Wojna ukraińsko-rosyjska będzie trwała i nie należy się spodziewać jakiegokolwiek pokoju, dopóki żyje „car” Putin. Tylko jego odsunięcie od władzy, niezależnie od sposobu, czy to będzie wyjazd do Pekinu na stałe, łyk herbaty z radem, wypadnięcie przez okno lub celny strzał ukraińskiego
drona albo „zawał” w przepastnej sypialni swojego pałacu pod czujnym okiem lekarzy z Placu Łubiańskiego, może zakończyć ten konflikt. I niestety, najgorsze w tym wszystkim jest to, iż Putin doskonale o tym wie, dlatego jego działania niedługo mogą być bardziej niż przerażające. Pod koniec 2025 roku konflikt rosyjsko-ukraiński znalazł się w punkcie, w którym tradycyjna dyplomacja już nie ma nic do dodania. Na stole leżą propozycje pokojowe, w tym głośny, 20-punktowy plan negocjowany pod egidą Waszyngtonu, ale kluczowa przeszkoda dla trwałego pokoju nie leży w przebiegu linii frontu, ale w strukturze władzy na Kremlu. Analiza przebiegu rozmów dyplomatycznych pozwala postawić tezę, iż Władimir Putin stał się zakładnikiem własnej wojny, a jedyną drogą do rzeczywistego przełamania impasu i przywrócenia Rosji do światowego obiegu gospodarczego jest zmiana lub usunięcie obecnego lidera przez wewnętrzną, „ukrytą” opozycję elit. Zakładnik „wiecznej wojny” Dla obecnego prezydenta Rosji pokój na warunkach innych niż całkowita kapitulacja Kijowa jest równoznaczny z politycznym, a być może i fizycznym