PiS i KO, wcześniej PO, różni prawie wszystko i chociaż Konfederacja, z ciągle znacząco mniejszym poparciem, ukuła propagandowe hasło „PiS PO, jedno zło”, to związek z rzeczywistością jest tu niewielki. Nie oznacza to jednak, iż nie ma pomiędzy odwiecznymi wrogami punktów wspólnych, a dwa najbardziej popularne to bezwzględne poparcie dla lidera i pożeranie tak zwanych „przystawek”. Obie partie są już po wewnętrznych wyborach i w tej dyscyplinie zdecydowanie wygrał Donald Tusk, który uzyskał 97 proc. poparcia, co sprawia, iż 87 proc. Jarosława Kaczyńskiego wygląda dość blado.
Konkurs na pożeranie przystawek jest trudniejszy do rozstrzygnięcia, bo PiS w zasadzie ma ten proces za sobą i jak dotąd skonsumowało: „Samoobronę”, Ligę Polskich Rodzin i Suwerenną Polskę. Teoretycznie można by jeszcze dorzucić Porozumienie Jarosława Gowina, ale tutaj doszło do wspólnej konsumpcji z Koalicją Obywatelską, to wypada potraktować tę przystawkę jako nieistotną dla stołów konsumentów. KO ma znacznie większy apatyt i konsumpcja cała czas trwa. Jak dotąd formacja Donalda Tuska na pewno pożarła: Nowoczesną, dawną partię Ryszarda Petru i Inicjatywę Polską, której liderką była Barbara Nowacka. Z przyczyn czysto formalnych jeszcze nie można uznać, iż skonsumowana została Polska 2050, ale gołym okiem widać, iż z Polski 2050 zostały jedynie ochłapy i żywy organizm z nich się nie odrodzi.
Polskie Stronnictwo Ludowe to odrębny temat, choćby dlatego, iż „ludowcy” przeżywają kryzys od dłuższego czasu i tylko dzięki egzotycznym koalicjom wczołgiwali się do Sejmu. Pewne natomiast jest to, iż kryzys PSL ma ścisły związek z udziałem tej partii w koalicjach rządzących w latach 2007-2015 i 2023-2026. Tak się składa, iż w obu przypadkach na czele rządu stał Donald Tusk, a w ostatnich wyborach ten sam Donald Tusk przez większość kampanii robił wszystko, żeby zatopić „Trzecią Drogę”, czyli porozumienie PSL z Polską 2050. Nagły zwrot akcji nastąpił tylko dlatego, iż Tusk dostał reprymendę od analityków i zaprzyjaźnionych „sondażowi”, wskazujących na przegraną całego „obozu demokratycznego”. Co się odwlekło, to nie uciekło i w tej chwili „Trzecia Droga” zamieniła się w bezdroża, przy czym PSL ciągle jeszcze walczy o przetrwanie, ale na razie z marnym skutkiem.
Ostatni koalicjant to Lewica i w tym przypadku przystawka, co najwyżej została nadgryziona, jednak to się bardzo gwałtownie może zmienić. Ostry konflikt Włodzimierza Czarzastego z prezydentem Karolem Nawrockim, odrobinę podciągnął wyniki sondażowe Lewicy, ale to nie jest stabilna baza. Dziś w Sejmie ma się odbyć kuriozalne zaprzysiężenie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, na którym pojawi się tylko jeden znaczący polityk koalicji rządzącej i jest nim właśnie Włodzimierz Czarzasty. Czy to przypadek? Nic na to nie wskazuje, wręcz przeciwnie. Wcześniej Donald Tusk odgrażał się, iż zostanie zwołane Zgromadzenie Narodowe i w czasie wspólnego posiedzenia połączonych Izb dojdzie do uroczystego odebrania ślubowania. Na Zgromadzenie Narodowe miał być zaproszony Prezydent RP i w taki sposób miał być wypełniony ustawowy obowiązek nałożony na sędziów: “składa wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ślubowanie”.
Kompletnie nic z tych ambitnych planów, żeby nie powiedzieć buńczucznych, nie wyszło. Dlaczego? Odpowiedzi na to pytanie warto poszukać w historycznych analogiach i wtedy stanie się jasne, iż powód ciągle jest ten sam. Po wyborach prezydenckich Donald Tusk chciał przerzucić całą odpowiedzialność za „zamach stanu” na Szymona Hołownię, ale to musi nie udało i teraz Hołownia płaci gigantyczną cenę, w której znajdą się prawdopodobnie prokuratorskie zarzuty. Po zawetowaniu SAFE Donald Tusk znów uciekł od odpowiedzialności i umowę z KE mają podpisać Władysław Kosiniak Kamysz oraz Andrzej Domański. Teraz groteskowe ślubowanie weźmie na siebie Włodzimierz Czarzasty i czym to się dla niego skończy, to dopiero zobaczymy, ale pewne jest, iż Donald Tusk chętnie połknie i tę przystawkę.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

1 tydzień temu









