Deszczowa Anglia? Lipiec 2026 r. był najsuchszy w historii pomiarów

2 godzin temu
Zdjęcie: susza w Anglii


W lipcu w Anglii spadło 6,5 mm deszczu – to zaledwie 10 proc. miesięcznej średniej z wielolecia. Brytyjski Met Office informuje, iż padły również historyczne rekordy temperatury powietrza oraz nasłonecznienia. Przełamywaniu utartych stereotypów pogodowych towarzyszy niestety dramat rolniczy i coraz większe ryzyko gospodarcze.

Lipiec w Anglii jak na Balearach?

Jeszcze do niedawna angielska pogoda kojarzyła się z długotrwałą słotą, mgłą i chłodem, przeplatanymi krótkimi przejaśnieniami. Najnowsze statystyki Met Office wskazują jednak na całkiem nową rzeczywistość.

Tegoroczny lipiec był najsuchszym w Anglii od 1836 r., kiedy to rozpoczęto regularne pomiary meteorologiczne. Był też trzecim najsuchszym miesiącem w historii kraju, po lutym 1891 r. oraz czerwcu 1925 r. Daty te dobitnie wskazują na wyjątkowość zachodzących zmian – tak suchego roku nie doświadczano już od 100 lat.

Jednocześnie w Anglii i na całych Wyspach Brytyjskich tegoroczny lipiec był drugim najgorętszym w historii pomiarów, z wyraźnymi przekroczeniami wartości dobowych. Średnia temperatura miesięczna w Wielkiej Brytanii wyniosła 17,4°C, a więc 2°C więcej niż norma z wielolecia. W samej Anglii ta anomalia wyniosła 2,8°C, zaś w Walii oraz Północnej Irlandii padły absolutne rekordy średniej miesięcznej temperatury.

Było też zaskakująco słonecznie – liczba godzin nasłonecznienia wyniosła w Anglii 305,6, a w Walii 308 – to więcej niż 150 proc. historycznej średniej.

Wielka Brytania na wodnym minusie

Niestety, niepomyślne wieści hydrologiczne dotyczą niemal całego obszaru Wysp Brytyjskich (poza Szkocją). Według Met Office w skali całego kraju był to trzeci najsuchszy lipiec w historii – opady wyniosły 28,9 mm, co stanowi 35 proc. średniej z wielolecia. Po raz ostatni tak duży deficyt deszczu odnotowano w 1868 r.

Brytyjska Agencja Ochrony Środowiska alarmuje, iż niezwykłe warunki meteorologiczne wpływają negatywnie na rolników, dziką przyrodę oraz ilość wody dostępnej do użytku publicznego i przemysłowego. W Anglii zakaz podlewania ogrodów dotyczy już 40 proc. populacji, a może być jeszcze gorzej, gdyż w najbliższych dniach opady spodziewane są wyłącznie na północy Wielkiej Brytanii.

zdj. julesh1966/Depositphotos

Żywność drożeje, rośnie znaczenie retencji

To, co nam może wydawać się ciekawostką i zachętą do podróży na już nie takie deszczowe wyspy, dla brytyjskiej gospodarki jest ogromnym zagrożeniem. Krajowy Związek Rolników (NFU) wydał ostrzeżenie, iż susza może spowodować niedobory niektórych produktów spożywczych. Tym bardziej, iż zimą gospodarstwa w całym kraju ucierpiały z powodu powodzi, przez co sadzenie roślin stało się niezwykle trudne. W Anglii tegoroczne żniwa zaczynają się najwcześniej w historii, a rolnicy uprawiający pszenicę twierdzą, iż ich plony są o połowę niższe niż zwykle. Ucierpiały również uprawy jęczmienia.

Prezes NFU Tom Bradshaw w wywiadzie dla BBC Radio 4 zaapelował do rządu o wprowadzenie ulg podatkowych, które pozwolą rolnikom zainwestować w budowę systemów magazynowania wody na swoich gruntach.

Tymczasem brytyjska gazeta The Guardian donosi, iż restauracje i supermarkety są zmuszone kupować sałatę i brokuły z Hiszpanii w okresie, który powinien być szczytem sezonu wegetacyjnego w Wielkiej Brytanii. Ceny ziemniaków wzrosły o 40 proc., pomidorów o 60 proc., a sałaty lodowej choćby o 90 proc., gdyż wysokie temperatury i niedobór wody znacząco komplikują uprawę.

Tim O’Malley, prezes sieci hurtowej Nationwide Produce, powiedział otwarcie: Sytuacja jest gorsza, niż zdaje sobie z tego sprawę opinia publiczna. Kończy nam się woda.

Zmiany w okresie wegetacyjnym dają się we znaki również dzikiej przyrodzie. W hrabstwie Suffolk dojrzały już jeżyny, śliwki i jabłka. Dla ptactwa i owocożernych ssaków gorąca i sucha pogoda oznaczać może jesienną klęskę głodu.

zdj. główne: Alan Hughes / Llwyn-Onn Reservoir during drought/ CC BY-SA 2.0

Idź do oryginalnego materiału