Deportujemy przestępców, zanim odpowiedzą. Ofiary zostają bez wyroku i odszkodowania

dzienniknarodowy.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: Deportujemy przestępców, zanim odpowiedzą. Ofiary zostają bez wyroku i odszkodowania


Państwo, które głośno domaga się usuwania cudzoziemskich przestępców, w praktyce odsyła ich za granicę, zanim staną przed sądem. Razem z nimi znika szansa na wyrok i na odszkodowanie dla poszkodowanych Polaków. Publicysta portalu Ślązag Robert Lechowski zebrał serię przypadków ze Śląska i Zagłębia, które obnażają ten paradoks. Czy tak wygląda egzekwowanie prawa?

Wydalenie zamiast wyroku

W Katowicach, 3 października 2025 roku, obywatel Ukrainy Konstantin K. miał podczas szarpaniny kilkakrotnie ugodzić nożem policjanta. Funkcjonariusza ochroniła kamizelka. W tej samej sprawie Dmytro K. usłyszał zarzuty narkotykowe. Obu mężczyzn odesłano na Ukrainę, zanim sąd zdążył rozstrzygnąć o ich winie.

Podobnych spraw jest więcej. W maju 2026 roku w Zawierciu zatrzymano 39-letniego obywatela Gruzji, który miał na koncie serię kradzieży sklepowych i posługiwanie się fałszywą tożsamością. Wcześniej uciekł przed odbyciem kary. Trafił nie do aresztu, ale w ręce Straży Granicznej, z perspektywą wydalenia. Z kolei w lipcu 2026 roku w podzawierciańskich Rudnikach 19-letni obywatel Ukrainy po pijanemu rozbił skradzione BMW, niszcząc cudzą posesję i drugi pojazd. Choć jego sprawą zajęły się dwie prokuratury, również jemu groziło odesłanie, zanim usłyszał zarzuty.

Ofiara zostaje z niczym

Robert Lechowski stawia sprawę wprost: „deportacja to nie kara". Odesłanie sprawcy za granicę przed procesem oznacza, iż nie zapada żaden wyrok, a poszkodowany traci realną szansę na dochodzenie odszkodowania. Ściągnięcie takiej osoby z powrotem w drodze ekstradycji bywa kosztowne i mało skuteczne. W praktyce cudzoziemiec unika odpowiedzialności, która spotkałaby Polaka w identycznej sytuacji.

To odwraca zwykłą kolejność rzeczy. Obywatel Polski po pijanej kolizji czy ataku na policjanta trafiłby przed sąd, zapłaciłby zadośćuczynienie i poniósł karę. Cudzoziemiec dostaje bilet w jedną stronę, a rachunek za jego czyny zostaje po polskiej stronie granicy.

Dwa tryby, które się rozjeżdżają

Sedno problemu leży w tym, iż wydalenie z kraju i proces karny biegną w Polsce dwoma osobnymi torami. Decyzję o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu podejmuje administracja i może ona wyprzedzić prokuraturę oraz sąd. W efekcie osoba podejrzana o przestępstwo znika z polskiej jurysdykcji, zanim zapadnie jakiekolwiek rozstrzygnięcie. Roszczenie cywilne pokrzywdzonego zostaje wtedy zawieszone w próżni, bo nie ma ani wyroku skazującego, ani realnej możliwości egzekucji poza granicami kraju. Sprawca formalnie opuszcza Polskę jako osoba niewinna, choć bez procesu nikt tej niewinności nie zweryfikował.

Nastroje kontra sprawiedliwość

Szybkie wydalenia bywają odpowiedzią na zrozumiałą frustrację opinii publicznej wobec przestępczości cudzoziemców. Lechowski pyta jednak, czy nastroje społeczne usprawiedliwiają praktykę, która kłóci się z podstawową zasadą: najpierw wyrok, potem konsekwencje. Wydalenie przed osądzeniem tylko pozoruje twardość, a w istocie przenosi problem za granicę i pozostawia ofiary bez ochrony.

Prawdziwa suwerenność wymiaru sprawiedliwości polega na tym, iż państwo rozlicza sprawcę na własnym terytorium i staje po stronie pokrzywdzonego. jeżeli cudzoziemiec złamał polskie prawo, powinien odpowiadać za to przed polskim sądem, a nie w drodze na lotnisko. W przeciwnym razie hasło o deportacji przestępców zamienia się w wygodny gest, który niczego nie rozstrzyga. Pozostaje pytanie, czy chodzi nam o realne egzekwowanie prawa, czy jedynie o to, by problem zniknął z pola widzenia.

Źródło: Ślązag

Idź do oryginalnego materiału