Nie każde trudne dzieciństwo jest głośne i widoczne. Czasem nie ma w nim wielkich awantur, dramatów czy oczywistych zaniedbań. Bywa znacznie subtelniej. Dziecko wcześnie uczy się, iż z emocjami trzeba radzić sobie samemu, iż pomoc nie zawsze nadchodzi, a własne potrzeby można odłożyć na później.
Tacy ludzie często wyrastają na odpowiedzialnych, zaradnych i „silnych” dorosłych. Problem polega na tym, iż ta siła bywa zbudowana na mechanizmach przetrwania, które w dorosłym życiu zaczynają kosztować więcej, niż powinny.
1. Nadmierna samodzielność
Dorośli, którzy w dzieciństwie musieli liczyć głównie na siebie, często mają ogromną trudność z delegowaniem obowiązków, przyjmowaniem wsparcia czy zwyczajnym powiedzeniem: „nie dam rady”.
Nawet jeżeli są zmęczeni, wolą zrobić wszystko sami. Nie dlatego, iż nie ufają każdemu człowiekowi. Często chodzi o głęboko zapisane przekonanie, iż ostatecznie i tak trzeba będzie poradzić sobie samodzielnie.
2. Trudność w proszeniu o pomoc
Dla niektórych proszenie o wsparcie jest naturalne. Dla osób wychowanych w emocjonalnej samotności może być źródłem silnego dyskomfortu.
Pojawia się myśl: „nie chcę nikomu przeszkadzać”, „poradzę sobie”, „inni mają ważniejsze problemy”. W efekcie takie osoby nierzadko przeciążają się do granic możliwości, zanim w ogóle dopuszczą myśl o sięgnięciu po pomoc.
3. Branie odpowiedzialności za emocje innych
To częsty wzorzec. Osoby, które wcześnie musiały dostosowywać się do sytuacji domowej, uczą się uważnie obserwować nastroje otoczenia. W dorosłości stają się tymi, którzy łagodzą konflikty, dbają o atmosferę, przejmują się samopoczuciem wszystkich wokół.
Problem pojawia się wtedy, gdy cudze emocje stają się ważniejsze niż własne granice.
4. Ostrożność w relacjach
Bliskość może być jednocześnie pragnieniem i źródłem napięcia. Z zewnątrz takie osoby bywają otwarte, pomocne i obecne dla innych, ale kiedy przychodzi moment prawdziwego odsłonięcia siebie, często pojawia się dystans.
Pokazanie słabości może wydawać się ryzykowne. Przyzwyczajenie do samodzielnego radzenia sobie sprawia, iż zależność od drugiego człowieka nie daje poczucia bezpieczeństwa, ale niepewności.
5. Wewnętrzny przymus „dawania rady”
Nawet w trudnych momentach wiele takich osób funkcjonuje według zasady: „muszę być silny”, „muszę wytrzymać”, „nie mogę się rozsypać”.
Odpoczynek wywołuje poczucie winy, słabość budzi frustrację, a własne potrzeby schodzą na dalszy plan. To trochę tak, jakby życie nauczyło ich, iż miękkość i bezradność są luksusem, na który nie można sobie pozwolić.
Dzieci, które musiały radzić sobie same, często stają się niezwykle kompetentnymi dorosłymi. Ale pod tą zaradnością niekiedy kryje się coś więcej — zmęczenie ciągłym byciem „tym silnym”. I być może jedną z ważniejszych lekcji dorosłości jest odkrycie, iż proszenie o pomoc nie odbiera człowiekowi siły. Czasem jest właśnie jej przejawem.

2 godzin temu











