W odniesieniu do Donalda Trumpa stwierdzenie, iż jest politykiem kontrowersyjnym i wywołującym skrajne emocje, byłoby krzywdzącym banałem. Kontrowersyjny to jest Grzegorz Braun albo Adrian Zandberg na naszym podwórku, a w szerokim świecie Zełenski, czy Boris Johnson. Donald Trump wymyka się stereotypowym ocenom i jest po prostu Donaldem Trumpem, politykiem z innej bajki, który adekwatnie nie uznaje czegoś tak nudnego, jak dyplomacja. Zdarzało mu się parę razy zachować kurtuazyjnie, ale potem i tak wracał do swojego stylu uprawiania polityki, rozpoznawalnego na całym świecie.
Większość przywódców państw „starej demokracji”, choćby tych pewnych siebie, nigdy nie pozwoliłaby sobie na takie zachowania, które Donaldowi Trumpowi przychodzą naturalnie. Doskonale było to widać po interwencji oddziałów specjalnych USA w Wenezueli. Wydawało się, iż po tak brawurowej akcji, ewidentnie łamiącej prawo międzynarodowe, Donald Trump zastosuje znaną technikę bokserską: „przyłożyć, odpuścić”. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło, przeciwnie prezydent Stanów Zjednoczonych puścił całą serię ciosów i to w kilku kierunkach, nie przejmując się tym kogo okłada. Tak się złożyło, iż ciosy musiały odebrać kobiety zajmujące najwyższe stanowiska w swoich krajach: wiceprezydent Wenezueli Delcy Rodriguez, prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum Pardo i premier Danii Mette Frederiksen.
Wszystkie trzy panie usłyszały, iż reprezentowane przez nich państwa mają do wypełnienia konkretne zadania na rzecz Stanów Zjednoczonych. Jeszcze ostrzej został potraktowany prezydent Kolumbii Gustavo Petro, który usłyszał, iż „musi uważać na swój tyłek”. Wszystkie te wypowiedzi miały miejsce zaledwie w ciągu paru ostatnich dni, ale to jeszcze nie koniec, bo w tym samym czasie, gdy Emmanuel Macron zorganizował szczyt „koalicji chętnych”, również w jego kierunku popłynął brutalny komunikat:
Każdy kraj powiedział to samo: “nie, nie zrobimy tego”. Niektórzy byli stanowczy, niektórzy uprzejmi, a inni niegrzeczni. Wszyscy twierdzili, iż nie podwyższą cen. I w ciągu, powiedziałbym jakichś trzech minut, wszyscy mówili: “bylibyśmy zaszczyceni, gdybyśmy mogli czterokrotnie podnieść ceny leków. (…) Emmanuel powiedział do mnie: “Donald, mamy umowę. Podniosę ceny leków na receptę o 200 proc. czy jakoś tak. Z chęcią bym to zrobił, byłby to dla mnie wielki zaszczyt. Cokolwiek chcesz, Donaldzie, proszę, tylko nie mów o tym ludziom. Proszę nie, błagam cię” – powiedział Trump na wtorkowej konferencji Partii Republikańskiej.
Każda z tych ostrych i w części kpiących wypowiedzi służy wyłącznie jednemu – politycznemu i gospodarczemu interesowi USA. Obojętnie jaki polityk usiłuje naruszać interesy USA, jest traktowany z tą samą bezwzględnością. Wygląda to mało estetycznie i jeszcze mniej w tym poszanowania reguł „liberalnej demokracji”, ale ta strategia ma gigantyczną przewagą nad europejskim modelem uprawiania polityki. Donald Trump podejmuje odważne decyzje w wąskim gronie doradców, a nie po niekończących się „szczytach”, po których wydawane są kolejne „konkluzje”. Przy tak zasadniczych różnicach w procesach decyzyjnych i dodatkowej determinacji Donalda Trumpa, z zamkniętymi oczami da się wskazać, kto tę partię na światowej szachownicy wygra i z pewnością nie będzie to Unia Europejska. W obliczu twardych realiów politycznych Polska powinna zawierać sojusz z jednym pewnym wygranym, bo z przegranymi już się nagadaliśmy.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

1 dzień temu









