Demony prawicy nigdy nie śpią – nowa wojna domowa

8 godzin temu

Komuniści i postkomuniści potrzebowali zaledwie 4 lata, żeby po upadku PRL-u wrócić do władzy, a po 6 latach mieli już pełnię władzy, bo prezydentem został Aleksander Kwaśniewski. Dlaczego tak gwałtownie poszło? Powodów było wiele, szok ekonomiczny to z pewnością najistotniejszy z nich, Polacy zderzyli się z niespotykanym w PRL-u zjawiskiem, jakim było masowe bezrobocie. Plan Balcerowicza uczynił z milionów Polaków ludzi żyjących na granicy biedy i nędzy, ale istniały także inne przyczyny, które pozwoliły komunistom odzyskać władzę.

W latach 90-tych ubiegłego wieku, w Polsce powstało mnóstwo partii politycznych, najwięcej prawicowych. Po drugiej stronie sceny politycznej dawne PZPR przekształciło się w SdRP, dawne ZSL w PSL i to adekwatnie wszystko, co funkcjonowało w ramach lewicy. Rozdrobienie na prawicy wynikało z tysiąca pomysłów na to jak ma wyglądać i czyja ma być Polska. Postkomuniści nie musieli się w ogóle wysilać, prawica sama się degradowała i ośmieszała, resztę robiły media opanowane przez układ okrągłostołowy. Doskonale było to widać po rozpadzie rządu Jana Olszewskiego, do którego doszło w wyniku porozumienia SdRP z PSL i częścią partii postsolidarnościowych. Oni się potrafili porozumieć, by osiągnąć wspólny cel, podczas gdy członkowie upadającego rządu znów się podzielili i zakładali kolejne partyjki z poparciem społecznym na poziomie paru procent. Były też takie momenty w historii, które stanowiły wyjątek od tej smutnej reguły.

Pierwsza próba zjednoczenia prawicy miała miejsce w 1996 roku, gdy powstała Akcja Wyborcza Solidarność, ale nie była to zbyt udana próba. Na starcie z projektu wyłączyło się Porozumienia Centrum, ówczesna partia Jarosława Kaczyńskiego. Rządy AWS okazały się jedną wielką katastrofą, co przełożyło się na podwójną porażkę i ponowne oddanie pełnej władzy postkomunistom. W 2001 roku premierem został Leszek Miller, a Aleksander Kwaśniewski wygrał w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Na gruzach AWS powstały dwie nowe partie, PO założona przez „trzech muszkieterów”: Andrzeja Olechowskiego, Macieja Płażyńskiego i Donalda Tuska oraz PiS Jarosława Kaczyńskiego. Plany były bardzo ambitne, w 2005 roku miała powstać koalicja POPiS, ale gdy najpierw PO przegrała wybory parlamentarne, a później Donald Tusk przegrał wybory prezydenckie wybuchła największa i najbardziej brutalna wojna w obozie solidarnościowym i trwa do dziś.

W 2015 roku doszło do prawdziwego cudu, Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się w taki sposób zjednoczyć prawicę, iż poza burtą zostały tylko polityczne kanapy poniżej progu wyborczego. „Zjednoczona Prawica” przejęła władzę, prezydentem został Andrzej Duda. W 2019 roku „Zjednoczona Prawica” wygrała ponownie i to w spektakularny sposób, ociągając blisko 44 proc. poparcie, w 2020 roku Andrzej Duda ponownie został Prezydentem RP. Aktualny stan politycznej gry jest taki, iż była PO przemianowana na Koalicję Obywatelską porozumiała się nie z PiS, tylko Lewicą i PSL, dzięki czemu odebrała władzę „Zjednoczonej Prawicy, która od dawna nie jest zjednoczona, tylko podzielona na wzajemnie zwalczające się frakcje.

Demony prawicy nie śpią, budzą się regularnie i rozpoczynają dzieło zniszczenia. Problemy największej partii opozycyjnej ujawniają się codziennie, czasami choćby kilka razy dziennie. Dotąd było jednak tak, iż to frakcje w ramach PiS się okładały wzajemnie, ale nie było żadnych otwartych konfliktów z prezydentem Karolem Nawrockim. Od wczoraj i to się zmieniło, bo Sławomir Cenckiewicz, TV Republika i twardogłowi z Nowogrodzkiej postanowili wywołać nową wojnę na prawicy i osłabić jedyny solidny kapitał polityczny, jaki jeszcze po prawej stronie istnieje. Czy to się im uda? Na szczęście szanse mają niewielkie, ale takie same szanse to towarzystwo ma na odebranie władzy Donaldowi Tuskowi.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału