Prawomocny wyrok sądów administracyjnych unieważnił zarządzenie burmistrza Pionek o odwołaniu Doroty Helińskiej ze stanowiska dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej. Sama zainteresowana nie tylko zapowiada powrót do pracy, ale też ostro rozlicza władzę miasta.
– Jako adwokat doskonale wiedział, co robi. Nie wierzę, iż nie liczył się z konsekwencjami – mówi w rozmowie z nami Dorota Helińska. W wywiadzie mówi o nadużyciu władzy, kosztach poniesionych przez mieszkańców, stanie biblioteki i atmosferze w mieście. Jej zdaniem styl rządzenia burmistrza doprowadził dziś Pionki do punktu, w którym mieszkańcy zaczęli mówić o referendum.
Sąd uznał, iż decyzja burmistrza o Pani odwołaniu została wydana z istotnym naruszeniem prawa. Czy uważa Pani, iż burmistrz Łukasz Miśkiewicz powinien ponieść za to polityczne konsekwencje?
– Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, iż Zarządzenie Burmistrza Miasta Pionki nr 132/2024 z dnia 20 sierpnia 2024 jest nieważne, a Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie to potwierdził. Orzeczenie jest prawomocne i nie podlega zaskarżeniu. Tak więc według prawa wciąż jestem dyrektorem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pionkach zgodnie z powołaniem. Co do politycznych konsekwencji to są ostatnie jakie powinien ponieść. Według mnie po pierwsze powinien ponieść konsekwencje wynikające z jego zawodu adwokata. Składał ślubowanie: „Ślubuję uroczyście w swej pracy adwokata przyczyniać się ze wszystkich sił do ochrony praw i wolności obywatelskich oraz umacniania porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, obowiązki swe wypełniać gorliwie, sumiennie i zgodnie z przepisami prawa, (…) a w postępowaniu swoim kierować się zasadami godności, uczciwości, słuszności i sprawiedliwości społecznej.”. Gdzie ta godność, uczciwość, słuszność? To, iż adwokat został burmistrzem nie zwalnia go z respektowania prawa, bo dopełnił to drugim ślubowaniem: „Obejmując urząd burmistrza miasta Pionki, uroczyście ślubuję, iż dochowam wierności prawu, a powierzony mi urząd sprawować będę tylko dla dobra publicznego i pomyślności mieszkańców miasta.” Jako adwokat doskonale wiedział co robi i jak mnie odwołuje i zwalnia z pracy, nie wierzę, iż nie liczył się z konsekwencjami. Mało tego. W sytuacji, kiedy wiedział, iż złożyłam odwołanie w sądach w przestrzeni publicznej dalej tworzył swój mit nieomylności i słuszności decyzji nastając na moją godność, a w sądzie administracyjnym za to nie potrafił wykazać żadnej mojej winy czy łamania prawa. Po drugie powinien ponieść konsekwencje finansowe, wykładając na sprawy sądowe i adwokatów swoje pieniądze, a nie pieniądze mieszkańców. Dlaczego mieszkańcy mają płacić za jego prywatne decyzje? Powinien zwrócić pieniądze mieszkańców wydane na ugody jakie zawarł w sądach, bo przecież zawierając ugodę przyznał się do winy, a druga strona zgodziła się na wypłatę określonej sumy pieniędzy. Niestety do tego potrzeba decyzji Rady Miasta, by mógł być pociągnięty do odpowiedzialności, a z burmistrza tatusiem w Komisji Rewizyjnej szczerze wątpię, żeby radni podnieśli ten temat. Ponadto ostateczny wyrok w mojej sprawie zapadł 24 lutego 2026r., mój numer konta urząd zna, do tej pory nie otrzymałam zwrotu kosztów postępowań sądowych. Nie wiem, czy burmistrz chce, żebym windykowała należności przez komornika?
Czy burmistrz nadużył władzy?
– Tak, moim zdaniem burmistrz nadużył władzy ze szkodą dla społeczeństwa. Wykorzystał swój zakres decyzyjności do czerpania korzyści politycznej dla siebie i swoich popleczników, akt zemsty po wyborach, wiemy ile osób straciło pracę, a jak widzieliśmy moje stanowisko dostała koleżanka z otoczenia burmistrza, a dziwnym przypadkiem w sierpniu kończyło jej się wypowiedzenie w ośrodku kultury w Jedlni Letnisko. Jaka szkoda dla społeczeństwa? Największą ofiarą tej decyzji stała się sama biblioteka. Półtora roku wystarczyło, by z najlepszej biblioteki w powiecie zrobić najgorszą. Ogromny odpływ czytelników, a co za tym idzie niemal o połowę spadek wypożyczeń, niszczenie wszystkiego co stworzyłam. Trzeba się mocno postarać, by z doskonale działającej instytucji, z ogromnym potencjałem osobowym zrobić ruinę. Pani Baran na komisji kultury w listopadzie 2024 r. twierdziła, iż będzie „cisła” burmistrza o remont siedziby i co? Nie słyszałam, żeby był wykonany chociaż projekt, kolejny raz w historii, legło w gruzach marzenie pani Baran i byłego burmistrza Zawodnika, by budynek biblioteki połączyć szklanym łącznikiem z budynkiem harcówki. Jak wiemy po ogromnej awanturze z ŚDS, rok opóźniona budowa filii żłobka ruszyła. Więc jaki jest plan na bibliotekę? Cisza. Remontu brak, budynek niszczeje. Pani Baran narzekała, iż przy Orzeszkowej księgozbiór narażony był na wahania temperatur, ale nie przeszkadzało jej przenieść ten sam księgozbiór do pomieszczeń regularnie zalewanych, ze stale wychodzącym grzybem? Aktywny grzyb szkodzi nie tylko książkom, ale przede wszystkim ludziom, którzy przez 8 godzin z nim pracują. Czy jako pracodawca odpowie za to, iż z premedytacją naraziła zdrowie pracowników? Pewnie nie, bo przecież miało być BMW zarządzania, a jest Bierna, Mierna ale Wierna na dwóch etatach, dwóch instytucji. Zero odpowiedzialności za złe wyniki biblioteki, mierna realizacja swojego programu, niemal brak działań na rzecz rozwoju czytelnictwa, biblioteka wyniesiona na koniec miasta, bez celu, bez perspektyw, za to jest realizowana umowa finansowa – wynagrodzenie na każdy koniec miesiąca wpływa na konto.
Po wyroku zapytała Pani ironicznie: „To kiedy mogę wrócić do pracy?”. Czy rzeczywiście zamierza Pani wrócić na stanowisko dyrektora biblioteki?
– Tak. Na początku zeszłego tygodnia złożyłam w urzędzie pismo, w którym poprosiłam o wskazanie daty, kiedy mogę objąć zarządzanie, bo zgodnie z orzeczeniem sądu uznającym, iż odwołanie nie nastąpiło chcę powrócić na stanowisko dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pionkach. Początkowo, owszem pomyślałam, iż to chichot losu, ale po rozmowie z moją rodziną, pracodawcą, po ogromnej ilości gratulacji, rozmów z osobami, które mnie wspierają zadecydowałam, iż powalczę o bibliotekę bo warto, choćby na czas mojej kadencji. Nie wyszłam z zawodu, jestem kustoszem w bibliotece, wciąż prowadzę lekcje biblioteczne z dziećmi, warsztaty z osobami z niepełnosprawnością i zajęcia aktywizacyjne z Seniorami.
Czy uważa Pani, iż po tym konflikcie możliwa byłaby jeszcze kooperacja z obecnymi władzami miasta?
– Jestem na to gotowa. Nie zrezygnowałam z pracy, nie złożyłam wypowiedzenia. Za to Łukasz Miśkiewicz w kampanii wyborczej powiedział, iż jest otwarty na współpracę choćby z tymi, którzy są zwolennikami burmistrza Roberta Kowalczyka. Kłamał? Przyszedł czas na to, żeby choć raz stanął ze mną szczerze twarzą w twarz i określił zasady współpracy w sposób rzetelny i profesjonalny. Może drugi raz mnie nie zwolni? Z drugiej strony myślę, iż burmistrz mnie wcale na stanowisko nie przywróci. Będzie unikał, wymyślał, odciągał, powoływał się na drugą sprawę w sądzie pracy. Raczej zrobi wszystko, żebym nie wróciła. Dla niego jestem osobą, którą chciał zniszczyć, upodlić. Uznaję, iż jako mieszkanka miasta mam prawo krytykować władzę jeżeli postępuje niewłaściwie, ja tu żyję i mieszkam od urodzenia Zawodnik mnie nie wygonił, Miśkiewicz też tego nie zrobi. To, iż się nie pokochamy to wiem, jednak dla mieszkańców burmistrz jako adwokat, dla swojej wiarygodności powinien uderzyć się w pierś i uznać wyrok sądów.
Czy uważa Pani, iż Pionki są dziś miastem podzielonym politycznie?
– Tu nie ma żadnej polityki. No może Łukasz Miśkiewicz próbuje pod politykę krajową podłączyć jakieś swoje przemyślenia, iż ktoś kogoś, gdzieś śledzi i dlatego ogłosił to na Facebooku, iż w związku z tymi niebezpieczeństwami np. Mesko może zrezygnować ze swojej produkcji. Rozbawił tym wielu mieszkańców. Według mnie w Pionkach jest nienawiść, zawiść, hejt i mściwość, a w wykonaniu władzy buta, arogancja i nepotyzm. Zatrudnieni swoi wszędzie gdzie się da, wiceburmistrz na sesję wpadła tylko po to, żeby kazać radnym się przepraszać, przez kilkanaście miesięcy zajmuje się logo miasta, które setki mieszkańców skrytykowało i w tym czasie nie potrafi się dowiedzieć, iż w herbie nie mamy jelonka tylko daniela. Przewodniczący Komisji Rewizyjnej osobisty tatuś burmistrza stale na tropie wykreowanych afer poprzedników, nie słyszałam, żeby zajmował się sprawami miasta, zgłaszał problemy mieszkańców, najbardziej aktywny, gdy trzeba bronić syna. Można tak wymieniać i wymieniać. Nie wiem kto za tą rozmowę poda mnie do sądu, ale spodziewam się kilku pozwów.
Czy Pani zdaniem styl rządzenia burmistrza doprowadził dziś do sytuacji, w której mieszkańcy mówią o referendum?
– Tak. Władza i jej otoczenie wszelkimi sposobami próbuje zniechęcić mieszkańców do składania podpisów, a jednak ludzie się podpisują. Burmistrz jest osobą, której na określony czas, część mieszkańców powierzyła zarządzanie naszym wspólnym miejskim majątkiem. Burmistrz nie robi łaski, iż wyremontuje ulicę, chodnik, załata dziurę. choćby nie robi tego on tylko robimy to my mieszkańcy płacąc podatki, dzierżawy i inne daniny. Burmistrz powinien stać na straży naszych interesów, pozyskiwać środki zewnętrzne, by pomnażać nasz wspólny majątek dla poprawy jakości życia, naszego komfortu, tak jak robił to burmistrz Robert Kowalczyk. Ponad połowa środków zainwestowanych w poprzedniej kadencji została pozyskana. Jeszcze do dziś Łukasz Miśkiewicz wykonuje lub choćby jeszcze nie wykonuje inwestycji, na które pozyskali środki poprzednicy, np. Staw Górny, MOK, ul. Polna i boczne. Czy obecny burmistrz pozyskał coś na wykonane przez siebie projekty? Dwa lata mijają, a efektów brak. Mieszkańcy skłóceni, moi znajomi otrzymują pozwy od władzy, na innych ktoś śle donosy do pracy, ja jestem zastraszana. Czy takiego życia w mieście chcemy? Burmistrz Łukasz Miśkiewicz czując się pewnie, spełnionym na stanowisku powinien pierwszy ogłosić, iż chce demokratycznej oceny swojej osoby. Niech wymieni swoje osiągnięcia i obali argumenty Inicjatorów Referendum. Jestem za tym, by wreszcie burmistrz przemówił w sprawie Referendum, niech zachęci pracowników jednostek samorządowych: urzędu, szkół, instytucji żeby poszli i zagłosowali. Burmistrzu Odwagi.

















