Płatne, choć pod śniegiem”. Kierowcy w Rzeszowie płacą za parkowanie, z którego… nie mogą skorzystać. Wiele miejsc w Strefie Płatnego Parkowania jest zasypanych śniegiem, więc fizycznie nie da się z nich korzystać. W praktyce jednak opłaty obowiązują jak zawsze, a kierowcy – także ci z wykupionymi abonamentami – płacą za miejsca, które istnieją tylko w uchwałach i na znakach, a nie na odśnieżonym placu.
Zasypane, a nie zlikwidowane
Na rzeszowskich ulicach miejsca parkingowe formalnie istnieją: są wyznaczone, oznakowane i objęte opłatami. Problem w tym, iż wiele z nich pozostaje zasypanych śniegiem, niewidocznych lub nieprzejezdnych.
Warstwa śniegu i lodu sprawia, iż parkowanie jest zwyczajnie niemożliwe albo niebezpieczne – kierowcy ryzykują zakopaniem auta lub uszkodzeniem pojazdu.
To właśnie ten fakt mieszkańcy podnoszą w dyskusjach internetowych – miasto pobiera opłaty za miejsca, które z powodu śniegu są fizycznie wyłączone z użytkowania. Płatna strefa działa na papierze, ale nie na ulicy.
Łańcut reaguje na śnieg, Rzeszów czeka
W pobliskim Łańcucie władze uznały, iż skoro śnieg uniemożliwia korzystanie z miejsc parkingowych, nie ma podstaw do pobierania opłat. Zdecydowano się na czasowe zawieszenie poboru opłat oraz zapowiedziano wywóz śniegu po przeparkowaniu pojazdów, tak aby jak najszybciej przywrócić realną dostępność miejsc.
W Rzeszowie scenariusz jest zupełnie inny. Śnieg zalega, opłaty obowiązują, a planów systemowego wywozu śniegu z miejsc postojowych kierowcy na razie nie widzą. Dla wielu mieszkańców porównanie z Łańcutem stało się symbolem tego, iż można inaczej – trzeba tylko podjąć decyzję.
MATiP: śnieg to nie nasza odpowiedzialność
Mieszkaniec, który nagłośnił sprawę, zwrócił się do Miejskiej Administracji Targowisk i Parkingów z pytaniem właśnie o śnieg zalegający na miejscach parkingowych. W odpowiedzi pisemnej przekazano mu jasno:
„Miejska Administracja Targowisk i Parkingów (MATiP) nie jest instytucją odpowiedzialną za odśnieżanie miasta, niezależnie czy są to parkingi bezpłatne czy miejsca postojowe w Strefie Płatnego Parkowania.”
Jednocześnie urząd przyznaje, iż problem dotyczy konkretnie śniegu zalegającego na miejscach postojowych, informując:
„Zwróciliśmy się z wnioskiem do odpowiedniej jednostki miejskiej o pilne podjęcie działań w celu usunięcia śniegu z miejsc postojowych.”
W praktyce dla kierowców oznacza to jednak jedno: odpowiedzialność „krąży” między jednostkami, śnieg zostaje, a płatne miejsca przez cały czas są niedostępne.
Abonament ważny, miejsce pod śniegiem
Najbardziej kontrowersyjny fragment odpowiedzi MATiP dotyczy abonamentów i zwrotów pieniędzy. Administracja wprost wskazuje, iż choćby jeżeli śnieg uniemożliwia korzystanie z miejsca parkingowego, nie stanowi to podstawy do zwrotu opłat:
„Uchwała Rady Miasta Rzeszowa (…) nie przewiduje możliwości uzyskania zwrotu kosztów abonamentu z powodu braku miejsca postojowego a takim przypadkiem może być np. zalegająca na miejscach postojowych warstwa śniegu.”
Mówiąc prościej: śnieg traktowany jest jako sytuacja, która nie wpływa na obowiązek płacenia. Abonament jest ważny, opłaty naliczane są normalnie, choćby jeżeli kierowca nie ma realnej szansy, by z opłaconego miejsca skorzystać.
Problemem nie są kierowcy – problemem jest śnieg
Mieszkańcy podkreślają, iż nie domagają się dodatkowych miejsc ani rewolucji w organizacji ruchu. Oczekują jednego: jeżeli miasto pobiera opłaty za parkowanie, miejsca powinny być odśnieżone i dostępne – albo opłaty powinny zostać czasowo zawieszone, tak jak zrobiono to w Łańcucie.
Dopóki śnieg zalega na miejscach parkingowych, pytanie o „darmowe parkowanie w Rzeszowie” pozostaje jedynie ironią. Parkowanie jest płatne oraz przez śnieg często niemożliwe.
To, czy Rzeszów pójdzie śladem sąsiednich samorządów i dostosuje zasady do realnych warunków na ulicach, pozostaje na razie otwarte – podobnie jak wiele zasypanych, choć wciąż płatnych, miejsc postojowych.

2 godzin temu










