Davos 2026 – koniec ery jednej narracji rządzącej światem

10 godzin temu

Davos 2026 – koniec ery jednej narracji rządzącej światem

23.01.2026 Zbigniew Jacniacki wolnemedia/davos-2026

Przez dekady Davos było miejscem, gdzie nie tylko mówiono o świecie – ale decydowano, jak świat ma wyglądać. Globalizacja, zielona transformacja, otwarte granice, słabnące państwa narodowe – wszystko to przedstawiano jako jedyną sensowną drogę. W 2026 roku ten monopol pękł.

Forum nie upadło, ale przestało być centrum, z którego narzuca się jedną prawdę. Stało się sceną, na której stare elity usłyszały wyrok – zarówno od przyjezdnych, jak i od samych siebie.

Sekretarz handlu USA Howard Lutnick powiedział wprost to, co jeszcze kilka lat temu w Davos byłoby herezją: „Administracja Trumpa i ja jesteśmy tu, żeby przekazać bardzo jasny komunikat: globalizm poniósł porażkę”.

Dodał: „Po co wam energia słoneczna i wiatraki? Dlaczego Europa miałaby dobrowolnie zejść do zera emisji, skoro choćby nie produkujecie własnych baterii?”. I – być może najważniejsze: „Macie pełne prawo mieć granice”. „Globalizm zostawił zwykłych ludzi z tyłu. America First to inny model – i zachęcamy inne kraje, żeby go wybrały”. To nie była prowokacja. To był publiczny akt zerwania z dotychczasowym dogmatem.

Forum zdominował Donald Trump. Podpisał „Kartę Rady Pokoju” („Board of Peace”) – nowej struktury, która ma konkurować z ONZ. Do inicjatywy dołączyły dziesiątki państw, w tym Argentyna rządzona przez Mileia. Trump powiedział Europie wprost: „Chcemy silnych sojuszników – nie bardzo osłabionych krajów”. Groził Francji 25-procentowymi cłami na wszystko oraz 100-procentowymi na wino i szampana. Emmanuel Macron ustąpił w kilka minut. O Grenlandii mówił: „Nie chcę i nie użyję siły”. Przekaz był jasny: era miękkiej dyplomacji dobiega końca, a reguły gry zmieniają się w czasie rzeczywistym.

Prezydent Argentyny Javier Milei mówił w Davos z jeszcze większą siłą: „Socjalizm zawsze kończy się bardzo źle”. „Feminizm, ideologia gender, masowa imigracja, radykalny ekologizm – to wszystko głowy tej samej bestii, która chce powiększać państwo kosztem wolności”. Tegoroczne forum nie był projektem nowego światowego ładu, ale rozbijaniem starej iluzji zarządzania człowiekiem.

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz przyznał publicznie: „Europa nie przegrała z Chinami ani z Ameryką. Przegrała z formularzami i pozwoleniami”. „Sami pogrzebaliśmy swoją konkurencyjność pod stertą papierów i regulacji”.

To było jedno z najszczerszych wyznań w historii Davos – przyznanie się do autoblokady, a nie szukanie zewnętrznych winnych.

Chiny – spokojne, ale twarde i jednoznaczne stanowisko. Wicepremier He Lifeng nie bronił globalizmu jako idei. Bronił stabilności i reguł: „Cła i wojny handlowe nie mają zwycięzców”. „Świat nie może wrócić do prawa dżungli, gdzie silniejszy zjada słabszego”. „Współpraca wygrywa, konfrontacja przegrywa”. Chiny wystąpiły jako obrońca formalnego porządku – nie z przekonania, ale z kalkulacji. W świecie bez reguł zostaje czysta gra siły, a ta sprzyja krótkoterminowym przewagom. Dla państwa myślącego długofalowo stabilność ram jest wartością samą w sobie. Paradoks Davos 2026 polegał na tym, iż to Chiny broniły reguł, podczas gdy Zachód coraz częściej jest gotów je porzucić.

Co to oznacza – również dla nas, Polaków interesujących się polityka. Davos 2026 pokazało kilka prostych prawd:

suwerenność nie zniknęła – była przez lata wypierana językowo;

zielona transformacja bez własnej bazy przemysłowej kończy się uzależnieniem;

gdy stare reguły się sypią, liczy się zdolność samostanowienia.

Forum nie jest już miejscem, w którym jedna wizja świata uchodzi za oczywistą. Oznacza to wejście w okres głębokiej rekonfiguracji – jeszcze bez nowego ładu, ale już bez dawnego monopolu.

Davos 2026 nie było końcem świata. Było końcem złudzenia, iż jeden model może rządzić wszystkimi. A to zmiana znacznie większa, niż mass media chciałby przyznać na głos.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

Idź do oryginalnego materiału