
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i jego ideologiczni sojusznicy w Europie są przekonani, iż przyszłość jest po ich stronie — iż mogą surfować po historycznej fali, niosąc wszystko, co było wcześniej i zmieniając krajobraz.
Łatwo zrozumieć, dlaczego uważają, iż tak będzie: w Stanach Zjednoczonych Trump odniósł zdecydowane zwycięstwo wyborcze, wygrywając w głosowaniu powszechnym i odsuwając Demokratów na bok we wszystkich stanach wahających się. Teraz ruch MAGA szaleje. Trump i jego najlepszy kumpel Elon Musk demolują agencje rządowe, a Kongres jak dotąd im na to pozwolił. Sądy na razie się wstrzymują, ale jak długo jeszcze?
W międzyczasie, po tej stronie Atlantyku, prawicowi populiści i narodowi konserwatyści poczynili poważne postępy w wyborach europejskich zeszłego lata. Trzeba przyznać, iż nie był to ogromny wzrost, jaki przewidywali populiści. Wyborcy przez cały czas w dużej mierze popierali centrystów, a przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen mogła ogłosić, iż „centrum się trzyma” — choć nie gwarantuje to, iż tak będzie następnym razem.
Prawicowe partie nacjonalistyczne osiągnęły również dobre wyniki na szczeblu krajowym. Siedem państw członkowskich UE — Chorwacja, Czechy, Finlandia, Węgry, Włochy, Holandia i Słowacja — ma w tej chwili populistyczne rządy lub partnerów koalicyjnych. A w lutowych wyborach w Niemczech skrajnie prawicowa partia Alternatywa dla Niemiec podwoiła swoje poparcie wyborców do 20,8 proc., co czyni ją drugą co do wielkości siłą w Bundestagu.
Trump kontra Kanada
Trump miał oczywiście nadać tej populistycznej fali dodatkową siłę, zapoczątkowując nowy nacjonalistyczny projekt transatlantycki w stylu MAGA — a przynajmniej tak sądzili jego międzynarodowi współpracownicy. Ale zbliżające się wybory parlamentarne w Kanadzie powinny być przeszkodą dla tego triumfalizmu.
Jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie dawał Liberalnej Partii Kanady szans na zwycięstwo. Po dekadzie sprawowania władzy rząd liberalny wyglądał na zużyty, a w obliczu kryzysu związanego z kosztami utrzymania i przystępnymi cenami mieszkań poparcie społeczne spadało z urwiska.
W międzyczasie lider konserwatystów Pierre Poilievre wydawał się bohaterem pierwszych stron gazet. Jego plan zniesienia kontrowersyjnego podatku węglowego robił postępy, wraz z obietnicą powrotu Kanady do „zdroworozsądkowej polityki”. Jego partia wyglądała na przygotowaną do wygodnego zwycięstwa.
Jednak po „51. stanie” Trumpa i sankcjach handlowych wszystko to stanęło pod znakiem zapytania.
Z premierem Markiem Carneyem na czele, przewaga Poilievre’a w sondażach zniknęła w mgnieniu oka. Częściowo jest to spowodowane wzrostem poparcia dla liberałów po rezygnacji byłego premiera Justina Trudeau — ale Trump nie wyświadcza liderowi konserwatystów żadnej przysługi. Poilievre stara się teraz przekształcić siebie w „twardziela”, który może stawić czoła „mądremu facetowi” na południe od granicy.
W Europie jest podobnie
Okazuje się, iż Trump nie jest takim błogosławieństwem, na jakie liczyli jego sojusznicy. Zastraszanie Danii w sprawie Grenlandii, publikowanie podburzających postów ingerujących w wewnętrzną politykę europejską i ciągłe gospodarcze przepychanki nie idą dobrze — podobnie jak jego przechylenie w stronę Moskwy.
Przepełnione nienawiścią wykłady wiceprezydenta USA J.D. Vance’a na temat demokracji i niedawne stwierdzenie, iż prawdziwe zagrożenie dla Europy pochodzi „nie z Rosji, nie z Chin, nie z żadnego innego zewnętrznego aktora”, ale z wewnątrz, także nie spotykają się z aprobatą. choćby Brytyjczyk Nigel Farage — od dawna sojusznik Trumpa — musiał gwałtownie zdystansować się od Vance’a po tym, jak ten zdawał się odrzucać Wielką Brytanię jako „jakiś przypadkowy kraj, który nie toczył wojny od 30 lub 40 lat”.
Co więcej, pogarda dla Europy okazywana przez Vance’a i innych wysokich rangą urzędników amerykańskich podczas kontrowersyjnego czatu na Signalu raczej nie przysporzy administracji sympatii większości Europejczyków.
Konserwatywni krajowi przywódcy na kontynencie stoją zatem przed dylematem: krytykować Trumpa lub go nie wspierać, ryzykując gniewne wybuchy lub zapraszając do działań, które zaszkodzą twojemu państwu. Albo nie dystansować się i nie powitać problemu, z którym boryka się Poilievre.

Donald Trump, 28 marca 2025 r.
„Szokujące i groteskowe”
Dylemat ten pozostało ostrzejszy dla narodowych konserwatystów w Europie Zachodniej i niektórych krajach nordyckich, gdzie sondaże sugerują, iż wyborcy zdecydowanie nie popierają Trumpa i postrzegają go jako zagrożenie. Dodając do tego strategię Trumpa w Ukrainie i upokorzenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Gabinecie Owalnym, można zrozumieć, dlaczego populistyczni przywódcy w tych regionach geograficznych zaczynają się od siebie odcinać.
Na przykład liderka prawicowych Duńskich Demokratów Inger Støjberg opisała to, co wydarzyło się w Gabinecie Owalnym, jako „szokujące i groteskowe”. Jimmie Akesson ze Szwedzkich Demokratów zauważył, iż Trump nie okazał „wyraźnego poparcia dla Ukrainy walczącej w wojnie obronnej o istnienie swojego narodu”. Francuska Marine Le Pen nazwała wstrzymanie pomocy wojskowej dla Kijowa „nagannym i okrutnym”.
Jednak w niektórych krajach Europy Wschodniej, gdzie istnieje więcej sympatii dla Rosji, solidarność z Trumpem pozostaje oczywistością dla populistycznych przywódców. Weźmy na przykład polskiego Sławomira Mentzena, który twierdzi, iż Polacy powinni przestać pozwalać Kijowowi traktować ich jak „frajerów”. W dodatku polityk ma wysokie notowania przed majowymi wyborami prezydenckimi. Węgierski premier Viktor Orban, który od dawna jest zwolennikiem zarówno Trumpa, jak i prezydenta Rosji Władimira Putina, również nie ma się czego obawiać.
Włoski dylemat
Najostrzejszy dylemat wydaje się jednak dotyczyć włoskiej premier Giorgii Meloni. Dbając o zachowanie równowagi między Brukselą a Waszyngtonem, a jednocześnie uważając się za zaklinaczkę Trumpa, Meloni musi być ostrożna.
Według sondażu YouGov z początku tego miesiąca 63 proc. Włochów ma nieprzychylne zdanie o Trumpie — co prawda jest to niższy odsetek niż w Wielkiej Brytanii (80 proc.), ale przez cały czas nie jest to wskaźnik, który Meloni może zignorować. A w środę, przed ogłoszeniem przez Trumpa „dnia wyzwolenia”, włoska przywódczyni — która była stosunkowo wyciszona w swojej krytyce reklamowanych amerykańskich ceł — zmieniła ton, ostrzegając, iż amerykańskie cła zaszkodzą producentom sera, prosciutto i wina w jej kraju.
MAGA i sojusznicy Trumpa w Europie mają potencjalny problem. Choć mogą być rewolucjonistami pragnącymi odrzucić to, co znane i ukształtować nowy porządek, wielu wyborców zwróciło się do nich z przeciwnego powodu — chcą przywrócenia tego, co znane i przewidywalne. Tęsknią za powrotem do starych sposobów i przywróceniem narodowej spójności i tożsamości.
Dla nich ścieżka destrukcji jest niepokojąca — i grozi reakcją.