Dlaczego umowa nuklearna z Arabią Saudyjską jest doskonałą metaforą prezydentury Trumpa

3 godzin temu

Wielki amerykański burzyciel na Bliskim Wschodzie znów rzuca kością. Podpisane w środę nowe porozumienie w sprawie cywilnego programu nuklearnego z Arabią Saudyjską odzwierciedla filozofię rządzenia prezydenta Donalda Trumpa. Przede wszystkim jest to umowa, legendarna transakcja, która stanowi sedno polityki zagranicznej Trumpa — i całego jego życia.

Może to również stać się kwintesencją gotowości Trumpa do omijania międzynarodowych protokołów i konwencji, które stanowiły podstawę globalnego porządku pod przywództwem USA.

Wysyłając nową dawkę niestabilności do regionu będącego w impasie, Trump pokazuje, iż lubi podejmować znaczne ryzyko geopolityczne, choćby jeżeli poprzednia inwestycja w Iranie wydaje się wymykać spod kontroli. To kwintesencja Trumpa: niezależnie od tego, czy próbuje przebudować Bliski Wschód, czy przebudować Biały Dom, działa bez wcześniejszego przewidzenia, co się stanie, gdy kawałki wylądują na ziemi. I podobnie jak w przypadku wielu innych umów Trumpa — wydaje się, iż ogłoszone warunki nie są koniecznie ostateczne.

Prezydent dodał nowy warunek w czwartek rano, publikując w mediach społecznościowych, iż choć umowa „zostanie zatwierdzona”, to „jest całkowicie uzależniona od przystąpienia Arabii Saudyjskiej do niezwykle szanowanych i skutecznych Porozumień Abrahama”. Porozumienia te były sukcesem Trumpa za jego pierwszej kadencji, ustanawiając normalne stosunki dyplomatyczne między Izraelem a kilkoma państwami o muzułmańskiej większości. Za rządów Bidena mówiono o podobnym wymogu dla każdej umowy nuklearnej z udziałem Saudyjczyków.

Wpis Trumpa pojawił się po ostrej reakcji politycznej na ogłoszenie umowy w środę w Izraelu oraz ze strony niektórych jej zwolenników w Kongresie USA.

Wielomiliardowa, 30-letnia umowa potencjalnie pomoże królestwu w budowaniu zdolności wzbogacania uranu – choć prezydent również zapowiedział w czwartek, iż wzbogacanie nie będzie miało miejsca. Administracja twierdzi, iż jest to zwycięstwo na wielu frontach:

  • Jako transakcja spełniająca najwyższe standardy antyproliferacyjne.
  • Jako ogromne wsparcie dla amerykańskiego przemysłu jądrowego.
  • Oraz jako wzmocnienie więzi z ważnym sojusznikiem.

Waszyngton od co najmniej dekady przymierzał się do cywilnej umowy nuklearnej z Saudyjczykami, choć administracja Bidena prawdopodobnie będzie dążyć do zaostrzenia warunków. Gdyby Stany Zjednoczone nie zawarły porozumienia, konkurenci, tacy jak Chiny, z chęcią przejęliby interesy królestwa – tworząc w ten sposób własną geopolityczną bazę wypadową.

„Prezydent Trump uważa, iż ​​Bliski Wschód jest kwestią handlu, a nie konfliktów” – powiedział w środę sekretarz energii Chris Wright w wywiadzie dla Fox Business.

Krytycy, w tym wielu w Izraelu, obawiają się jednak, iż porozumienie mogłoby ostatecznie doprowadzić Saudyjczyków do punktu, w którym mogliby wzbogacać uran wyższej jakości do bomby atomowej – i tym samym zapoczątkować regionalny wyścig zbrojeń. Rijad twierdzi, iż nie będzie dążył do uzyskania broni jądrowej, jeżeli Iran tego nie zrobi. Jednak każdy krok w tym kierunku może zmusić państwa takie jak Egipt czy Turcja do pójścia w jego ślady.

Umowa między USA a Arabią Saudyjską została wynegocjowana na podstawie amerykańskiego prawa, które zezwala na transfer amerykańskiej technologii jądrowej, jednocześnie zapobiegając rozprzestrzenianiu broni jądrowej. Departament Energii poinformował w środę, iż umowa zawiera dwustronną umowę o zabezpieczeniach. Wydaje się to potwierdzać doniesienia, iż ​​Arabia Saudyjska może nie być zobowiązana do podpisania Protokołu Dodatkowego Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, który wymagałby bardziej inwazyjnego monitorowania i inspekcji. Mogłoby to stworzyć precedens dla innych mocarstw, które mogłyby ominąć międzynarodowe ograniczenia, dążąc do własnych umów nuklearnych – być może z przeciwnikami USA – i nadużyć zabezpieczeń jądrowych.

„Samo porozumienie było lekkomyślne i nieodpowiedzialne, ale jego szersze konsekwencje będą odczuwalne przez wiele lat” – powiedziała Kelsey Davenport, dyrektor ds. polityki nierozprzestrzeniania broni nuklearnej w Arms Control Association.

John Erath, starszy dyrektor ds. polityki w Centrum Kontroli Zbrojeń i Nierozprzestrzeniania, stwierdził, iż brak standardowych protokołów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) – które zostały uwzględnione w niedawnej cywilnej umowie nuklearnej USA ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi – stanowiłby „potencjalnie bardzo duży problem”. W rozmowie z Jimem Sciutto z CNN powiedział, iż takie standardy są potrzebne, aby zapewnić, iż „Arabia Saudyjska nie angażuje się w działania związane ze wzbogacaniem uranu, które mogłyby doprowadzić do powstania broni jądrowej”.

Umowa z Arabią Saudyjską wprowadza nową niepewność do regionu w obliczu szalejącej wojny z Iranem

Moment zawarcia umowy jest również nieodpowiedni: zbiega się z ostatnią eskalacją wojny z Iranem przez Trumpa, która, jak twierdzi, ma na celu uniemożliwienie Teheranowi zdobycia bomby atomowej. Administracja ma nadzieję, iż umowa może jeszcze bardziej przechylić szalę sił na korzyść Stanów Zjednoczonych poprzez zacieśnienie relacji z Arabią Saudyjską.

Jednakże sugerując, iż sojusznicy USA mają prawo do wzbogacania uranu, a wrogowie nie, umowa ta może wywrzeć silną presję na międzynarodowe konwencje o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i zachęcić Iran do poszukiwania własnych partnerów.

A zadanie wynegocjowania umowy nuklearnej z Iranem było już samo w sobie zdradliwe. Administracja mogła je znacznie utrudnić, zgadzając się na umowę z Saudyjczykami, która będzie obowiązywać przez wiele lat, ponieważ Iran z pewnością zażąda podobnych przywilejów w zakresie wzbogacania uranu.

Umowa z Arabią Saudyjską to nie pierwszy raz, kiedy Trump podejmuje ryzyko na Bliskim Wschodzie, nie mając pojęcia, jak wpłynie to na jego sytuację w nadchodzących latach.

Często jego instynktowne porzucanie obowiązujących konwencji, ignorowanie porozumień międzynarodowych i obieranie destrukcyjnych działań wydaje się celem samym w sobie.

A prezydent zdaje się być dumny z tego, iż robi dokładnie odwrotnie niż jego poprzednicy.

Większość współczesnych prezydentów próbowała uniknąć wojny z Iranem; Trump zerwał międzynarodowe porozumienie ograniczające irański program nuklearny, w swojej pierwszej kadencji zamordował szefa bezpieczeństwa narodowego Iranu, Kasema Sulejmaniego, w zeszłym roku zbombardował irańskie obiekty nuklearne i w lutym rozpoczął szeroko zakrojoną wojnę z Republiką Islamską.

Współczesne rządy doszły do ​​wniosku, iż najlepszym sposobem zapewnienia bezpieczeństwa Izraelowi jest dążenie do utworzenia dwóch państw przy współudziale Palestyńczyków; Trump dał Izraelczykom możliwość zniweczenia tych dążeń dzięki nieprzejednanej polityki w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu.

Trump w tym roku zobowiązał się do cofnięcia amerykańskiej klasyfikacji Syrii jako państwa wspierającego terroryzm, wprowadzonej po raz pierwszy w 1979 roku, ufny w swoją przyjaźń z nowym prezydentem kraju, Ahmedem al-Sharaa, przywódcą byłego członka Al-Kaidy. Krytycy argumentowali, iż Trump powinien był wykorzystać tę zmianę klasyfikacji do wymuszenia reform politycznych, praw człowieka i walki z terroryzmem.

Trump złamał również schemat Arabii Saudyjskiej. Prezydenci często tańczyli na dyplomatycznych szpilkach z Arabią Saudyjską i innymi państwami Zatoki Perskiej, które są ważnymi sojusznikami USA, ale prowadzą represyjną politykę, obrażającą wartości demokratyczne. Trump jednak otwarcie podziwia arabskich przywódców i postrzega ich bogate i rozwijające się kraje jako kopalnię złota dla handlu, w którym jego rodzina ma znaczące interesy.

Dlaczego zespół Trumpa szuka cnoty w ryzyku

Zwolennicy Trumpa słusznie argumentują, iż dekady polityki USA na Bliskim Wschodzie nie doprowadziły do ​​stabilizacji. I twierdzą, iż podejmuje on niezbędne kroki, których nie podjęli poprzedni prezydenci. Sekretarz obrony Pete Hegseth powiedział we wtorek senatorom, iż jego szef zasługuje na pochwałę za „odwagę, by zapewnić, iż szaleni islamiści nie będą mogli mieć broni jądrowej, która mogłaby nas zniesławić”.

Ale zagrożenia związane z takim podejściem są oczywiste w Iranie. Zmagania USA z wyjściem z wojny, którą Trump wielokrotnie ogłaszał zwycięzcą, wyjaśniają, dlaczego jego poprzednicy wahali się przed zaangażowaniem się w konflikt na pełną skalę.

Krytycy Demokratów oskarżają prezydenta o zignorowanie czynników politycznych, historycznych i ideologicznych, które zawsze sugerowały, iż Iran nigdy nie ugnie się pod presją USA. Trump najwyraźniej nie zadał sobie krytycznych pytań o to, co nastąpi po ataku USA – w tym o prawdopodobieństwo, iż Teheran będzie dążył do zamknięcia Cieśniny Ormuz. Konflikt ten odzwierciedla powtarzający się motyw — plany opracowywane w Waszyngtonie często rozbijają się w obliczu kontaktu z Bliskim Wschodem.

Choć Trump i jego gabinet utrzymują bliskie relacje z następcą tronu Arabii Saudyjskiej, księciem Mohammedem bin Salmanem, więzi Waszyngtonu z królestwem nie zawsze będą tak silne. Nie ma gwarancji, iż kraj nie wpadnie w ręce bardziej radykalnych władców w nadchodzących dekadach, w regionie często destabilizowanym przez islamskich fundamentalistów.

Jest to szczególnie niepokojące w kontekście programów nuklearnych. „Dzisiejszy partner USA niekoniecznie będzie partnerem USA jutro. Zatem po przekazaniu technologii Stany Zjednoczone nie mogą zagwarantować, iż zachowają nad nią kontrolę” – powiedział Davenport. Ale Trump często wydaje się nie przejmować tym, co się stanie po opuszczeniu urzędu. Jedno z ulubionych powiedzeń prezydenta: „Zobaczymy, co się stanie” nabiera szczególnie niepokojącego wydźwięku w kontekście Bliskiego Wschodu.

Idź do oryginalnego materiału