Poprzedni minister sprawiedliwości Adam Bodnar do końca wierzył, iż uniknie dymisji, chociaż gołym okiem było widać, jak najbardziej fanatyczna grupa wyborców KO, pod szyldem „Silni Razem”, dokładnie takiej zmiany oczekuje. Bodnar stawał na głowie, żeby odwrócić swoją beznadzieją sytuację i w akcie desperacji chciał postawić zarzuty ówczesnej Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Manowskiej. Cała ta operacja nie miała podstaw merytorycznych, ale przede wszystkich nie było najmniejszych szans na pokonanie bariery formalnej, czyli uchylenie immunitetu.
Adam Bodnar doskonale zdawał sobie sprawę, iż jego poczynania to typowy teatr polityczny, ale mimo wszystko naraził się na śmieszność w obronie swojego stanowiska, jak wiadomo bez powodzenia. Następcą Bodnara został Waldemar Żurek, który od pierwszej chwili został ogłoszony nowym „szeryfem”. Oczekiwania i nadzieje związane z tą nominacją zmierzały wyłącznie w jednym kierunku – w końcu rozliczyć PiS! Początkowo Waldemar Żurek zaliczył jakieś tam sukcesy, ale głównie były to kolejne zarzuty dla polityków PiS, które zresztą nowy minister wyją z szuflady poprzedniego ministra. Gdy zarzuty usłyszał Zbigniew Ziobro, w dodatku poparte wnioskiem o areszt, euforii nie było końca, choćby Donald Tusk wrzucił „zabawny” filmik na portalu X pt.: „Dobry ten żurek” i jeszcze obiecał deser.
Filmików z żurkiem było jeszcze sporo, jeden z nich nagrał też sam Waldemar Żurek, ale dziś te „dzieła” bardzo źle się postarzały. Zbigniew Ziobro bezlitośnie ograł „szeryfa” najpierw obronił się azylem na Węgrzech, co jeszcze jakoś dało się tłumaczyć „reżimem Orbana”, jednak po uzyskaniu wizy USA nad Waldemarem Żurkiem zebrały się brunatne chmury burzowe. Media cały seriami publikowały „wypowiedzi anonimowych rozmówców” i wszyscy twierdzili, iż „Donald się wściekł”. O dymisji Żurka zaczęto mówić głośno, dokładnie tak samo, jak w przypadku Adama Bodnara i dokładnie tak samo wygląda linia obrony obu ministrów. Różnica polegała tylko na personaliach, pani Małgorzata Manowska nie jest już prezesem Sądu Najwyższego, to nie ma większego sensu, aby się ratować jej kosztem.
Minister Żurek wpadł na innym „genialny” pomysł, skoro nie potrafił aresztować Zbigniewa Ziobry i pomimo obietnic w bagażniku też go z Węgier nie przywiózł, to w zastępstwie będzie ścigał Patryka Jakiego. Do zainicjowania takiej operacji potrzebne są zarzuty, ale to żaden problem, przecież zawsze można sięgnąć po najbardziej popularny „paragraf 22”, a dokładniej i bez metafor po art. 231 k.k. W paragrafie pierwszym tego przepisu znajduje się ulubiona podstawa prawna Adama Bodnara i Waldemara Żurka:
Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze więzienia do lat 3.
Wszystko, ale to dosłownie wszystko „szeryfowie” są w stanie zmieścić w tym paragrafie i w ogóle się nie przejmują śmiesznością zarzutów. Kazus Patryka Jakiego otworzył nowe możliwości nie tylko dla karnistów, ale przede wszystkim dla kabareciarzy. Patryk Jaki ma być oskarżony o to, iż awansował funkcjonariusza na stanowisko Zastępcy Dyrektora Biura Informatyki i Łączności Centralnego Zarządu Służy Więziennej. w uproszczeniu chodzi o to, iż ów funkcjonariusz w ocenie prokuratury nie miał odpowiednich kompetencji i doświadczenia. Do zarzutów prokuratura dorzuciła wniosek o uchylenie immunitetu przez Parlament Europejski wraz z wnioskiem o przymusowe doprowadzenie. W przyszłości Donald Tusk, w warunkach recydywy, może dostać ładnych parę lat, „bez zawiasów”, za powołanie sowich niekompetentnych ministrów: Barbary Nowackiej, Pauliny Hennig-Kloski, czy Urszuli Zielińskiej, a jak się potwierdzą plotki i powoła na wicepremiera Ryszarda Petru, to dostanie dożywcie.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

2 dni temu













