania do zaworu mieszającego wodę w ogrzewaniu podłogowym. – Naprawił swój błąd, ale nie był sobie w stanie z tym do końca poradzić. Dlatego poprosiliśmy lokalnego wykonawcę z tego regionu, żeby pomógł panu Mariuszowi. On usiadł nad tym urządzeniem, poświęcił mu chwilę czasu, przeanalizował, co tam się dzieje, i ustawił je tak, iż nie przegrzewaliśmy podłogówki, nie marnowaliśmy energii, a układ się bilansował.

Pytamy go, co zostało zmienione, bo sprawa wysokich rachunków przy pompach ciepła interesuje wiele osób w całym kraju i być może ktoś się zainspiruje. – Wszystko, co tam zostało zrobione, to dołożenie siłownika za kilkaset złotych, którego zabrakło na początku, a potem trochę pracy i doświadczenia po stronie instalatora. Nie ma tam większej filozofii.

Pompa pana Mariusza.

Pompa dobrana „na styk”

Glodny przyznaje, iż przypadek nie był łatwy.

– Dom pana Mariusza jest dosyć wymagający. Pompa była dobrana absolutnie na styk, wręcz poniżej zaleceń. Z perspektywy doboru pomp ciepła: idealnie. Ale z perspektywy problemów ze sterowaniem powinniśmy zastosować delikatnie większą pompę z zapasem, żeby dać więcej mocy i zniwelować chwilowe większe zapotrzebowanie na poziomie podłogówki. W teorii urządzenie było dobrane dobrze, ale w tym konkretnym, mieszanym i trudnym układzie hydraulicznym wymagało zachodu po stronie instalatora.

– Byliśmy już na etapie, iż może ta pompa jest za mała. Finalnie wysterowanie było wystarczającym ruchem. Jak dobieramy pompę ciepła bez żadnego marginesu bezpieczeństwa, trzeba ją ustawić w punkt, szczególnie w układzie mieszanym. Moje doświadczenie mówi, iż większość instalatorów nie poradziłaby sobie samodzielnie z tym konkretnym przypadkiem. Ale na koniec mamy dobrze ustawiony układ i pokazujemy, iż pompa dobrana na żyletki potrafi się odwdzięczyć dobrą ekonomią.

Ponad połowa instalacji wymaga korekty

To, co spotkało Mariusza Marca, nie jest według Głodnego rzadkością.

– Bardzo często, gdy ktoś zgłasza się do nas z problemem, pierwsza rzecz, którą robimy, to przejrzenie konfiguracji. Szukamy błędu po tej stronie, bo to najtańsze, najprostsze i dające najlepszy efekt. Sprawdzamy, czy pompa jest skonfigurowana i czy robi to, co do niej należy. Najpierw trzeba ustalić, czy pompa w ogóle jest problemem. Tu pompa była w porządku, ale odpowiedź instalacji była niepoprawna.

Skala? – Ponad połowa instalacji wymaga na pewnym etapie korekty tego, co zostało skonfigurowane na początku. To jest podstawowa rzecz, na którą trzeba się umówić z użytkownikiem. Montujemy pompy w lecie, nie ma sezonu grzewczego. Rozpoczyna się grzanie i trzeba to wyregulować. jeżeli mamy dostęp zdalny, instalator może zrobić korektę bez obecności na miejscu. choćby przy większym problemie co najmniej połowa przypadków wymaga tylko przekonfigurowania.

– W przeszłości zdarzali się instalatorzy, którzy bez przeszkolenia montowali urządzenia, zostawiając je na domyślnych nastawach, albo trzymali się zasad jak dla kotłów, w których temperatura nie była kosztem, a regulację załatwiały głowice termostatyczne przy grzejnikach – tłumaczy Glodny.

Dodaje, iż w efekcie koszty były o 15-20 proc. wyższe niż powinny być. – To wynikało z niewiedzy. Wyedukowaliśmy instalatorów i takie błędy w większości zostały wyeliminowane.

Teraz problem jest inny. – W czasie gdy inwestor kupował pompę ciepła mierzyliśmy się ze sporą grupą instalatorów post-fotowoltaicznych. Pan Mariusz nie trafił na najlepszego.

„Panowie wciskają pompę, bo chcą zarobić”

Pan Mariusz ma na ten temat własną, ostrzejszą diagnozę.

– Problem polega na tym, iż firmy, które robią to bezgotówkowo, czyli typowo pompy ciepła, fotowoltaikę, najmują podwykonawców. Pracowników, którzy coś kiedyś gdzieś zrobili, ale nie są bardzo przygotowani i nie bardzo się na tym znają. Montują te pompy na zasadzie nie wiem czego, instrukcji obsługi czy czego, i to nie działa tak, jak powinno – mówi Marzec.

– Nie tylko ta firma, która mnie obsługiwała. Na naszym terenie jest pełno takich firm. Złe zamontowanie, nieodpowiednio dobrane pompy do domów. Są domy, które w ogóle się nie nadają, a oni montują na siłę, bo trzeba pieniążki brać – dodaje właściciel.

Jak znaleźć fachowca

Pytamy Stanisława Glodnego jak zwykły człowiek ma odróżnić dobrego instalatora od nierzetelnego, który zostawi nas z problemem.

– Nie da się na to pytanie dobrze odpowiedzieć – przyznaje. – Jako producent dysponuję jednym narzędziem: w skrajnym wypadku mogę odebrać akredytację. Ale to nie zmienia tego, iż on może urządzenia dalej montować. Mogę mu tylko nie udzielić gwarancji.

Jego firma ma trzy poziomy akredytacji.

– Pierwszy to instalator po szkoleniu, o którym nic więcej nie wiemy. Oczekujemy, iż będzie się kontaktować, pytać i będziemy współpracować. Jest to grupa być może świetnych fachowców, których jeszcze nie sprawdziliśmy. Tam też mogą zdarzyć się czarne owce. jeżeli odbierzemy trzy jego instalacje i są poprawnie wykonane, trafia na listę instalatorów o potwierdzonej jakości usług i na naszą mapę. Ci z gwiazdką to najbardziej sprawdzeni, z którymi współpracujemy od wielu lat. Takim człowiekiem jest instalator, który naprawiał pompę u pana Mariusza.

Państwo powinno reagować. Czarna lista zamiast białej

Pytamy o rolę państwa wobec mnożących się sytuacji, podobnych do tej, która spotkała pana Mariusza. Jednym z pomysłów, który przewijał się w dyskusji jest ogólnopolska lista rekomendowanych wykonawców.

– Ja bym wolał czarną listę. Uważam, iż bazując na białej liście, próg wejścia w branżę będzie nieosiągalny. o ile mamy rozwijać pompy ciepła, nie możemy zabetonować branży w tej grupie, która jest od lat. Trzeba wyrzucać tych, którzy od środka próbują ją rozsadzić. Wychodzę z założenia, iż choćby z kiepskiego instalatora zrobimy co najmniej poprawnego. Kiepskim zostanie ten, którego plan na biznes to sto procent cena, sto procent zysk, a klient na samym końcu.

Co mogłoby zrobić państwo? – Wymusić adekwatne przeszkolenie wszystkich osób, które się tym zajmują. Dziś można zamontować pompę, nie mając żadnych papierów oprócz uprawnień elektrycznych. Próg wejścia jest niski. Systemowy wymóg szkoleń, który nie jest zaporowy cenowo, ale byłby wymagany – to da się zrobić. No i jestem fanem czarnej listy, jakichś punktów karnych. Ale wątpię, żeby ktokolwiek coś takiego zrobił.

Sam prowadzi szkolenia i wie, kto rokuje. – Ktoś, kto ma jakieś doświadczenie: elektryk, automatyk. Automatycy są w ogóle genialni, bo rozumieją procesy, które tam zachodzą, nieważne, iż wcześniej na nich nie pracowali. Poprawna instalacja hydrauliczna to kwestia chęci i dobrej woli. Brakuje za to osób, które rozumieją, jak to działa.

„Firma powinna brać pełną odpowiedzialność”

Mariusz Marzec ma dziś ciepły dom i pompę, która radzi sobie z mrozem. Ale nie zapomniał, przez co przeszedł.

– Nie wszyscy znajdą takiego specjalistę i to jest najgorsze. Firmy, które to montują, powinny brać za to odpowiedzialność.

Pytamy go, czy widzi w całej sytuacji przestrzeń do interwencji przez państwowe jednostki. – Powinno być tak, iż zgłaszamy taką fuszerkę do Narodowego Funduszu i oni nakazują naprawę pod rygorem kary. Inaczej nie wiem, jak uratować tych ludzi. Tyle bym zrobił, jakbym był tam w tym funduszu.

Jego pompa dziś działa. Ale, jak sam mówi, uratował go przypadek: to, iż dodzwonił się do producenta, a producent miał na liście kogoś, kto usiadł nad instalacją i poświęcił jej cały dzień.

  • Czytaj także: „To się opłaca po ludzku i po bosku”. Kościoły też idą w OZE

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Lazy_Bear

Idź do oryginalnego materiału