Wypowiedzi Przemysława Czarnka na temat demografii mają jedną cechę stałą: brzmią jak moralitet wygłaszany z ambony, a nie jak refleksja polityka, który choćby pobieżnie zapoznał się z badaniami społecznymi. Gdy były minister edukacji i nauki mówi o „największym zagrożeniu dla Polski”, trudno odmówić mu racji co do diagnozy skali problemu. Kiedy jednak przechodzi do wyjaśnień, okazuje się, iż o samej demografii ma pojęcie raczej intuicyjne — i to w najlepszym wypadku.
„Dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci? Dlatego, iż konsumpcjonizm i egoizm opanowały umysły młodych Polaków” – oznajmił Czarnek w programie „Kontra” na antenie Telewizja wPolsce24. To zdanie streszcza całą jego filozofię: zamiast analizować realne przyczyny kryzysu demograficznego, wskazuje winnego w postaci moralnie podejrzanej młodzieży. Jest to wygodne, bo nie wymaga ani liczb, ani wiedzy, ani odpowiedzialności za politykę prowadzoną przez własne środowisko.
Czarnek z entuzjazmem poparł tzw. Dekalog Narodowego Przetrwania, w którym znalazły się m.in. „zakaz propagandy antyrodzinnej”, „posiadanie rodziny jako misja każdej kobiety i każdego mężczyzny” czy „powstrzymanie laicyzacji życia społecznego”. „Podpisuję się pod wszystkimi przykazaniami z tego dekalogu” – mówił. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, iż to raczej katalog ideologicznych tęsknot niż program demograficzny. Żadne poważne badania nie potwierdzają bowiem tezy, iż spadek dzietności wynika z nadmiaru wolności światopoglądowej czy braku religijnej dyscypliny.
Najbardziej znamienne jest zdanie: „Wszystko jest w umysłach ludzi”. To klasyczny skrót myślowy polityka, który nie chce widzieć strukturalnych przyczyn problemu. Tymczasem demografia nie rodzi się w głowach, ale w warunkach życia. W stabilności zatrudnienia, dostępności mieszkań, jakości opieki zdrowotnej, żłobków i przedszkoli, w realnym – a nie deklaratywnym – podziale obowiązków opiekuńczych. O tych kwestiach Czarnek mówi kilka albo wcale.
Zamiast tego dostajemy anegdotę z życia prywatnego. „Ja mam 48 lat… jestem szczęśliwym dziadkiem wnuka 13-miesięcznego” – opowiada poseł Prawa i Sprawiedliwości, zestawiając swoje doświadczenie z rzekomą „propagandą antyrodzinną”, która każe młodym ludziom „najpierw się wykształcić, znaleźć pracę, zwiedzić świat”. W tej narracji edukacja i stabilność zawodowa jawią się niemal jako wrogowie rodziny. To paradoksalne, zwłaszcza gdy wypowiada je były minister odpowiedzialny właśnie za system edukacji.
Problem w tym, iż Czarnek myli korelację z przyczyną. Młodzi Polacy nie odkładają decyzji o dzieciach dlatego, iż ktoś im wmówił egoizm, ale dlatego, iż racjonalnie oceniają swoje możliwości. Wiedzą, iż kredyt hipoteczny na 30 lat to nie jest sprzyjające środowisko dla wielodzietności, iż umowy śmieciowe nie dają poczucia bezpieczeństwa, a państwowe wsparcie bywa doraźne i niestabilne. To nie ideologia, ale doświadczenie.
Jeszcze bardziej problematyczne jest przekonanie Czarnka, iż odpowiedzią na kryzys demograficzny ma być „zakaz propagandy antyrodzinnej”. To hasło pojemne do tego stopnia, iż można pod nie podciągnąć wszystko: od edukacji seksualnej po prawa kobiet. W praktyce oznaczałoby to dalsze ograniczanie autonomii jednostki w imię abstrakcyjnego „narodowego przetrwania”. Historia pokazuje jednak, iż przymus i moralne potępienie nie zwiększają liczby urodzeń – co najwyżej zwiększają frustrację.
Czarnek ma rację w jednym: demografia to wyzwanie cywilizacyjne. Ale mówiąc o nim językiem kaznodziei, a nie analityka, sam dowodzi, jak kilka rozumie z mechanizmów, które ten kryzys napędzają. jeżeli tak ma wyglądać „polityka prorodzinna” PiS, to nie dziwi fakt, iż mimo lat rządów i górnolotnych haseł, statystyki urodzeń pozostają bezlitosne. Demografii nie da się zawstydzić. Ona reaguje wyłącznie na realne warunki życia.

1 dzień temu








![Znamy kulisy porwania we Wrocławiu, które zakończyło się śmiercią porwanego. Był torturowany [TOP 2025]](https://bi.im-g.pl/im/d3/ed/1e/z32432083IH,Jeden-z-porywaczy-Patryka-U--w-sadzie-we-Wroclawiu.jpg)




