„DIVIA” to pierwszy dokument, który został w całości poświęcony wpływowi wojny w Ukrainie na środowisko naturalne. Film miał swoją premierę podczas 60. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach w konkursie Crystal Globe Competition, był także prezentowany na 31. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Sarajewie i podczas 5. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego WATCH DOCS w Warszawie. Dzięki uprzejmości organizatorów – Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka – udało mi się porozmawiać z Dmytro Hreshko, reżyserem, montażystą i autorem zdjęć. „Divia” dokumentuje zaledwie ułamek zniszczeń. Ich skala pogłębia się z każdym dniem i będzie jednym z najdłuższych i najtrudniejszych procesów po zakończeniu wojny.
Opening horizons, fostering unity – Poszerzając horyzonty, pielęgnując wspólnotę – fot. A. RejmanAlicja Myśliwiec: Skąd wziął się impuls do stworzenia filmu poświęconego wyłącznie środowiskowym skutkom wojny? Czy był to temat od początku zaplanowany, czy raczej coś, co „ujawniło” się już podczas pracy?
Dmytro Hreshko: Zacząłem kręcić film „Divia”, ponieważ zawsze kochałem naturę i było to naturalnym tematem na film dokumentalny. Jeszcze przed rozpoczęciem pełnej inwazji wraz z producentką Poliną Herman pracowaliśmy nad projektem dotyczącym wpływu industrializacji radzieckiej na środowisko Ukrainy. Jednak kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, wszystko się zmieniło. Natura nagle stała się ofiarą na pierwszej linii frontu, a wojna w szokujący sposób pokazała, czy choćby przypomniała nam o jej wrażliwości. Pamiętajmy, iż udało nam się sfilmować tylko około 1–3% rzeczywistych zniszczeń, ponieważ większość dotkniętych obszarów jest niedostępna z powodu trwających walk. Filmowanie było możliwe tylko dlatego, iż część okupowanych terytoriów została wyzwolona przez armię ukraińską w latach 2022–2023. To, co uchwyciliśmy, to tylko fragment znacznie większej tragedii ekologicznej.
Dlaczego zdecydowałeś się na wyeliminowanie dialogów? Chodziło o bezradność wobec skali zniszczeń czy może wzmocnienie głosu natury?
Decyzja ta zapadła na etapie montażu. Było dla nas jasne, iż wszystko było już widoczne na obrazach. To mówi samo za siebie. W końcu konsekwencje rosyjskiej inwazji są zapisane bezpośrednio w krajobrazie. Miałem poczucie, iż dodatkowe wyjaśnienia ograniczyłyby doświadczenie widza, zamiast je pogłębiać. Chciałem dać przestrzeń do kontemplacji, interpretacji… Miejsce na emocjonalną szczerość. Ziemia mówi sama za siebie.
Niezwykle sugestywna staje się również cisza…
Cisza jest celowym narzędziem dramaturgicznym. Tworzy przestrzeń dla emocji widza, bez manipulacji muzycznej. W rzeczywistości w filmie nie ma prawdziwej ciszy – słychać tylko odgłosy natury. Jednak ludzie często postrzegają te dźwięki jako ciszę, co ujawnia coś istotnego: choćby gdy natura jest zraniona, pozostaje częścią nas, a gdy cierpi, tracimy część siebie.
Opening horizons, fostering unity – Poszerzając horyzonty, pielęgnując wspólnotę – fot. A. RejmanWidzowie stają się świadkami, obserwatorami? Może archeologami przyszłości?
Łączą wszystkie te role. Jesteś świadkiem ekologicznych ran spowodowanych inwazją. Z drugiej strony medytacyjnym obserwatorem cierpiącego krajobrazu i archeologiem przyszłości, patrzącym na obrazy, które mogą stać się dowodami. „Divia” jest również archiwalnym świadectwem wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Ponieważ mogliśmy sfilmować tylko niewielką część tego, co zostało zniszczone, każda klatka staje się jeszcze mocniejsza.
Czy zdarzały się momenty, w których estetyzowanie krajobrazu kolidowało z etycznym ciężarem tematu? Jak sobie z tym radziłeś?
Tak. Byłem świadom tego ryzyka. Zwłaszcza mając w głowie „Lekcję ciemności” Herzoga. Za każdym razem, kiedy decydujesz się na uruchomienie kamery, zaczynasz w pewnym sensie akt estetyczny. Każdy kadr jest efektem tej decyzji i tego zabiegu. W przypadku filmu „Divia” jest trochę inaczej. Tym razem piękno nie ma na celu złagodzenia tragedii – służy ono przyciągnięciu uwagi widza i skłonieniu go do refleksji. Obrazy raczej ujawniają niż dekorują. Ujawniają to, co rosyjska inwazja zrobiła z ukraińską ziemią. Dobitnie, choć wciąż tylko częściowo.
Mówi się, iż kamera zawsze wpływa na rzeczywistość. Mam poczucie, iż tutaj ten wektor był obustronny.
Tak. Tutaj to raczej rzeczywistość wpływała na pracę kamery. Mogliśmy działać w bardzo ograniczonych zakresach. Często w niebezpiecznych miejscach, gdzie bezpieczeństwo było kluczową zasadą. Nasza zdolność do filmowania zależała całkowicie od tego, co działo się na froncie. Czy ukraińscy żołnierze wyzwolili terytoria, umożliwiając ograniczony dostęp w celu dokumentacji, czy też nie.
Opening horizons, fostering unity – Poszerzając horyzonty, pielęgnując wspólnotę – fot. A. RejmanCzy podczas kręcenia filmu zmieniło się twoje postrzeganie natury jako takiej?
Widząc zniszczone lasy, zniszczone tereny podmokłe, zatrutą wodę, poczułem prawdziwą osobistą stratę. To było tak, jakby część mnie została zniszczona. Stało się jasne, iż ludzie i natura są nierozłączni, a kiedy natura zostaje zniszczona, ludzie płacą za to cenę psychiczną i egzystencjalną. Dewastacja środowiska jest również częścią ceny, jaką Ukraińcy płacą za swoją wolność.
Które sceny najlepiej pokazały skalę niewidocznych, długotrwałych szkód?
Oprócz zniszczonej tamy i zanieczyszczonych rzek, najbardziej zapadły mi w pamięć pola pokryte kraterami, czyli tereny, na których leżą miliony wybuchowych i niewybuchowych min. Obszary te będą niebezpieczne przez dziesiątki lat. I znowu widzieliśmy tylko fragment prawdziwego obrazu, bo większość tych terenów jest niedostępna… A to już boleśnie daje do myślenia.
„Divia” jest również filmem o odpowiedzialności i odbudowie…
Tak. Chciałem pokazać coś, co kontrastuje z destrukcją — ludzi próbujących chronić i przywrócić naturę. Jednak choćby w filmie widać wyraźnie, jak niewystarczające są te wysiłki w porównaniu ze skalą przestępstw środowiskowych popełnionych przez Rosję. Odbudowa będzie długim i trudnym procesem.
Jaka rola w tym procesie przypada kinu dokumentalnemu?
Kino dokumentalne może pomóc w kształtowaniu naszego rozumienia odbudowy. Po pierwsze, Rosja musi zapłacić odszkodowania za szkody środowiskowe, które są głębokie i długotrwałe. Po drugie, Ukraińcy muszą uznać prawdziwą wartość swoich naturalnych krajobrazów. Wiele miejsc, które filmowaliśmy, pozostałoby niewidocznych dla świata, gdyby armia ukraińska ich nie wyzwoliła. Kino sprawia, iż nikt z tym nie dyskutuje.
Jak na film reagują ukraińscy widzowie?
Emocjonalnie i osobiście. Wielu z nich, podobnie jak ja, nie zdawało sobie w pełni sprawy z bogactwa przyrody na wschodzie i południu kraju. Dla nich film pokazuje środowiskowy koszt wolności. Jeden z wielu jakie trzeba ponieść.
A jak reaguje międzynarodowa publiczność?
Widzowie międzynarodowi często pytają o niebezpieczeństwa związane z kręceniem filmu i kontekstem wojny. Dla nich film ma charakter uniwersalny i wpisuje się w poetykę kryzysu klimatycznego… Jest opowieścią o wrażliwości przyrody w sytuacji konfliktu. Dla Ukraińców to nie jest żadna przenośnia. To jest bardzo konkretne: jest Rosja, która niszczy i są Ukraińcy, którzy próbują chronić zarówno ludzi, jak i przyrodę.
***
Przez zniszczenie tamy na Dnieprze (Kakhovka Dam) w czerwcu 2023 r. Rosjanie zniszczyli siedliska wodnych i lądowych organizmów, zabito setki zwierząt, a toksyczne osady zawierające metale ciężkie przez cały czas wpływają na ekosystem. Kiedy w regionie Charkowa rosyjskie ostrzały doprowadziły do dewastacji zbiornika Oskil – jego tamy i infrastruktury, oznaczało to śmierć milionów ryb i innych organizmów wodnych, zniszczenie rekreacyjnych i naturalnych obszarów wokół akwenu. Celowe ataki na infrastrukturę przemysłową i magazyny paliw prowadzą do skażenia gruntów i wód przez metale ciężkie i toksyczne związki z wybuchów, zanieczyszczenia gleby i wód gruntowych przy liniach frontu, które mogą pozostawać niebezpieczne dla zdrowia ludzi i przyrody przez dekady.
***
Dmytro Hreshko — ukraiński reżyser i operator filmów dokumentalnych. Od 2018 roku realizuje filmy poświęcone relacji człowieka, natury i sytuacjom granicznym. Debiutował dokumentem „66 scen z Użhorodu”. Jego krótkometrażowy film „Ratuj mnie, doktorze!” (2020) zdobył nagrodę dla najlepszego filmu ukraińskiego na festiwalu Wiz-Art oraz wyróżnienie jury na MFF Mołodist. Jest reżyserem pełnometrażowych dokumentów „Góry i niebo pomiędzy” (2021), prezentowanego m.in. na Sheffield Doc/Fest, oraz „Król Lear: jak szukaliśmy miłości w czasie wojny” (2023), pokazanego na Docudays UA. Jego najnowszy film „Divia” (2025) miał premierę w Konkursie Kryształowego Globu MFF w Karlowych Warach i był prezentowany na MFF w Sarajewie. Jest współzałożycielem Carpathian International Mountain Film Festival oraz członkiem Ukraińskiej Akademii Filmowej. Pod koniec 2024 roku dołączył do Sił Zbrojnych Ukrainy i inicjatywy Cultural Forces.

1 dzień temu










