Kampania prezydencka w Krakowie trwa. Kandydaci dwoją się i troją, by zyskać uwagę wyborców. W ostatnich dniach mogli sobie robić i mówić, co chcieli, bo wizyty premiera ze wsparciem dla „jego kandydatki” i tak przebić nie mogli. Nie mogli, bo wizyta ogólnopolskiego polityka (a chyba nie trzeba nikogo przekonywać, iż premier takim jest) zawsze koncentruje uwagę krajowych mediów. Ale co z tego wynikło?
Jako się rzekło, przyjechał premier, który w otoczeniu grupy wsparcia Moniki Piątkowskiej sam dołączył do wspierających. Powiedział też premier parę ciekawych rzeczy. Zwłaszcza na temat metra i opłaty turystycznej. Komunikaty Prezesa Rady Ministrów w obu sprawach niosą i plusy, i minusy.
Niewątpliwym plusem, jeżeli idzie o metro, jest to, iż Donald Tusk podniósł temat jego budowy w Krakowie do rangi ogólnopolskiej. Należy powątpiewać, iż to z sympatii dla grodu Kraka. To raczej pretekst dla ogłoszenia projektu „Metro Polska”, czyli programu dofinansowania budowy metra w polskich miastach. Rząd ma się dorzucić wszystkim chętnym, a w puli jest 10 mld euro. To minus, bo za niecałe 45 mld zł nie da się wybudować sensownej linii metra w kilku chętnych miastach. To miłe, iż premier najwyżej ocenia przygotowania Krakowa do „metrowej” inwestycji, ale trudno oprzeć się wrażeniu, iż jednocześnie studzi entuzjazm. Opisuje bowiem trudności, jakie niesie za sobą budowa metra, a następnie pyta kandydatkę, czy Kraków, jako zakorkowane miasto, jest na te trudności gotowy? Całokształt tej sceny daje jednak przede wszystkim do myślenia z powodów finansowych. Etykietka „Metro Polska”, choć robocza, jest ładna i kolorowa, ale nie ma pod nią wielkiego worka pieniędzy na każdą inwestycję. Oznacza to, iż w głównej mierze ciężar budowy ma ponieść samorząd. Warto o tym pamiętać, realnie planując budowę metra w Krakowie. W tym miejscu należy oczywiście pozdrowić serdecznie wszystkich tych, którzy zapowiadali wbicie pierwszej łopaty pod krakowską inwestycję w 2028 r. Tak, byli tacy.
Druga sprawa to opłata turystyczna, której brak w Polsce jest skrajnym przykładem frajerstwa ze strony racjonalnego podobno Ustawodawcy i samorządów. Mamy lato, a więc wielu z nas jedzie w cieplejsze miejsca Europy i płaci tam całkiem pokaźny podatek turystyczny, który wzmacnia ekonomicznie lokalny samorząd i przedsiębiorców w odwiedzanych przez nas miejscach. U nas długo choćby nie dyskutowano o opłacie, a w tej chwili popularny jest genialny w swojej prostocie głos wielbiciela obrońców Monte Cassino, Prezydenta RP, który już w zeszłorocznej kampanii rzucił chwytliwy slogan, iż żadnych podatków więcej. W domyśle – możecie sobie uchwalać, i tak będzie weto. Tymczasem taka opłata byłaby szansą dla wszystkich rejonów Polski, oczywiście tych najbardziej turystycznych przede wszystkim, ale dziś świetne hotele są i w małych miejscowościach. Stąd temat opłaty turystycznej wraca. W pierwszych założeniach 80% takiej opłaty miałby dostać samorząd, w którym pobrano opłatę, a 20% Polska Organizacja Turystyczna, promująca i wspierająca polską turystykę w kraju i poza jego granicami. Zgodnie z propozycją, którą złożył w Krakowie premier Tusk, 100% ewentualnej opłaty trafiłoby do samorządu, czyli w naszym wypadku do Krakowa. Niby plus, nie należy jednak zapominać, iż każda miejscowość jest w jakimś województwie i są rozmaite regionalne i lokalne organizacje turystyczne. 100% dla samorządu wesprze gigantów (chwała Bogu, iż Kraków jest w ich liczbie), ale średniaki i maluchy nie zmienią specjalnie swego położenia, do czego pewnie doszłoby, gdyby część środków z opłaty była redystrybuowana przez organizacje turystyczne dla wsparcia mniej popularnych turystycznie obszarów. Kraków nie zbiedniałby przy tym, byłyby środki, by turysta dowiedział się o istnieniu Krzeszowic czy Dobczyc, odwiedził te miasta, a do Krakowa niechybnie zawinąłby i tak. I zostawiłby tutaj pieniądze. Pomysł jest jednak inny, ale czego się nie mówi w kampanii.
No właśnie, kampania. Donald Tusk przyjechał wesprzeć kampanię Moniki Piątkowskiej. Powiedział rzeczy ciekawe, a tymczasem może pojawić się kilka PR-owych efektów ubocznych. Pierwszy był oczywisty i jest mało istotny – ci, którzy uważają, iż „wina Tuska”, już na amen zblatowali sobie premiera z nazwiskiem kandydatki i w życiu na nią nie zagłosują. Drugim efektem jest ten, który Donald Tusk generuje zawsze, a inni by chcieli, choć nie umieją. To koncentrowanie na sobie pełnej uwagi. Tusk znów to zrobił i jest to niewątpliwy fenomen. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, iż w tym wszystkim zgubiła się gdzieś kandydatka, a to chyba o jej promocję w głównej mierze chodziło.
Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

1 godzina temu







![III liga: KTS Weszło Warszawa liderem, Troszyn opuścił ostatnie miejsce [TABELA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/sport/2026/img_7469_normal.jpg)


![Rzekunianka Rzekuń liderem, drużyny z regionu w czołówce okręgówki [TABELA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/sport/2026/img_7832_normal.jpg)


